sobota, 5 kwietnia 2014

*Epilog*

Witajcie!
Zanim wgłębicie się w ostatnie słowa składające się na epilog tego opowiadania, zastanówcie się przez chwilę nad własnym życiem — czy naprawdę warto wymagać od niego wciąż więcej i więcej? Czyż nie jest piękne w samej swej prostocie? Niektórym ludziom nie dane jest przeżycie choćby garstki tego, co my już mamy za sobą, a wiele jeszcze przed nami.
Podnieście głowy do góry i uśmiechnijcie się zupełnie bez powodu — życie jest piękne i cenne, a każda jego minuta może być lepsza od drugiej, to zależy od nas. 
Żegnam się z Wami tutaj, choć aż bierze żal. Nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo zapłakaną mam twarz! Dziękuję za wszystkie wizyty, wiadomości i komentarze, które ciężko zliczyć — nie znajduję słów, by wyrazić wdzięczność. Mam nadzieję, że każda z czytających pozostawi po sobie choć maleńki ślad i tutaj, bym mogła znać Wasze końcowe opinie i wiedzieć kto był ze mną przez te kilka miesięcy. Musicie mi wybaczyć to, że nie zmieniłam zamysłu zakończenia i pozostawiłam tak, jak spisałam je kilka miesięcy temu. Wiele się przez ten czas wydarzyło, historia pisała się sama, ale idea takiego właśnie końca towarzyszyła mi od początku :)
Chciałabym polecić utwór, który idealnie wyraża uczucia zawarte w tym rozdziale, a dziewczyna z obrazka to cała Laura jaką mam w głowie:  
Reklamuję również moje nowe opowiadanie, które ruszy niebawem, a dostępny jest już prolog:  
http://mein--weltschmerz.blogspot.com/ 
W zakładce ze stronami znajduje się rozdział pisany z punktu widzenia Richarda i przedstawia jego spojrzenie na całą historię. Polecam przeczytać, ale dopiero na końcu :)
Do napisania! 





LAURA
*******
(…) i za każdym razem, gdy próbuję latać, to spadam... bez moich skrzydeł (…)

