wtorek, 1 kwietnia 2014

Dwudziesty piąty


LAURA
*******



Stało się coś, o czym nie wiem? — naciskała Sabine, schylając się nade mną już po raz dziesiąty i zadając mi to samo pytanie, a ja wciąż byłam w zbyt wielkim szoku, by odpowiedzieć.
Uderzyłam go... Podniosłam rękę na człowieka, którego kochałam całym sercem i zdzieliłam go w twarz, sprawiając mu ból — nie tyle fizyczny, co duchowy. Był przecież facetem, ucierpiał jego honor.
Nie dziwiłam się więc, gdy ujrzałam go w towarzystwie kolegów, którzy stali w pobliżu prowizorycznego baru, ochoczo z niego korzystając. Obejmowałam wzrokiem jego sylwetkę, patrzyłam czule i z pokorą. Chciałam, żeby mi wybaczył... Nie zwracał na mnie uwagi i trzymał się z dala także od Wanka, który wciąż dotrzymywał towarzystwa Sabine.
Usiadłam w tym samym fotelu, co wcześniej i z ulgą zauważyłam, że mój aparat nadal tam był. Sabine przysiadła na oparciu i wpatrywała się we mnie z uporem, a Wank stał przy jej boku. Zagapiłam się w tłum, ale nie widziałam nikogo — ludzie byli dla mnie jedynie rozmytą plamą barw i głosów.
Ogłuchłaś?
Podniosłam na nią zmęczony wzrok. Nie wiem co zobaczyła, ale widocznie dotarło do niej, że moja ignorancja miała swój powód. Chciałam coś powiedzieć, bardzo chciałam, ale słowa nie były w tamtym momencie moją mocną stroną. Bałam się, że głos mógłby mnie zawieść, a wtedy... no cóż, przyznałabym się do tego okropnego czynu, jakiego się dopuściłam.
Walniesz go ty, czy ja mam to zrobić? — usłyszałam poirytowany głos mojej przyjaciółki i tym razem nie kierowała pytania do mnie, lecz do Wanka.
Odzyskałam ostrość widzenia i szybko spojrzałam w stronę, w którą patrzyli i oni. Moj Boże, mogłam się tego spodziewać... Zdusiłam szloch, gdy Petra podeszła do grupki, w której był Andreas i przyłączyła się do dyskusji. Błyszczała między nimi niczym prawdziwy diament, a oni nie wyglądali na niezadowolonych czy speszonych... Co więcej, śmiali się głośno z jej słów, których ja nie mogłam dosłyszeć, bo całą moją uwagę przyciągał Andreas. 
Nie uśmiechał się, ale też i nie krzywił. Patrzył na nią obojętnie, choć miał to dziwne spojrzenie, którego tak nie lubiłam. Kołnierzyk rozluźnił mu się pod szyją, a zarumienione policzki wskazywały na to, że wypił już wystarczającą ilość tego, czego nie powinien.
Boli mnie głowa — zmyśliłam, nagle podnosząc się z miejsca i jak na zawołanie zachwiałam się, bo naprawdę straciłam równowagę.
Widziałam ich, gdy wychodzili. Wszyscy — koledzy, Petra, a za nimi także i Andreas. Potrzebowałam spokoju, samotności... Musiałam się jakoś ogarnąć.
Odprowadzę ją do pokoju i przypilnuję, żeby trafiła bezpiecznie do swojego łóżka — Sabine rzuciła Wankowi te słowa z naciskiem, jakby spodziewała się, że Andreas tylko czekał na okazję, żeby mnie zniewolić i wykorzystać. Jakże naiwna była... przecież on już dawno to zrobił, choć tylko z moim sercem.
Opiekowała się mną niczym matka, gdy ściągałam buty i kładłam się na posłaniu, nie przykrywając kołdrą. Było mi zbyt gorąco, trawiła mnie gorączka zazdrości, bo gdzieś tam Andreas był sobie, tak po prostu, beze mnie.
Zdrzemnij się — poleciła mi, wychodząc i gasząc światło.
Moja głowa została opanowana przez helikoptery — tysiące małych, brzęczących śmigieł obracało się pod czaszką sprawiając, że poczułam mdłości. Musiałam się podnieść, bo inaczej upokorzyłabym samą siebie, wymiotując na poduszki.
Zrobiło mi się bardzo smutno i całą duszę ogarnął żal — to była tęsknota za moim Andreasem. Wszystko poszło nie tak! Dlaczego byliśmy tacy głupi i porywczy? Nie znałam go od takiej strony, ale czy byłam od niego lepsza?
Szybko wsunęłam stopy w niewygodne szpilki i aż zacisnęłam zęby w reakcji na przeszywający ból — musiałam mieć potworne odciski, ale wolałam nie schylać się, by je obejrzeć. Lepiej nie drażnić żołądka, gdy protestuje. 
Porzuciłam buty i na bosaka wymknęłam się z pokoju, rozglądając się przy tym na boki. Sabine sobie poszła, i dobrze. Dość miałam matkowania i słuchania jej przestróg — czułam się dorosła w jakiś dziwny, pokrętny sposób.
Szłam powoli — nie sądziłam, że alkohol mógł tak bardzo wpłynąć na moją koordynację ruchową. Stopy stawiałam ostrożnie, podtrzymując się ściany i brnęłam naprzód, choć w ciemnym korytarzu nie było to łatwe.
Miałam mocne postanowienie i chciałam go dotrzymać — przeprosić Andreasa, przyznać się do winy i obiecać, że zapomnę mu to małe kłamstwo oraz to, że ignorował mnie przez resztę wieczoru, jakbym nic dla niego nie znaczyła.
Ściana pod moimi palcami była zimna i gładka, a moje piekące policzki domagały się, bym przyłożyła do niej twarz chociaż na chwilę. Ciało żądało natychmiastowej ulgi i ochłodzenia. Czułam włosy przyklejające mi się do szyi i czoła oraz małe kropelki potu nad górną wargą. Byłam rozgrzana jak piec!
Coś nie dawało mi spokoju — uczucie, które zmuszało mnie, bym szła dalej i odszukała Andreasa. Cała aż domagałam się jego obecności i nawet najmniejszego kontaktu. Albo nie... pragnęłam bliskości, i to całkowitej. To był ten czas i te okoliczności. Cichy głos w mojej głowie mówił, że najlepszym sposobem na odwrócenie jego uwagi od Petry będzie skupienie jej na czymś innym, a równie dla niego atrakcyjnym.
Zatrzymałam się przy dużym lustrze, które zdobiło całą długość jednej ze ścian. Przesunęłam wzrokiem po swojej sylwetce, niewyraźnej ze względu na panujące tam ciemności, ale dla mnie wystarczająco widocznej. Powiodłam dłonią po policzku, szyi, ramieniu... Przeszedł mnie dreszcz, jakby uczynił to on, a nie ja sama. Przymknęłam powieki, wyobrażając sobie, że stał za mną, pieszcząc i przyciągając do siebie, by mi pokazać jak bardzo mnie chciał...
Gęsia skórka obsypała moje przedramiona i natychmiast wyrwałam się z objęć wizji, ruszając przed siebie, by jak najszybciej ją zrealizować. Andi... oj Andi, gdzie jesteś? Dlaczego zostawiłeś mnie samą? Przecież ja bez ciebie jestem niczym... ot, zwykłym wątłym ciałem puszczonym w ruch i błąkającym się między innymi bez celu. Andreasie! 
Gdzieś w głębi korytarza odezwał się jakiś stłumiony głos, a może tak mi się tylko wydawało. Przestrzeń wirowała mi przed oczami, wnętrzności palił ogień tak potężny, że miałam wrażenie jakby moje ciało świeciło na czerwono, pulsując miarowo w rytm szybko bijącego serca.  
Ruszyłam w tamtym kierunku i gdybym wtedy wiedziała... Mój Boże, gdybym tylko wiedziała... ominęłabym drzwi, których otwarcie miało zrzucić zasłonę bezpieczeństwa z moich ślepo oddanych oczu...
Widziałam je bardzo dokładnie, a w miarę tego,  jak się zbliżałam, zaczęłam też rozróżniać głosy i wiedziałam, że Andreas był w tym pomieszczeniu. Słyszałam jak mówił do kogoś, unosząc się złością... 
Nie słyszał, jak zaskrzypiała naciśnięta przeze mnie klamka... nie mógł... co innego zajmowało wówczas jego myśli. Podniosłam wzrok, czując się jak intruz i podążyłam spojrzeniem za wylewającym się ze środka światłem. Nie wierzyłam własnym oczom, a umysł — w reakcji na tak wielki szok — utwierdził mnie w przekonaniu, że tak naprawdę, to wcale mnie tam nie było i nie patrzyłam właśnie na Andreasa... z Petrą.
Mogłam tylko otworzyć usta i w ciszy przyglądać się ich walce... bo tak właśnie było. Jego mina była cierpiąca, nigdy go jeszcze takim nie widziałam. Zaciskał zęby, a żyły na jego szyi nabrzmiały i stały się widoczne. Patrzył jej prosto w oczy... z wyrzutem? Skargą? Prośbą?
Nie to jednak było najgorsze — moje serce rozpadło się na kawałki, gdy zdałam sobie sprawę, że dotykała go w sposób, w jaki ja chciałam, ale brakowało mi odwagi.
Być może powinnam była zrobić coś, by jej przerwać... Krzyknąć, trzasnąć drzwiami, zemdleć... Uczynić ruch, który dałby im znak, że nie byli sami. Zawiadomić o moich biednych oczach, co przez mgłę gromadzących się odruchowo łez obserwowały, jak jej wypielęgnowana dłoń sunęła w górę jego uda, by w akompaniamencie głośnych oddechów dotrzeć tam, gdzie moja nigdy nie dotarła.
Nogi poniosły mnie same. Chyba nawet niewiele myślałam, gdy wycofując się wgłąb korytarza, zostawiłam ich, wciąż nieświadomych, że ta potajemna schadzka stała się także i moim udziałem.
To był szok, wielki szok i nic dziwnego, że udałam się tam, gdzie nie powinnam, biorąc pod uwagę okoliczności i mój stan. Wciąż jeszcze byłam wstawiona, nie myślałam więc logicznie. Napędzana wielkim żalem i poczuciem pustki dotarłam wreszcie do pokoju Richarda, akurat w momencie, gdy on sam pojawił się przy drzwiach. 
Spojrzał na mnie z zaskoczeniem, ale i uśmiechnął się delikatnie, opierając dłoń na klamce. Widziałam w jego oczach to samo lekkie zamroczenie, które on musiał widzieć i w moich — oboje wypiliśmy tego wieczora zbyt wiele alkoholu.
Laura, co ty... — odezwał się, ale nie dałam mu dokończyć.
Czy byłam bardziej głupia, czy może zdesperowana w momencie, gdy wspięłam się odrobinę na palcach, zarzucając mu ręce na ramiona i wpijając w jego usta z głośnym, teatralnym westchnieniem?
Spiął się cały w reakcji na tak niespodziewany gest z mojej strony i na początku nawet nie odwzajemnił pocałunku, tylko stał biernie, oddychając szybko. Zastanawiał się nad tym, co właśnie miało miejsce? Pocałowała go dziewczyna kolegi z reprezentacji... To chyba źle — musiał sobie myśleć. — Nie powinno mi się to podobać. Nie mogę pozwolić jej na więcej. 
Niestety... to, co złe, kusi nas najbardziej. 


 
***

 
Nie wiem kto pierwszy wyszedł z inicjatywą wejścia do pokoju, ale już po chwili całowaliśmy się jak szaleni, zmierzając w kierunku ciemnego wnętrza. Słyszałam jak głośno trzasnęły drzwi — panował tam chłód i lekki przeciąg, więc zapewne okno nie zostało dobrze zamknięte. Moją skórę przeszywały ciarki i nie wiedziałam czy było to spowodowane tym, co robiłam, czy właśnie chłodem.
Chciałam ukarać Andreasa... Byłam egoistyczną suką, dobrze o tym wiedziałam, nawet w tamtym momencie. Po prostu kierowały mną emocje! Tego było już za wiele — moje życie było jakimś pokręconym pasmem nierealnych sytuacji i zdarzeń. Dopiero co uwolniłam się na chwilę od demonów przeszłości w postaci snów o mordującym mnie ojcu, którego nawet nie miałam prawa dobrze pamiętać, a już pojawiły się nowe — niebieskookie, co prześladowały mnie swoją miłością... najprawdopodobniej całkowicie skończoną.
Poczułam jak moje plecy zapadły się w materac i po chwili Richard położył się tuż obok, nie przerywając kontaktu naszych ust. Zaciskałam powieki, próbując oddalić od siebie głos rozsądku, który jęczał i zawodził, uwięziony za kratami umysłu zniewolonego chęcią zemsty i ulżenia własnej zranionej dumie.
Wiedziałam, że moje postępowanie było karygodne i zupełnie do mnie niepodobne... Oto co się ze mną stało! Oto co zrobiła ze mnie miłość! Nie byłam lepsza od zwykłej ulicznicy, która sprzedaje własne ciało za pieniądze — ja miałam zamiar zrobić tak jedynie po to, by poczuć ulgę. 
Nie tylko ty jesteś zdolny do takich czynów, Andreasie...
Pozwoliłam Richardowi na wszystko, co tylko chciał, a gdy nasze otumanione resztkami alkoholu i tłumionymi żądzami ciała podążyły w stronę nieuniknionego finału, nie sprzeciwiłam się.
Chciałam się oddać Andreasowi odkąd go tylko poznałam. Taka już kobieca natura, nie ma co ukrywać. Marzyłam o romantycznych chwilach i o tym, że będzie dla mnie delikatny i czuły. Szkoda, że on wolał szukać przyjemności gdzie indziej...
Jesteś... jesteś pewna? — wyjąkał podniecony Richard, opierając się na przedramionach. — Chcesz tego?
Spojrzałam na niego, a wtedy dotarło do mnie, że to właśnie się działo i za chwilę nie mogło być już odwrotu. Szalał we mnie huragan emocji i żadnej z nich nie mogłam nazwać, bo było ich zbyt wiele naraz. Pragnienie zemsty było tak wielkie, że skinęłam głową, przyciągając go bliżej, choć moja wewnętrzna bliźniaczka załamywała dłonie nade mną i moim dalszym losem.
Bolało, ale zagryzłam zęby. Nie tak to miało wyglądać... Nie tak to sobie wyobrażałam podczas bezsennych nocy, gdy marzyłam o Andreasie. Odwróciłam głowę w bok, wyłączając się całkowicie. Richard nawet nie zauważył tej drętwoty i bierności, zbyt zajęty był moim ciałem. 
Pojedyncza słona łza spłynęła po moim policzku, muskając kącik ust i znikając we włosach tak szybko, jak w jednym momencie wyparowała ze mnie cała niewinność...  
Miałeś być pierwszy i jedyny, ale nie będziesz...