Czułam życie przeciekające mi przez palce, niczym gorąca, gęsta smoła. Otaczała mnie ciemność tak mroczna, że gdybym nie była wówczas w czymś w rodzaju szoku, to zapewne zwariowałabym już na samym początku, a nie trwała w takim letargu przez kilkanaście kolejnych dni.
Wciąż miałam przed oczami wszystko to, co się wydarzyło — tamten bankiet, po którym nie było już ani śladu, a ja nadal czułam, jakby to było dzień wcześniej, ewentualnie dwa.
Śniłam na jawie, nawiedzana wizerunkiem twarzy Andreasa, gdy z przerażeniem obserwował krew plamiącą moje uda. Najgorsze było wspomnienie pierwszych chwil po jego wyjściu — pobiegłabym za nim, ale wstrętne, zbrukane nogi nie chciały mnie słuchać!
Powiedział, że mnie nienawidzi.
Słyszałam dokładnie, w którym momencie wywiązała się bójka. Byłam tak słaba, że musiałam pełzać do drzwi, podciągając się ostatkiem sił na drżących dłoniach. Łzy płynęły bez ustanku, zalewając mi widok na świat, choć ten przecież legł w gruzach, więc jaka to różnica czy mogłam go widzieć, czy też nie.
Wślizgnęłam się do własnej łazienki cudem niezauważona — po drodze minął mnie Wank, który biegł jak na złamanie karku w kierunku głośnych okrzyków i wyzwisk padających z ust rozwścieczonego Andreasa. Wiedziałam, że pójdzie do Richarda po sprawiedliwość... Wiedziałam to od samego początku, choć wolałabym, by ukarał mnie.
Nie zwracałam uwagi na temperaturę wody, tylko odkręciłam kran i weszłam do pustej jeszcze wanny, z obrzydzeniem pozbywając się tej przeklętej sukienki. Nie mogłam na siebie patrzeć, więc odwracałam twarz, by nie widzieć nagich piersi, brzucha i kolan.
Nienawidzę cię...
Szorstką gąbką tarłam wnętrze ud, aż skóra zaczęła płonąć, a ja łkałam coraz głośniej, zupełnie się już nie hamując. Czułam się brudna i okropna, miałam ochotę wymiotować dopóki nie zwróciłabym wszystkich wnętrzności, by być całkowicie pusta.
Nienawidzę cię. Jak mogłaś?
Walczyły we mnie dwie osoby i to właśnie było najgorsze — nie czułam się już sobą. Mój umysł bronił się przed postrzeganiem strasznej rzeczywistości i stwarzał własne wersje wydarzeń, a ja nie miałam pojęcia, które były prawdziwe.
Krew się zmyła, a w jej miejsce pojawiła się świeża, płynąca z ran, które sama sobie zrobiłam. Obserwowałam czerwieniejącą wodę z prawdziwym przerażeniem — wydawało mi się, że zaraz zacznie syczeć i bulgotać, a później pochłonie mnie zupełnie, jako największą grzesznicę.
Nie pamiętam jak wydostałam się z wanny, ani jak zdołałam wciągnąć na siebie szlafrok, zanim znalazła mnie Sabine. Wbiegła do środka, całkowicie biała na twarzy i najpierw skierowała wzrok w stronę wanny, wciąż jeszcze pełnej czerwonej wody.
Dobry Boże! — zawołała głośno, łapiąc się za gardło w geście zaskoczenia i nieznacznie cofając.
Dopiero później ujrzała mnie w kącie i jej spojrzenie miało ten sam wyraz, co i wzrok Andreasa, gdy zobaczył moją krew — oboje myśleli, że padłam ofiarą gwałtu. Uważali mnie za niewinną, bezbronną dziewczynę, tymczasem ja byłam zdolna do wstrętnych i niewyobrażalnych czynów.
Powiedz, że po prostu dostałaś okresu w wannie — chlipnęła, ściskając mnie mocno i tuląc w ramionach.
Nie reagowałam — stałam biernie, słuchając jej szybkiego oddechu i czując jak roniła nade mną łzy. Odebrało mi mowę i zdolność jakiegokolwiek ruchu. Poraził mnie fakt, że musiałam wyznać jej wszystko tak, jak było naprawdę, bo tylko ona była w stanie obronić mnie przed samą sobą i nagłą chęcią autodestrukcji, którą zaczęłam odczuwać.
Sabine, pomóż mi — wychrypiałam, ściskając jej ramiona, jakby nagle ktoś odblokował we mnie umiejętność panowania nad ciałem. — Zrobiłam coś strasznego... ratuj mnie!
Mrugała szybko, patrząc mi prosto w oczy i zapewne usiłowała wyczytać z nich, że dramatyzowałam. Nie wiem co zobaczyła, ale zrozumienie przyszło bardzo szybko. Jej brwi złączyły się na czole, a usta rozchyliły w wyrazie bezsilności.
Mogłam cię lepiej pilnować — oświadczyła, obejmując moją twarz lodowatymi dłońmi. — Nie musiałam tam wracać. Powinnam była zostać z tobą i czuwać nad twoim snem. Byłam taka głupia! Wszyscy za dużo wypiliśmy... ale nie sądziłam, że mogło dojść do takiej sytuacji. Kto to był? Kogo teraz bije Andreas?
Błagałam wzrokiem, by nie kazała mi wymawiać jego imienia. Przez otwarte szeroko drzwi wciąż słychać było głośne krzyki i nawoływania, co sprawiało, że moje serce przerywało swój rytm. Oni walczyli... To wszystko moja wina — każdy ich siniak i każdy bolesny guz.
Richard — wyznałam, wzdrygając się pod wpływem hałasów. — To był Richard i ja... ja z nim... Chciałabym cofnąć czas, ale się nie da... Ja...
Zabrała dłonie, a w puste miejsca na mojej skórze wkradł się chłód, taki sam, co zagościł w jej oczach.
Richard? — spytała ze zgrozą.
Tak.
Wybiegła i zostawiła mnie samą, zanim zdążyłam powiedzieć jej więcej i choć trochę usprawiedliwić całą sytuację, a w tym także samą siebie.