ANDREAS
*******

W którym momencie się opamiętałem? Nie wiem, za cholerę nie miałem pojęcia co mną kierowało, gdy popędziłem korytarzem przed siebie, zostawiając Laurę samą, choć tak rozpaczliwie za mną wołała.
Piekł mnie policzek, tak samo urażona godność, ale nie był to ból na tyle silny, bym miał prawo czuć się wyjątkowo zraniony. Ale tak właśnie się stało... Spoliczkowała mnie. Podniosła na mnie rękę, a ja tylko jakimś głęboko skrywanym pokładem samokontroli powstrzymałem się od uderzenia jej z siłą, która na pewno zostawiłaby ślady na jej delikatnej skórze.
Co się z nami stało? Co się stało ze mną? Nie byłem brutalem, wcześniej nawet muchy bym nie skrzywdził, ale to, co ostatnio działo się w moim życiu, obudziło we mnie coś podobnego do dzikiego zwierzęcia. Miałem ochotę zdać się na instynkty, które powoli brały we mnie górę.
Wróciłem na bankiet, wcześniej chłodząc rozgrzaną skórę pod strumieniem lodowatej wody. Potrzebowałem otrzeźwienia, bym mógł logicznie myśleć, choć wcale tego nie chciałem. Kierowała mną zraniona męska duma i pragnąłem zrobić Laurze na złość...
Nie wiem kiedy pojawiła się na sali, ale w momencie, gdy ją zauważyłem, miałem już porządnie nagrzane pod sufitem, i to nie po raz pierwszy tego wieczora. Ignorowałem ją, choć doskonale widziałem, że wypatrywała za mną oczy, a ich błagalny wyraz powodował bolesne skurcze mojego serca.
Odciąłem się całkowicie od niej, Sabine i nawet Wanka. Usiłowałem traktować ich jak wrogów, wspólników spisku, który zawiązali przeciwko mnie z powodu Petry, choć to była kompletna bzdura. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że to wszystko było tylko i wyłącznie moją winą...
Nie wiem jak to się stało, ale chyba urwał mi się film. Byłem przytomny, choć nie myślałem wcale. Świadomość powróciła mi dopiero, gdy zdałem sobie sprawę z tego, że znajdowałem się w bliżej nieznanym pokoju... z kobietą. Nie była Laurą, co przyjąłem z niemałym smutkiem, bo wcześniej miałem nadzieję, że ona pierwsza wyciągnie dłoń na zgodę.
Gdy dotarło do mnie, że obmacujące mnie ręce należą do Petry, szarpnąłem się gwałtownie, ale ona nie należała do słabowitych kobiet — miała siłę, by zatrzymać mnie w miejscu i spojrzeć mi prosto w oczy.
Gdzie twoja dziewczynka? — spytała ironicznie, podkreślając ostatnie słowo niczym obelgę, jakby nie mogła wreszcie zaakceptować faktu, że byłem z Laurą na poważnie.
Całe szczęście, z dala od ciebie — prychnąłem, znów napierając na nią, by się uwolnić. — Chcę wyjść.
Nic z tego. Osaczyła mnie i ściskała jak jakaś ośmiornica. Nie wiedziałem do czego ta cała sytuacja miała prowadzić, ale na pewno nie miałem zamiaru dać jej tego, co chciała! Byłem zły i podrażniony zajściem z Laurą, choć nie na tyle, żeby dać się wciągnąć drugi raz do tej samej rzeki...
Nie, wcale nie chcesz wyjść. Tylko sam siebie okłamujesz. Dała ci kosza, co? — jej słowa smagały mnie niczym bicz. — Zasłużyłeś sobie. Nieładnie to uwodzić taką płotkę, a marzyć o prawdziwie królewskim łososiu.
Ta kobieta zwariowała! Jeszcze te rybne porównania... Byłem ciekaw co brała i który z naszych chłopaków udostępnił jej jakieś prochy. Lubiła takie atrakcje... sam kiedyś spróbowałem trochę pod jej wpływem i szybko wyrzuciłem tamte chwile ze świadomości, nieodmiennie wstydząc się własnej słabości.
Jesteś nienormalna i brzydzę się, gdy mnie dotykasz, więc lepiej poszukaj sobie innego obiektu na tę noc i resztę parszywego życia — to mówiąc, znów spróbowałem ją odepchnąć i prawie mi się udało, choć dosłownie się do mnie przyczepiła.
Znieruchomiałem, gdy naparła mocniej, podrażniając moje i tak napięte nerwy. Pragnąłem Laury nieustannie już od wielu dni, nie znajdując ukojenia, więc każdy najmniejszy dotyk doprowadzał mnie do szału.
Wiedziałam, że to cię przekona — wymruczała mi do ucha, wbijając paznokcie w wewnętrzną część mojego uda. — Młodzi lubią takie podchody, prawda?
Musiałem zacisnąć zęby i zaprzeć się o coś, bo nagle moja silna wola zaczęła słabnąć, a obraz twarzy Laury, który zawsze przywoływałem przed oczy, bladł z każdą sekundą i centymetrem pokonywanym przez sprawne palce tej cholernej kobiety!
Wydawało mi się, że poczułem czyjąś obecność i wzrok, ale nie miałem w tamtym momencie wystarczającej podzielności uwagi, więc zignorowałem to przeczucie. Patrzyłem w te znienawidzone oczy i dawałem jej do zrozumienia, że moja cierpliwość się wyczerpywała. Groziła jej krzywda...
Powinna była się wycofać i dać mi spokój, bo nie byłem już tym samym chłopakiem, co rok wcześniej. Nie mogła mnie zaprogramować tak, jak chciała. Należałem do innej i to tamtej chciałem się podporządkować już na zawsze.
Odepchnąłem ją od siebie, gdy tylko poczułem jak zacisnęła dłoń na moim rozporku. Tego było za wiele, nawet dla kogoś tak nawalonego i zdesperowanego, jak ja. Nie chciałem jej, nieważne jak bardzo chętna by była...
Zostaw mnie w spokoju! — ryknąłem i jak najszybciej wybiegłem na korytarz, nie dając jej możliwości posiadania ostatniego słowa.
Mijałem poszczególne drzwi i wszystkie wyglądały dla mnie tak samo. Błąkałem się po korytarzu, nie wiedząc co ze sobą począć — z jednej strony chciałem odszukać Laurę, paść przed nią na kolana i błagać, by mnie przyjęła, zapominając o wszystkim moich błędach, a z drugiej miałem ochotę wsiąść do samochodu i pędzić autostradą z zawrotną prędkością, krzycząc głośno i manifestując swoją złość.
Otrzeźwiałem już zupełnie, więc wracał też zdrowy rozsądek i normalne myślenie. Ruszyłem w poszukiwaniu mojej dziewczyny, choć jakiś dziwny ucisk w brzuchu dawał mi znak, że jednak mogło być już za późno i Laura poszła spać.
Chrzanię to — mruknąłem sam do siebie, wchodząc po raz kolejny na salę bankietową.
Sabine zauważyłem od razu, a wiadomo, że tuż przy niej musiał się kręcić Wank. Brakowało trzeciego elementu, który wcześniej przy nich tkwił. Podnieśli głowy, gdy się zbliżyłem. Nie mieli dla mnie uśmiechu, ani nawet słów przywitania.
Gdzie Laura? — spytałem, wbijając wzrok w oczy Sabine, żeby nie umknęło mi żadne kłamstwo.
Wzruszyła ramionami, unosząc brwi.
Teraz dopiero przypomniałeś sobie o jej istnieniu? Gdzie byłeś wcześniej, ty książę od siedmiu boleści? — naskoczyła na mnie, a Wank tylko jej przytaknął.
Mieliśmy małą sprzeczkę — bąknąłem, szukając dla siebie usprawiedliwienia. — Przecież była z wami...
Tak! Ale teraz jej nie ma, bo nie mogła już patrzeć na twoją ignorancję i odprowadziłam ją do łóżka. Jesteś skończonym idiotą i bardzo się na tobie zawiodłam, Andreasie. Przecież wiesz, że Laura jest inna... Ja wiem, że tobie zdradziła o wiele więcej, niż mi. Miałeś ją szanować tak, jak obiecałeś!
Nie znalazłem wystarczających słów, by jej odpowiedzieć, więc tylko spojrzałem błagalnie, czując się jak kompletny drań. Miała rację... Laura była inna. Tak skrzywdzona przez los, a ja nie zrobiłem nic, by ją wesprzeć. Nic!
Chyba słyszałem głos Wanka, ale nie zwolniłem kroku i tym razem porzuciłem bankiet już ostatecznie, udając się do pokoju. Nie miałem odwagi budzić Laury, nie chciałem kalać jej ciała moimi brudnymi łapskami. Postanowiłem, że przeproszę ją z samego rana, jak już się wyśpi.
Jakie było moje zdziwienie, gdy otwierając drzwi, zauważyłem włączone światło. Podniosłem wzrok, a wtedy moim oczom ukazał się widok, który miałem zapamiętać do końca życia — Laura siedziała na moim łóżku, bosa i w bardzo wymiętej sukience. Pod oczami rozmazał jej się tusz i była blada jak śmierć!
Przepraszam — zawyła jak zranione zwierzę i rozpłakała się, wstając na równe nogi. — Zabij mnie, albo sama to zrobię!
Nie wiedziałem na co patrzę... Opuszczałem i podnosiłem wzrok, próbując znaleźć w jej twarzy jakieś wytłumaczenie, odpowiedz na to, dlaczego... miała uda całe we krwi.
Co... co... — powtarzałem tylko, zbliżając się wolno i obserwując ją z przerażeniem. To niemożliwe, żeby ktoś zrobił jej krzywdę... nie, nawet nie mogłem o czymś takim myśleć. Zgniótłbym faceta gołymi rękami!
Spała sobie, miała zły sen, a ta krew to pewnie... Oby tak było. Obym nie musiał pozbawiać kogoś życia i iść za kratki w tak młodym wieku. Oby...
Ja nie chciałam... byłam pijana, taka pijana... Wybacz mi!
Nie rozumiałem niczego. Chwyciłem ją w ramiona i czułem jak drżała. Krztusiła się łzami, wczepiając palce w moją koszulę, jakbym był jedynym stałym punktem w całym pomieszczeniu. Jej żal był tak wymowny, że prawie doprowadziła mnie tym do płaczu — wiedziałem już, że stało się coś strasznego.
Błagam, nie mów mi, że ktoś cię skrzywdził — te słowa ledwo przeszły mi przez gardło, bo oczami wyobraźni zabijałem już bezimiennego mężczyznę na milion różnych sposobów.
Moja Laura, moja... Tuliłem ją mocno, czekając na wyrok, który miała mi ogłosić. Nie liczyło się już nic innego, tylko to, by była bezpieczna, cała i zdrowa. Jak mogłem być takim debilem, by zostawić ją samą chociaż na minutę? Dlaczego stałem się taki ślepy i całkowicie bezmyślny?!
Jestem potworem i skrzywdziłam nas wszystkich — krzyknęła, wyrywając się z moich objęć i szarpiąc za spód sukienki. — Widzisz to? Jestem brudna! Nie dotykaj mnie więcej, bo później będziesz się brzydził własnych dłoni!
Laura, powiedz mi co się stało, bo oszaleję! — wydarłem się, całkowicie zdezorientowany. Nie wiedziałem już o czym mówiła, a wyglądała na kogoś w głębokim szoku. Tak bardzo się bałem, że ktoś zrobiono jej coś złego...
Płakała głośno, ale nie mogła złożyć słów w zdanie, jąkając się tylko i łapiąc spazmatyczny oddech. Jakaś siła w tym, co powiedziała wcześniej, powstrzymywała mnie od zbliżenia się do niej po raz kolejny. Wyglądała jak osaczone zwierzę, prawie jak sarna, która widzi w oddali światła samochodu i nie wie co zrobić, by ten w nią nie uderzył.
Nie wiń Richarda, to wszystko moja wina — tyle tylko miała mi do powiedzenia, ale było to wystarczająco dużo, bym poczuł się jak rażony gromem z jasnego nieba.
Co? — spytałem głupio, choć przecież zamajaczyła mi w głowie przerażająca wizja tego, co mogło się wiązać z Richardem.
Widziałem ją, jednak patrzyłem ślepo. Załamała dłonie.
Zrobiłam to z nim — szepnęła, a ja nagle ujrzałem przed oczami szkarłatną mgłę, równie czerwoną jak ta przeklęta krew na jej udach. Nie... nie, nie!
Nieprawda — stwierdziłem cicho, jakby sam siebie przekonując. — Kłamiesz. Wiem, że kłamiesz...
Przespałam się z Richardem! — zawyła okrutnie i wtedy dopiero to do mnie dotarło, niszcząc od środka niczym tornado. — Widziałam cię z Petrą i... i... to się stało... tak po prostu.
Świat przed moimi oczami legł w gruzach, dosłownie — sufit zawalił się, przygniatając mnie ciężarem tak wielkim, że moje ciało nie potrafiło go dźwignąć. Zgiąłem się wpół, czując w środku niesamowity ból. Zacisnąłem zęby i pięści, czekając aż minie. Nie mogłem na nią patrzeć, choć przecież słyszałem jak płakała. Daremnie... bo nic już nie było w stanie mnie poruszyć, nawet jej wielkie łzy.
Richard — to imię brzmiało obco i smakowało goryczą na moim języku. Co on zrobił? Co ona powiedziała? Spali ze sobą? Widziała mnie z Petrą? Wstrząsnął mną dreszcz obrzydzenia i miałem ochotę wyrzygać się prosto na dywan, bo dławił mnie własny język.
Richard? Ten Richard? Wyprostowałem się i jeszcze raz omiotłem wzrokiem jej wymiętą sukienkę i całe ciało. Miała rację, brzydziłem się. Cholernie się brzydziłem moją dziewczyną, która dała mu się przelecieć tak łatwo... Dotykał jej, a nie powinien. Miał ją, a ja nie. To było tak groteskowe i niepoważne, że aż śmieszne... i śmiałbym się, gdyby nie cisnące mi się do oczu łzy wściekłości.
Nienawidzę cię — wyplułem z siebie, a moje słowa przecięły gęstą atmosferę niczym sztylety i były jak najbardziej szczere. — Jak mogłaś? Nienawidzę cię!
Tym razem nie próbowała mnie zatrzymać, gdy wypadłem na zewnątrz i w oparach białej gorączki udałem się tam, gdzie do wyrównania miałem pewne rachunki.