***

Pobili się.
Sabine wróciła, gdy na zewnątrz już ucichło, a ja wciąż stałam w tym samym miejscu, nieświadoma upływu czasu. Opowiedziała mi, że Andras wpadł w szał i gdyby nie interwencja Wanka, a później także kilku innych kolegów, to Richard nie wyszedłby z tego pojedynku cało. Musieli ich rozdzielać kilka razy i siłą zawlec do osobnych pokoi, zamykając je i pilnując, by ochłonęli z dala od siebie.
Słuchałam mojej przyjaciółki, a wraz z tym jak kolejne straszne słowa opuszczały jej usta, moje poczucie winy rosło w niesamowitym tempie. Później wszystko działo się już bez mojego udziału, bo zmęczona wydarzeniami tego feralnego wieczora i osłabiona wielkim stresem, po prostu straciłam przytomność, padając na mokrą podłogę.

***

Odważyłam się pokazać innym dopiero po kilku dniach. Całe szczęście, że trener niczego się nie dowiedział. Zastanawiałam się czy był aż taki głuchy, czy może po prostu coś odwracało jego uwagę tak skutecznie, że nie zauważył tej wielkiej bójki.
Richard się do mnie nie przyznawał, co raniło najbardziej, bo czułam się jak zwykła, sprzedajna dziwka. Brzydziłam się własnym ciałem i sposobem, w jaki je wykorzystałam. Wyrzuty sumienia były tak wielkie, że ich ciężar utrudniał mi swobodne oddychanie.
Sabine także milczała, choć wspierała mnie na ten swój cichy sposób. Cała aż wyrywałam się, by porozmawiać z nią szczerze, ale nie miałam odwagi. A Andreas...
Pewnego wieczora mijaliśmy się na korytarzu — ja udawałam, że patrzę prosto przed siebie, a tak naprawdę kątem oka chłonęłam widok, w tym samym momencie wdychając głęboko powietrze, by choć na sekundę poczuć jego zapach.
Zatrzymałam się, gdy szybko przeszedł obok i odwróciłam w tamtą stronę, patrząc za nim przez chwilkę, a później przymknęłam powieki. Żal ścisnął mnie za serce, gdy po raz kolejny uzmysłowiłam sobie, co straciłam. Pragnienie, by go dotknąć było tak wielkie, że pod jego naporem prawie uginał się mój kręgosłup.
Stłumiłam płacz i doskonale zamaskowałam rozpacz, która mnie opanowała. Otworzyłam oczy, by z wielkim zaskoczeniem zauważyć, że on również się zatrzymał, i co więcej — patrzył na mnie.
Jego wzrok był karą za to, czego się dopuściłam — cierpienie zmieniło wyraz tych radosnych, niebieskich oczu, które tak kochałam. Pełne były wyrzutu i wcale się z tym nie krył, choć postawa jego ciała świadczyła o wielkim uporze i zdecydowaniu.
Kocham cię, Andreasie — powiedziałam, korzystając z okazji, na tyle głośno, by mieć pewność, że mnie usłyszał.
Nie było już nic do stracenia. Zawahał się, robiąc krok do przodu. Spojrzał na swoje stopy, jakby same wiodły go w moją stronę. Przez długą chwilę miałam nieodparte wrażenie, że zamierzał podbiec i chwycić mnie w ramiona. Przestałam się łudzić, gdy potrząsnął głową z niesmakiem, zaciskając dłonie w pięści.
Kochałaś mnie także wtedy, gdy się pod nim kładłaś? — spytał, odwracając się na pięcie i zostawiając mnie z pytaniem, które brzmiało mi w uszach jeszcze bardzo długo.

***

Jego słowa bardzo mnie zraniły. Tak dotkliwie, że zdałam sobie z tego sprawę dopiero wiele dni później, gdy wypłakałam już wszystkie łzy i nie miałam siły dłużej płakać. Poczucie straty jest dziwne — wiesz, że utraciłaś coś już na zawsze, ale aż rwiesz się, by to odzyskać.
Ja nie miałam już żadnej nadziei. Nie próbowałam nawet skonfrontować się z Andreasem, a co więcej — unikałam go. Porzuciłam fotografowanie, Sabine wszędzie chodziła sama, ukrywając mój stan przed innymi i tłumacząc kłopotami zdrowotnymi.
To się stało, gdy z czystej ciekawości włączyłam telewizor, by obejrzeć ten ważny konkurs drużynowy, który wszyscy tak przeżywali. Ostatni sprawdzian przed igrzyskami, pokaz siły, demonstracja umiejętności...
Nasi radzili sobie dobrze bez Richarda, którego trener wykluczył ze składu. Podobno przez spadek formy, ale my wiedzieliśmy swoje — z nich dwóch, to Andreas był ulubionym skoczkiem Schustera, bez względu na to, jak skandalicznie się zachowywał.
Po pierwszej serii prowadzili z dużą przewagą, więc tylko katastrofa mogłaby zabrać im zwycięstwo, a tak się nie stało — oglądałam ich wysokie sylwetki na najwyższym stopniu podium, górujące nad innymi.
Oczy Andreasa błyszczały radością, gdy realizator zrobił zbliżenie na jego twarz. Prawie zawyłam z bólu, kuląc się na łóżku i obejmując kolana dłońmi. Proszę, nie... nie! Ten ścisk był niesamowity i straciłam na chwilę oddech. Tak bardzo chciałam się do niego po prostu przytulić! Szalałam z tęsknoty, choć wypierałam się tego przed samą sobą. Nie mogłam zrobić dosłownie nic, by ta sytuacja uległa zmianie — straciłam go na zawsze.
Relacja dobiegała już końca, więc chwyciłam pilot, gotowa wyłączyć telewizor i zatonąć w płaczu, ale... z racji tego, że wygrała nasza ekipa, relacja pozostała na antenie i zapowiedziano wywiad z zawodnikami. Zastygłam w oczekiwaniu.
Widok jego twarzy z tak bliska, a równocześnie świadomość tego, że był daleko, sprawił, że podpełzłam do ekranu, dotykając opuszkami palców jego oczu, policzków i ust... Patrzyłam jak urzeczona, gdy chętnie odpowiadał na pytania dziennikarza, śmiejąc się i odgryzając dogadującemu Wankowi.
Zabijasz mnie... — szepnęłam, a moja dłoń zjechała w dół po zimnej tafli ekranu. — Usycham, a ty nawet o tym nie myślisz...
Nagłe pojawienie się Petry w zasięgu mojego wzroku sprawiło, że odskoczyłam natychmiast, padając na plecy. Podparłam się na łokciach, by nie stracić ani sekundy i z przerażeniem zarejestrowałam fakt, że odciągnęła Andiego na bok, przez co oboje zniknęli mi z widoku.
Szarpnęłam się, dopadając telewizora, jakby to mogło jakoś pomóc — patrzyłam na uśmiechnięte twarze chłopaków, a zaraz za nimi musieli stać oni! Dosłownie szalałam z bezsilności... Był z nią, i to na oczach wszystkich. Ona mogła z nim rozmawiać, ja nie. Ciężko przełknęłam ślinę, by stłumić łzy.
To była tylko chwilka, może dwie — w pewnym momencie Wank schylił się po coś, znikając z ekranu, a moim oczom ukazał się widok, który tym razem całkowicie dobił moje ledwo żywe serce. Całowali się — głęboko i namiętnie, przyciągając swoje twarze nawzajem w wielkim głodzie pożądania. Patrzyłam na to i czułam jak szybko umierała we mnie dusza...
Porzuciłam telewizor — moje myśli uleciały gdzieś daleko, umysł wyłączył się, by bezpiecznie przetrwać nową falę bólu, która miała wkrótce nadejść... ale ja postanowiłam nie czekać na kolejny atak.
Nogi poniosły mnie same, dźwigając z kolan i kierując w stronę łazienki. Po drodze zaplotłam wymięte włosy w grubego warkocza — nie lubił, gdy nosiłam je w ten sposób. Nożyczki szybko wpadły mi w ręce, jakby los doskonale wiedział co planowałam. Zastanowiłam się tylko raz, oglądając w lustrze własną niewyraźna sylwetkę. Widok przesłaniały mi gorące łzy — kilka skapnęło na moje rozdygotane dłonie, gdy chwyciłam za koniec warkocza, tnąc zdecydowanie.
Dziwny to był widok — pukle, które towarzyszyły mi odkąd tylko pamiętałam, tkwiły smętnie w dłoni, zwisając ku ziemi i kpiąc z mojej bez nich brzydoty. Zaniosłam je do jego pokoju, starannie układając na jednej z poduszek, gdzie — tak, jakbym tego chciała — powinna spoczywać moja głowa, gdy spalibyśmy razem przez resztę wspólnego życia.
Czułam powiew mroźnego wiatru, gdy otworzyłam okno, wspinając się na parapet. Nie było wysoko, czy jakoś specjalnie strasznie. Bruk tam w dole wyglądał całkiem przeciętnie, a nawet dosyć miękko. To źle.
Chciałam, żeby skończyło się szybko i najlepiej... jakby nie bolało. Miałam dość cierpienia, wyczerpała się moja odporność na rany, które mi zadawał. Przekładając nogi na drugą stronę nie myślałam o niczym innym, jak o barwie jego oczu — były błękitne, w kolorze zimowego nieba.
Podniosłam wzrok, obserwując chmury i poczułam spokój, bo wiedziałam, że niebieski będzie mi towarzyszył do końca, gdy już padnę na bruk i otworzę niewidzące oczy ku górze. Uśmiechnęłam się na tę myśl i po raz ostatni wyznałam Andreasowi miłość, cichutko szepcząc, gdy odwracałam się przodem do parapetu, a później, niczym ptak, szeroko rozłożyłam ramiona i bez wahania rzuciłam w dół...
Bolało.