69 komentarzy:

  1. Prawie się popłakałam. Wiesz co to znaczy? Piszesz tak, że bez problemu potrafisz wtargnąć na ludzkie emocję.
    Jest mi tak strasznie szkoda Laury i Andreasa.... myślałam, że ona się opamięta, że mimo wszystko nie będzie się "mścić" i odepchnie Ryśka. Przecież ten pierwszy raz miał być cudownym przeżyciem z mężczyzną jej życia, Andim, a tutaj wszystko się zawaliło (no i po ptakach! Rozpłakałam się.)
    Jestem bardzo ciekawa jak skończy się ta historia, można również rzec, że lekko przerażona, bo jest to przed ostatni rozdział, a stało się tyle fatalnych rzeczy....
    Twoje opowiadania wzbudzają tyle emocji, że to jest wręcz nieprawdopodobne! Czuję się, jakbym to właśnie ja zdradziła mężczyznę, którego kocham nad życie i usłyszała od niego, że mnie nienawidzi. Wiesz, co? Podziwiam Cię i zazdroszczę. Tak, po prostu zwykła ludzka zazdrość, że masz tak cudowny talent.
    Pozdrawiam i życzę weny ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, nie wiem czy mam się cieszyć czy sama płakać :) Dziękuję pięknie za komentarz i pozdrawiam :*

      Usuń
  2. Jeju. Nie będę za to obwiniać Richarda, bo to nie jego wina. Aczkolwiek słowa Wellingera "nienawidzę Cię" chyba były trochę za mocne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W gniewie i szoku mówi się najgorsze rzeczy, których później bardzo się żałuje. Każdy z nas coś o tym wie, a jeśli nie, to wkrótce się przekona... Dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  3. naprawdę nie wiem co napisać, zaraz się rozpłaczę :O
    a skoro mówisz, że to już przedostatni rozdział (nie wiem jak ja to zniosę) to pewnie już nie wrócą do siebie :O
    jejku.... nie wierze, że sprawy przybrały taki obrót, miałam nadzieje, że skończy się to happy endem.
    nie jestem zła ani na ciebie ani na Rysia, ale na Laurę
    jak ona mogła? biedny Andi, nie jego wina, że ta Petra się tak na niego uwzięła...
    czekam, aż wyjaśni się sprawa, dlaczego w ostatnim czasie jest taki agresywny.
    twórz, twórz a ja liczę mimo wszystko na pozytywne zakończenie?
    pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, przedostatni. Teraz kolej na epilog i prawie płaczę na samą myśl, że ja dodam, a Wy mnie później na stosie spalicie :P Dziękuję pięknie za komentarz i polecam się na przyszłość :*

      Usuń
  4. NIE WIERZĘ! NIE WIERZĘ! I mogłabym tak powtarzać do znudzenia, zawalić ci pół strony tym stwierdzeniem, ale ono oddaje chyba to, co najbardziej ciśnie mi się na usta po przeczytaniu tego rozdziału. I co ja mam napisać? Trudny wybrałam sobie moment na ujawnienie się, ale prośba to prośba, tym bardziej, że to już prawie koniec. Nie do końca wiem, czy ten rozdział nie okaże się jutro Prima Aprillisowym żartem, którym z jednej strony mógłby być, ale chyba nie jestem na tyle naiwna, by w to wierzyć. Muszę stwierdzić, że prędzej spodziewałabym się, że to Wellinger pójdzie w tango z Petrą, niż że spokojna i nieśmiała Laura wskoczy Freitagowi do łóżka. Porobiło się. Patrząc jednak na to z perspektywy Laury, znając całą historię "znajomości" Andreasa z Petrą, widząc ich w takiej sytuacji, troszkę jej się nie dziwię. Zazdrość i emocje wzięły górę, ale to nadal nie usprawiedliwia tego, że zrobiła coś tak... Niefajnego. Dziwię się, że przyszło jej to z taką łatwością. Może alkohol zrobił swoje, doszła do tego zazdrość i to, co widziała, ale nadal nie mogę wyjść z szoku, że bez większych oporów przespała się z Ryśkiem... To Wellinger miał być pierwszym, a tymczasem to, co miało być jego, odebrał sobie kolega. Z jednej strony, sam jest sobie winien. Od paru rozdziałów zachowywał się dziwnie, jakby walczył sam ze sobą, i choć ostatecznie wygrał i od Petry zwiał, to Laura widziała coś, do czego dopisała sobie własne zakończenie i skończyło się to tragedią, którą wieściłaś już od kilku rozdziałów. Oj te dzieciaki, bo tak ich trzeba nazwać, same wszystko pokomplikowały... Ciekawe, czy dobrze mi się wydaje, że Andreas teraz uda się do a) Richarda, którego będzie chciał zabić czy b) Petry, z którą wreszcie sobie "ulży", szczególnie po tym, co zrobiła jego dziewczyna :) Jedna opcja gorsza od drugiej, choć z dwojga złego lepsza pierwsza :D Nie zazdroszczę teraz Laurze, bo będzie miała wyrzuty sumienia, że wszystko spieprzyła, bo jakby nie patrzeć, to ona zaliczyła skok w bok, a znając stan jej psychiki i życiowe dramaty, to zapewne nie skończy się dobrze. Mam jednak nadzieję, że moja czarna wizja nie okaże się prawdziwa.
    Mogłabym pisać i pisać i pisać, a ten komentarz miałby jedną stronę w Wordzie, ale lepiej skończę te wynurzenia i pójdę w samotności kląć na Laurę i Richarda, który powinien trzymać łapy z dala od czegoś, co nie jest jego (Laura, sorry za uprzedmiotowienie, ale tak jakoś mi przypasowało), no i współczuć odrobinkę Andreasowi, który do tej pory był twardy w swoich postanowieniach i w swojej metamorfozie, a i tak okazało się, że to, tak jakby, na nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie za ten obszerny i wnikliwy komentarz, takie lubię najbardziej ♥ Przebieg wypadków w tym opowiadaniu mogę złożyć na niedoświadczenie i życiową głupotę głównych bohaterów, których to czyny napędzam własnymi wspomnieniami. Każdy młody człowiek popełnia błędy, niestety czasem wiąże się to z zapłaceniem wysokiej ceny. Pozdrawiam :*

      Usuń
  5. Jedyna , niepowtarzalna, najlepsza.. Te trzy słowa nie oddają tego jak wspaniałą blogerką jesteś! :* I jak zwykle się powtarzam, ale nikt tak jak Ty nie potrafi chwycić za serce opisując emocję bohaterów.. Bo Laura nie widziała wszystkiego i nic nie usprawiedliwia tego, że przespała się z (kochanym?) Richardem.. Jak Ona mogła to zrobić Welliemu.. W taki sposób się odegrać.. Ja wiem, że Wellinger nie był święty i gdyby od początku nie okłamywał Laury to może całkowicie inaczej by się to wszystko potoczyło, ale cóż co się stało to się niestety nie odstanie..W momencie kiedy opisywałaś emocje Andiego po prostu nie wytrzymałam i jednak te chusteczki mi się przydały :( Nie potrafiłam inaczej.. Wierzę, że bardzo mocno go to zabolało.. I to jego "nienawidzę Cię" było powiedziane w złości, ale i w miłości..
    Z niecierpliwością, ale i ze smutkiem będę czekać na epilog :*
    Dziękuje za rozdział :) Nie wiesz ile przyjemności sprawia mi czytanie Twoich opowiadań :)
    Pozdrawiam i całuję :*
    Kondziorek ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze się uśmiecham przy czytaniu Twoich komentarzy :* Emocje to moja specjalność, bo sama jestem strasznie wrażliwa i wszystko bardzo mocno przeżywam, więc to chyba dlatego wczuwam się w bohaterów :) Bardzo dziękuję za opinię i polecam się na przyszłość. Buziaki :*

      Usuń
  6. No normalnie nie wierze! Ta powieść tak wciąga.. codziennie wchodzę na zakładki i pierwsze co robie to sprawdzam, czy jest nowy rozdział. Masz naprawdę niesamowity talent, mam nadzieję, że ujrzę tą powieść na półkach w księgarni :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Cię wciągnęła moja historia, polecam się na przyszłość :) Dzięki za komentarz :*

      Usuń
  7. Porywczość, działanie pod wpływem emocji, hormony, nieprzemyślane decyzje,odrobina szaleństwa, zabawa, znajomi, używki-tak młodość rządzi się swoimi prawami.Wszystkiego trzeba spróbować, a potem się ponosi konsekwencje tych wszystkich działań. Fakt wpływają na wszystko inne czynniki, jednakże każdy jest kowalem własnego losu. Jak się naważyło piwa to je trzeba wypić.
    Spodziewałam się dość ostrego rozpadu tego związku, jednak mnie zaskoczyłaś, pojechałaś ładnie po bandzie. Demony przeszłości powróciły. Można obwiniać osoby trzecie o wszystkie wydarzenia. Tak, ale oni mają swoje głowy i podejmowali świadome decyzje, które do tego wszystkiego doprowadziły.Fakt wszystko zaczęło się od sprowadzenia Petry przez trenera oraz ten telefon w nieodpowiednim momencie, wina trenera można powiedzieć. Sami w siebie wlali tyle alkoholu. Trzeźwy Andi szybciej by mógł odepchnąć Petrę, trzeźwa Laura byłaby na bankiecie i nie natrafiła by na nich. żądza zemsty, jedno wielkie okropieństwo. Ich działania można zrozumieć, alkohol, impuls, uczucia...czasami trzeba też pomyśleć. Sami doprowadzili do rozpadu tej rozkwitającej miłości, nagły przymrozek i po ładnie rozwijającym się pąku.Richarda i Petrę też można obwinić, bo po co wtrącają się między dwoje szczęśliwych ludzi. Powiedzmy sobie szczerze, który pijany facet nie wykorzystałby okazji przelecenia laski która mu się podoba i sama na niego rzuca. Zapytał czy na pewno tego chce. Petra nie słuchała, a Andreas trochę nie miał sił. Ciągle się wtrącała,zaprzątała mu myśli. On na szczęście zachował na tyle rozsądku,że ją odepchnął.Także reakcja na wieść o zdradzie wywołała bardzo przewidywalne emocje. Bo jak jego mała, krucha Laura mogła to zrobić z Richardem, nie zaczekać na niego.Mówi się,że życie jest brutalne, niestety taka prawda. Co chwilę rzuca kłody pod nogi i nie pyta czy tego chcemy czy nie.Trzeba uważać,żeby się nie potknąć, bo jak widać wyżej, skutki są fatalne.Gdzie poszedł Andi, mamy dwa wyjścia doprowadzić Richarda do takiego stanu,że go matka nie pozna albo do Petry, po zemstę i chwilę zapomnienia.
    Całym serduszkiem pokochałam to opowiadanie, szkoda się z nim rozstawać, ale jeśli to oznacza,że poświęcisz swój czas na inne opowiadania to trochę leczy rany. Wszystko ma swój początek i koniec. Jest perfekcyjnie, szkoda by było to zepsuć ciągnięciem w nieskończoność. Trzeba znać umiar we wszystkim ;)
    Pozdrawiam i czekam na epilog :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zwykle porządny i sycący komentarz w Twoim wykonaniu :) Bardzo mi miło, że czytasz, a nie tylko ogarniasz wzrokiem. To wszystko, co napisałaś jest świętą prawdą i wszyscy dobrze o tym wiedzą — jak szybko można doprowadzić do ruiny nawet najpiękniejszą miłość. Szkoda się tutaj żegnać, ale kolejne historie czekają, choć ta jakoś szczególnie zapadnie mi w pamięć :) Dziękuję za opinię i serdecznie pozdrawiam :*

      Usuń
  8. O mój Boże... Nie no, to nie moze być przed ostatni rozdział. To takie cudne opowiadanie, a przez ten rozdział to ja chyba teraz nie zasnę. Tak wiele jak na jeden rozdział chociaż jednocześnie tak niewiele. No ja nie moge, ja nie moge... Nauczka na przyszłość żeby nie pić alkoholu. Jejuu, więcej więcej. Żeby Andreas go tylko nie zabił... Chociaż to by mogło być ciekawe. Bardzo chce ale nie umiem znalezc usprawiedliwienia dla Laury. Chyba jestem zbyt dużą zwolenniczką Andiego. Jejuu, taki rozdział. Świetnie piszesz. Chyba wcześniej nie dodawałam komentarzy, ale śledzę tą historie dopiero od niedawna a już sie kończy, niestety. No cóż, podsumowując: cudny, cudny i teraz nie wiem czy czekać na kolejny skoro będzie to ostatni rozdział czy nie ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie szkodzi, że wcześniej nie komentowałaś. Zależy mi na tym, by choć pod koniec ujawniły się wszystkie osoby, które czytają, bo widzę po wyświetleniach postów, że jest Was spora grupa :)
      Andreas nikogo nie zabije, a może nie zrobi tego całkiem świadomie. Płaczę nad epilogiem i mam nadzieję, że Was też wzruszy, choć troszeczkę. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :*

      Usuń
  9. O BOŻE!
    TO już któreś opowiadanie, które czytam w tym tygodniu i wszystko się chrzani! Co za plaga ?
    No ale przechodząc do rozdziału to zazdroszczę pięknych opisów.
    No ale mam nadzieję że to tylko wczorajszy prima aprilis i przy następnym rozdziale napiszesz że to był sen... Ehhh byleby ona się tylko nie zabija! Co za głupi Andreas! Przecież on wie jaka ona jest! I żeby jeszcze tak powiedzieć !?! Ehhh...
    Przepraszam od razu za mój nie logiczny komentarz ale ten rozdział mną wstrząsnął...
    Pozdrawiam :)

    ps. Gdybyś miała kiedyś ochotę to zapraszam: http://let---it---go.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba wynik przesilenia wiosennego :P Nie ma mowy o żadnym żarcie, ten rozdział jest jak najbardziej autentyczny, choć faktem jest, że niezbyt wesoły. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :*

      Usuń
  10. Przeczytałam już wczoraj, ale zabrakło mi języka w gębie i nawet bym nie wiedziała, co mam napisać. Och powiedz, że to tylko żart? Chociaż nie, niepotrzebnie się łudzę. Boże...Jestem zła na nich wszystkich!
    Na Petrę, która zaprowadziła nie do końca świadomego Andreasa do jakiegoś pomieszczenia i próbowała na nim swoich marnych sztuczek, na Richarda, który był pijany, pewnie jak menel i wykorzystał okazję, żeby przespać się z chętną dziewczyną, która mu się podoba, nie zważając na to, że jest to dziewczyna jego kolegi z kadry, jestem zła na Andiego, który zostawił Laurę po tym wszystkim i pozwolił, żeby zobaczyła to, co zobaczyła i na Laurę...Próbowałam ją jakoś zrozumieć, ale nie potrafię. Tak, po prostu, bez żadnych skrupułów poszła do łóżka z Richim, żeby ukarać Andiego. No ja nie wiem! Młodość rządzi się jednak swoimi prawami i to od nas zależy jak tym wszystkim pokierujemy. Nimi kierowały olbrzymi emocje, zazdrość, alkohol i nie wiem, co jeszcze...
    Pod koniec naprawdę chciało mi się płakać. Bo oni sami zaprzepaścili swoją szansę na miłość. Laura, po co kierowałaś się tym dziwnym uczuciem i poszłaś to sprawdzić? Gdyby nie to, nie zobaczyłaby tego okropnego widoku...Dopisała swoje zakończenie i bach! Wszystko poszło jak z płatka...
    Poszła do Richarda otumaniona zazdrością, szalał w niej alkohol i stało się najgorsze. Przecież od zawsze marzyła, żeby przeżyć swój pierwszy raz z Andim. Tylko jego chciała...Jednak życie jest brutalne i cholernie niesprawiedliwe. To zdanie, które napisałaś- że Andi miał być pierwszym i jedynym chwyciło mnie za serce. Bo to było tak piękne i niestety prawdziwe...Boże nadal nie mogę w to wszystko uwierzyć...
    Myślałam, że Andi jednak podda się Petrze i nie opanuje się. Jednak...brawa dla niego, że zdołał ją odepchnąć i się opamiętać. Chciał przeprosić Laurę, ona jego też, więc dlaczego się wcześniej się nie odnaleźli? Wiem, nie ma co gdybać nad rozlanym mlekiem, a szkoda.
    Ten widok, który zobaczył na pewno przeszył jego serce. Pluł sobie w brodę, że zostawił Laurę choć na chwilę i myślał,że ktoś wyrządził jej krzywdę. A, co się okazało? Ech...Boże jak ja im współczuję. Miłość między nimi kwitła, miała być taka młodzieńcza i piękna, a wszystko runęło jak domek z kart. W Andim zapanowała złość i nie dziwię się, no bo jednak jego dziewczyna przespała się z jego kolegą. Faktycznie to aż śmieszne. Te jego słowa, że jej nienawidzi były przesiąknięte takim uczuciem...Kocha ją, a pragnie znienawidzić, jednak to wcale nie jest takie proste. A Laura? Co ona teraz zrobi? Jak będzie funkcjonowała? Przecież ona jest taka krucha i ma tak zniszczoną psychikę. Boję się o nią. I o Andiego, który chce zrobić jakieś głupstwo i znaleźć Richarda, prawda? I pokazać mu raz na zawsze, co o tym wszystkim myśli.
    Ten komentarz jest jednak pozbawiony ładu i składu, ale tyle słów mi się ciśnie na usta, że sama już nie wiem, co piszę. Pewnie się powtarzam, ale...
    Płaczę nad nimi, bo miało być pięknie, a wcale nie jest :(
    Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawiłaś, że mruknęłam "wow" na całą salę, gdy zobaczyłam objętość Twojego komentarza! Dzięki wielkie i cieszę się, że czytasz :) Pozdrawiam!

      Usuń
  11. Nigdy jeszcze nie komentowałam Twojego bloga, ale skoro tak namawiasz do pozostawienia swojej opinii to postaram się ją wyrazić. Piszesz tak cudownie i swobodnie. Czuję się jakbym czytała najlepszą powieść :)
    Jeju, Twoje opowiadanie tak na mnie działa, że po przeczytaniu każdego rozdziału albo nie mogę spać w nocy, albo nie mogę się na niczym skupić :) Dzisiaj jeszcze trawiłam i analizowałam ostatni wpis. Jestem w szoku. Miało być tak pięknie i co ? Zawiodłam się na Laurze. Nie spodziewałam się, że zdradzi Andreasa. W tej sytuacji trochę mi go szkoda. Wiadomo, nie był bez winy ale wobec tego okrutnego zbiegu okoliczności okazał się bezradny. Ta cholerna Petra wie, jak nim manipulować. Na szczęście miał odrobinę rozumu i wyrwał się jej. A Laura ? Mimo przypływu emocji mogła się opanować. Choć można było zauważyć w jej rozmowie z Andreasem ogromne wyrzuty sumienia. Szkoda mi ich miłości :( Ciekawa jestem dalszego rozwoju zdarzeń. Czy Andreas coś zrobi Richardowi ? Może Laura popełni samobójstwo ? Teraz nie mam za bardzo pomysłu na ciąg dalszy. Ale to dobrze, bo z pewnością znów mnie zaskoczysz :)
    Niecierpliwie czekam na epilog :) Szkoda, że to już koniec, ale pocieszyłaś mnie trochę przyszłym opowiadaniem o Kocie. No i jest jeszcze Gregor :) Gorąco Cię pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko ładnie prosiłam o ujawnienie się :) Powiem Ci, że trafiłaś z pewnym tropem, ale nie zdradzę, który to był :) Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko :*

      Usuń
  12. Szok. Nie wierzę w to co właśnie przeczytałam. Nie spodziewałam się, że Laura może zrobić coś takiego. Wszystko przez tą pieprzoną Petrę. Z resztą Rysiek mógłby przybić sobie z nią piątkę. I nie spodziewałam się, że Andreas tak zareaguje. Jednym słowem nie spodziewałam się takiego rozwoju sytuacji. Rozdział choć smutny to napisany po mistrzowsku. Ciekawi mnie jak to wszystko się zakończy i mam nadzieję, że na koniec nie poleje się krew. Czekam na ostatni rozdział z pudłem chusteczek. Pozdrawiam :)
    Lucy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz, Lucy :) Cieszę się, że zdołałam Cię jakoś zaskoczyć. Pozdrawiam!

      Usuń
  13. Po raz kolejny jestem pod wielkim wrażeniem talentu autorki, no po prostu WOW ! :D

    .. Rysiu taki uroczy i porządny mi się wydawał ..
    Szkoda związku Laury i Andreasa bo byli bardzo szczęśliwą i dobraną parą , ale niestety nie zawsze jest pięknie i kolorowo..
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział , ostatni już , niestety :c
    Życzę weny i pozdrawiam : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i miłe słowa. Pozdrawiam :*

      Usuń
  14. Wiem, że nigdy tego nie komentowałam, bo znalazłam tego bloga wczoraj. Byłam tak zaczytana że nawet nie wiem kiedy minęło wczorajsze popołudnie. Ryczałam jak bóbr w tym rozdziale i po prostu nie chce mi się wierzyć, że to już prawie smutny koniec.
    {Reklama} www.wieczne3zycia.blogspot.com
    Pozdrawiam Sweet Berry sorry, że daję na anonimowym, ale zapomniałam się zalogować

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej późno, niż wcale :) Pozdrawiam :*

      Usuń
  15. Niesamowicie piszesz. Czytając ten rozdział czułam tak prawdziwe emocje że ledwo powstrzymałam łzy. Ach ta Laura... Rozumiem jej chęć zęmsty na Andrasie, ale to o zrobiła było chyba największą krzywą jaką mogła mu zrobić. Nic nie boli tak bardzo jak świadomość czegoś co się straciło, a czego nie można już odzyskać. I przepraszam że choć jestem tu od początku to wcześniej nie komentowałam, ale jakoś nie umiałam zebrać się w sobie. Pozdrawiam
    W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się ujawniłaś :) Nie wymagam komentarzy, choć przyznam, że miło mi się żyje z myślą o czytających moje opowiadania dziewczynach :) Pozdrawiam cieplutko :*

      Usuń
  16. Jeju, dobrze że Andreas nie uległ Petrze ale co ta Laura zrobiła? :( Wiem, że kierowała nią chęć zemsty i alkohol jeszcze działał no ale... czy ty musisz to tak komplikować? :( XD

    Proszę niech oni będą razem :33
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będą razem na samym końcu, choć może nie tak, jak to sobie można wymarzyć :) Pozdrawiam i dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  17. No to tak zaczynam od początku, chociaż jeszcze nigdy nie pisałam obszernych komentarzy, ale ten zapowiada się na dość spory.....
    Pierwszy raz odwiedziłam tego bloga dość przypadkowo. Pamiętam, że szukałam wtedy wszystkich informacji, opowiadań i w sumie to nawet sama nw czego, ale wiem że wtedy byłam po uszy zakochana( o ile miłością można darzyć osobę, którą się nigdy nie widziało) w Andreasie Wellingerze (po zakończeniu sezonu już mi prawie przeszło i chwała Bogu).
    Miałam dużo wolnego czasu (bodajże była jakaś przerwa świąteczna), bo chyba 14 rozdziałów przeczytałam w jeden wieczór. Pamiętam, że tak namieszałaś mi w głowie,że nie mogłam spać, myśląc cały czas, jak rozwiną się dalsze losy tego opowiadania. :)
    To teraz nadszedł czas na chwalenie...
    Moim zdaniem jesteś wspaniała, jeszcze nigdy nie czytałam czegoś tak dobrego( i nie mówię tu teraz tylko o tym blogu, bo mam na myśli też ten o Gregorze). To jak opisujesz ich przeżycia to moim zdaniem MISTRZOSTWO ŚWIATA.!!!! Codziennie wchodzę na twoje blogi z nadzieją, że coś dodasz,a gdy już pojawi się nowy rozdział to wpadam w niewyobrażalną euforię.
    Bardzo mi przykro, że już kończysz i że został ci już tylko do napisania epilog, ale również cieszę się z tego że podjęłaś się pisania nowego opowiadania, który z pewnością przeczytam.
    Co do tego rozdziału..
    Miałam wewnętrzne przeczucie, że Wellinger jednak nie będzie z Laurą i nie myliłam się :(
    Każdy pod wpływem emocji może zrobić coś czego będzie potem srogo żałował i tak jest chyba w przypadku tej dwójki. Bardzo polubiłam Andreasa i Laurę, a imię Petra będzie przeze mnie znienawidzone chyba do końca życia.
    Pisałabym jeszcze dłużej, ale wole cię już nie zanudzać :)
    Masz we mnie zawsze wielką fankę niezależnie od tego jakie opowiadania będziesz pisała, także nie rozstaniemy się zbyt szybko, bo z wielką chęcią będę czytała wszystko co napiszesz. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie za ten wspaniały komentarz i pochwały, na które nawet w połowie nie zasłużyłam :* Cieszę się, że czytałaś i pozostaniesz ze mną dłużej. To bardzo miłe, taka świadomość, że potrafię przyciągnąć kogoś swoimi słowami. Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  18. Boże! Laura coś ty zrobiła! :( Płakać mi się chce. Naprawdę! Andreas zawiódł ją-to prawda,ale żeby przespać się z Richardem.Nie mogę w to uwierzyć! Do tego co on jej zrobił?! Mam nadzieję,że Andreas jej wybaczy. A ona niech w końcu się ogarnie... Kompletnie nie spodziewałam się tego po niej,tak skrytej,tak niewinnej dziewczynie. A tu proszę! Jak pozory mogą mylić . Szkoda też ,że uderzyła Wellingera :/ No,ale czasu nie cofniesz. A on głupi mógł szybciej za nią iść,a nie ją ignorować. NIENAWIDZĘ PETRY!! To głupia ,dążąca do celu baba! Niech sobie znajdzie kogoś w swoim wieku choćby nawet Wernera! Trzymam kciuki by Andreas wybaczył Laurze zdradę. Szkoda ,naprawdę szkoda mi ich. Sami sobie ból zadają :( Pozdrawiam i weny ;* Zapraszam na nowy rozdział w wolnej chwili dziś i w piątek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS
      Do tej historii pasuję doskonale piosenka "Dwa serca". Jeśli jej nie znasz polecam bo jest śliczna i smutna oraz opisuję dokładnie to opowiadanie :) Ja ją kocham <3

      Usuń
    2. Dziękuję za komentarz :* Również nienawidzę swojej Petry, ale myślę, że największą winę w tym wszystkim ponoszą główni bohaterowie, a nie ona :) Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  19. Boże co za zwrot akcji nie spodziewałam się :) czekam na następny rozdział z niecierpliwością ;))

    OdpowiedzUsuń
  20. I co słuchałaś podoba się? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie moje rytmy, ale piosenka ładna :)

      Usuń
    2. Aha. Ja ją tam kocham :) Spadam pa :* Nowy u mnie :)

      Usuń
  21. Zaniemowilam... Poprostu zaniemowilam. Ryczeć mi sie chce nad tym wszystkim co sie stało. Nie wierze no nie wierze po prostu... Wellinger Petra, Laura Richard... Nie moge sie otrząsnąć serio. Pierwszy raz ogarnęło mnie takie uczucie. I jeszcze to wszytsko, jak to opisalas. Czułam sie jak bym była w samym centrum tych chorych wydarzeń. Zastanawiam sie jaki bedzie kolejny rozdział. Na miejscu Laury chyba spakowała bym wszystkie manatki i wyjechała, raz na zawsze... Nie mogłabym spojrzeć w oczy Andreasowi czy Richardowi, co dopiero ten pierwszy w oczy Laury.. W sumie święty tez nie jest, nic nie doszło miedzy nimi. Przepraszam za ten chaotyczny komentarz ale tak to jest od razu po przeczytaniu tak niesamowitego rozdziału ktory gdzieś glebowo w człowieka wchodzi. Powiem jedno. Dziękuje za tak cudowne opowiadania! Pozdrawiam i ściskamy najmocniej na świecie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy komentarz jest dla mnie cenny, nawet jeśli jest chaotyczny, choć Twój oczywiście taki nie był :) Dziękuję bardzo i pozdrawiam :*

      Usuń
  22. Łoł łoł łoł! Przyznam, nie tego się spodziewałam.. Co oni najlepszego wyprawiają ze swoim życiem?!
    Laura, przecież mówił, że tylko Ciebie kocha? Mówił, nie raz, nie dwa. Owszem, może nie zawsze to okazywał, ale to w końcu jest jeszcze dzieciak, do tego zakochany dzieciak. Panienko, również nie jesteś tu bez winy. Okej, alkohol alkoholem, ale żeby przespać się z Ryśkiem?! "Byłem/am pijany/a to, moim skromnym zdaniem, najbardziej beznadziejne wytłumaczenie zdrady! Jak chciałaś Andreasowi zrobić za złość, to mogłaś mu kask schować żeby mu trener głowę suszył na drugi dzień, ale nie uprawiać seks z jego kumplem, kurczę.
    A Ty Wellinger, co? Jak Pan Bóg rozdawał, to w kolejce po ładną buźkę stałeś, zamiast po rozumek, hę? To babsko Cię opętało, ona jest jak wiedźma z najgorszych bajek, a Ty tak łatwo dajesz się jej podejść.. Ogarnij się człowieku w końcu, bo nie widzisz jak miłość Twojego życia ucieka Ci z przed nosa od tak, jak za pstryknięciem palców.
    Co do Petry i Ryśka wolę się nie wypowiadać. Brak mi po prostu na nich słów..

    Uff, ochłonęłam już trochę, więc przejdę do tego co powinnam była napisać na początku tego komentarza.
    Sposób, w jaki piszesz, jest wprost niesamowity! Człowiek czytając Twoje rozdziały czuje się jakby znajdował się w zupełnie innym świecie, był gdzieś tam, pomiędzy bohaterami. Ba, niekiedy, dzięki emocjom i szczegółowym opisom jakimi nas raczysz, możliwe jest utożsamianie się z postacią występującą w opowiadaniu. Wiem, że często dostajesz podobne komentarze, ale wiedz, że nie jest to tylko gadanie "żeby było miło autorce", ale faktyczna prawda ;) O ile oczywiście znajdę chwilę czasu wolnego od studiów i pozostałej ponurej rzeczywistości, poszukuję jakiś ciekawych opowiadań do przeczytania (najlepiej zakończonych, gdyż do najcierpliwszych ludzi nie należę ;d) i często trafiam na takie, gdzie po kilku zdaniach ma się dość i aż oczy bolą od języka i formy pisania, a u Ciebie jest wręcz na odwrót ;) Zresztą, jak tylko trafiłam na tego bloga, w 2 wieczory nadrobiłam rozdziały i już chyba będą 3 na które czekałam, więc jest naprawdę świetnie ;)
    Przepraszam również za to, że dopiero teraz się udzieliłam, pisząc ten komentarz, ale wiedz, że jestem i czuwam. I obiecuję, jeśli tylko pojawi się nowe opowiadanie, ja tam będę!
    Przepraszam też za być może niezbyt składne słowa, ale zmieniam zdanie, nadal nie ochłonęłam po tym co tam, u góry ;d

    Pozdrawiam, całusy ślę ;*
    I mam ogromną nadzieję, że jeszcze wszystko się ułoży, choć czas nie jest dla naszych bohaterów sprzymierzeńcem..

    /emmkaa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łezka mi się w oku kręci, gdy czytam takie komentarze :) Bardzo Ci dziękuję, choć wcale na te pochwały nie zasłużyłam. Jest mi niezmiernie miło, że kolejna osoba zagłębia się w tekst i prawdziwie czyta. To wspaniałe uczucie i bardzo Ci dziękuję :) Pozdrawiam cieplutko :*

      Usuń
    2. Oj no proszę Cię, nie bądź już taka skromna ;) Odwalasz tu kawał niezłej roboty i to my, czytelnicy powinniśmy Ci powiedzieć wieeelkie grupowe DZIĘ-KU-JE-MY ;* Poza tym, nie potrafię czytać Twoich słów inaczej, aniżeli całym serduchem ;)

      /emmkaa.

      Usuń
    3. Skromna jestem od zawsze :) Bardzo mnie cieszą te miłe słowa, ale wiem, że mogłabym wykonywać swoją robotę jeszcze lepiej, tylko leń mi nie pozwala :P

      Usuń
    4. Hihi trochę jakbym słyszała moją nauczycielkę od języka polskiego w Liceum po przeczytaniu moich wypocin na 4 strony ;d
      Nie chcę lepiej. Niech będzie jak jest, bo jest cudownie ;)

      /emmkaa.

      Usuń
  23. PS. Andreas, zrób tylko coś głupiego (znowu!), a osobiście przywalę Ci nartą w tą Twoją piękną łepetynkę!

    /emmkaa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Którą nartę wybierasz? Myślę, że lewą go bardziej zaboli :P

      Usuń
    2. Proponuję zmasowany atak, Twoja lewa, moja prawa w takim razie ;d Tylkooo zaraz zaraz, czy Ty coś sugerujesz?! ;(

      /emmkaa.

      Usuń
    3. Cyganisz! Albo będzie tak: zrobi coś idiotycznego, ale później niczym kot (nie, nie Maciek ;d) spadnie na 4 łapy i będzie cacy. Tej wersji będę się trzymać do ostatniego Twojego słowa ;d

      /emmkaa.

      Usuń
    4. Niepewność mnie zżera kawałek po kawałku ;d Ale dam radę, obiecuję.

      /emmkaa.

      Usuń
  24. Andreas będzie żałował swoich słów, oj będzie! To szalenie trudne, ale powinien zrozumieć sytuację Laury, przynajmniej spróbować. Czuję, że to może się źle skończyć.

    Piszesz niesamowicie! Potrafisz w tak łatwy sposób wpłynąć na emocje czytelników, co jest tylko dodatkowym plusem. Czytając, mam wrażenie, że jestem tam z nimi i przeżywam to, co oni.
    Oczywiście przykro się robi na wieść o tym, że już koniec.
    Jednak pozostaję wierną czytelniczką historii Gregora i czekam z niecierpliwością na nowe opowiadanie :)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie za komentarz :* Pozdrawiam!

      Usuń
  25. Siedziałam o otwartymi ustami i nie wiedziałam kompletnie co powiedzieć;p
    Andreasie, przepraszam Cię Skarbie.
    No nie wierzyłam w niego, wychodząc z założenia, że to skutki jego młodzieńczej głupoty - po chyba nawet głuchy i ślepy nie nazwie Perry miłością czy podobaniem.
    A tu on był w porządku do końca i choć serce mi się kraja, choć marzyłabym żeby jej wybaczył to zupełnie rozumiem jego postawę, bo ona zniszczyła jakiś próg ich uczucia, jakieś ich wspólne marzenie.
    I na Rysia się nie gniewam, w sumie nie zrobił nic złego, ona zrobiła to całkiem świadomie.
    Raczej przypuszczam, że był w niezłym szoku, taka delikatna, strachliwa dziewczyna, a tu co?
    Pieprzona zemsta...
    I nie wiem czemu ale wyczuwam jakąś śmierć w powietrzu. Oby to były tylko niepoważne przeczucia...
    Pozdrawiam:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyżbyś była prorokiem? :) Dziękuję za komentarz. Pozdrawiam cieplutko :*

      Usuń
  26. Ten rozdział po prostu mną wstrząsnął. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Myślałam, że to Andi znów zawali i ulegnie Petrze a tutaj takie zaskoczenie. Niewinna Laura jednak potrafi się mścić i posunąć się do nie zbyt pochwalnych czynów. A Richard? Naprawdę go lubię ale w tej sytuacji posunął się za daleko. Dobrze wiedział, że Laura to dziewczyna jego kumpla, więc jego męska duma i honor powinny odwieźć go od podjęcia takich kroków. Powinien wiedzieć, że nie tyka się czyjeś dziewczyny, a tym bardziej kolegi z drużyny.
    Szczerze mówiąc to trochę zawiodłam się na Laurze i Richardzie. Tym razem Andi zachował resztki rozumu i zdrowego rozsądku. Szkoda, że koniec tej historii nie będzie szczęśliwy ale mimo to czekam na ostatni rozdział z niecierpliwością! ;)
    Pozdrawiam cieplutko! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie za komentarz :* Pozdrawiam :)

      Usuń
  27. Kiedy mozna spodziewać sie ostatniego rozdziału?:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Az sie boje co tam wymyśliłas :o

      Usuń
    2. Zmieniłam nieco zakończenie ;)

      Usuń
  28. Mam taki bałagan w głowie!
    O matko, kompletnie nie wiem, jak ubrać zdanie.
    Nie takiego obrotu spraw się spodziewałam (albo spodziewałam, tylko chciałam to skrzętnie ukryć)
    Richard dał się tak łatwo przekonać, nie myśląc o przyjacielu z kadry, tylko o swojej przyjemności ...
    Nie wiem, co będzie dalej. Andreas chyba nie wybaczy tego Laurze, nawet bym się chyba nie zdziwiła.
    Ale ... to opowiadanie jest takie, że ciągle mnie zaskakuje i poraża fabułą.

    Ze smutkiem czekam na ostatni rozdział.
    Jesteś wybitna, pamiętaj! :)

    Pozdrawiam, Dominika x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie za komentarz i zapraszam na epilog już niebawem :)

      Usuń