ANDREAS
*******

Humory nam dopisywały, gdy na tylnym siedzeniu busa kończyliśmy właśnie trzecią butelkę szampana. Już dawno nie byłem tak wesoły jak wtedy, po konkursie, w którym dosłownie zmietliśmy konkurencję ze skoczni. 
Śmiałem się głośno ze wszystkiego wokół, a głowa wydawała mi się dziwnie lekka i wolna od wszelkich problemów. Ten wieczór byłby idealny, gdyby nie dziwny ucisk, który czułem gdzieś w okolicach serca — to był albo niepokój, albo złe przeczucie. Piłem, by się tego pozbyć.
Nie chciałem przyznawać się przed sobą, że zdrada Laury paliła moje wnętrzności żywym ogniem, a świadomość jej bezustannej bliskości pchała mnie ku całkowitemu przebaczeniu, co nie byłoby do mnie podobne — urażona duma ponad inne uczucia. Miało być tak pięknie, a wraz z powrotem Petry wszystko runęło, choć nic nie zapowiadało tej katastrofy. 
Wyrzucałem Laurę z myśli za każdym razem, gdy tylko o niej wspomniałem, czyli praktycznie przez cały czas. Widziałem ją wszędzie, w każdej mijanej dziewczynie oraz w miejscach, które mi się z nią kojarzyły. To bolało, tam głęboko w środku, gdzie biło udręczone tęsknotą serce. Nie wiedziałem jak długo jeszcze wytrzymam...
Petra nie próżnowała — wepchnęła się na miejsce obok mnie i chyba tylko obecność Wanka, który siedział z przodu, powstrzymywała ją od bezwstydnego macania mnie po całym ciele.
Obserwowałem jej jasną dłoń, gdy badała jak daleko mogła się posunąć, a na jej ustach raz za razem pojawiał się szeroki uśmiech. Zagryzała uszminkowane na czerwono wargi, patrząc na mnie spod rzęs. Nienawidziłem tego koloru, choć w tamtym momencie powód wyleciał mi z głowy.
Wiedziałam, że znów będziesz mój — szepnęła, śledząc palcem szew moich dżinsów.
Myślała chyba o naszym wcześniejszym pocałunku. Zrobiłem to w euforii po wygranej, a także przez wielką tęsknotę za tymi słodkimi ustami, których właścicielkę regularnie omijałem wzrokiem, nie kryjąc urazy.
Potrząsnąłem głową, nakrywając jej dłoń swoją, by chwilowo powstrzymać ją od dalszej wycieczki. Coś nie dawało mi spokoju i nie pozwalało na zrelaksowanie i oddanie w jej magiczne ręce.
Nie należę do nikogo — mruknąłem, zabierając własną dłoń i dając jej wybór. — Możesz skorzystać, ale nigdy nie będziesz mieć mnie na własność. Ani ty, ani żadna inna... Skończyłem z takimi bzdurami.

***


Petra odpuściła, więc nasza mała impreza szybko dobiegła końca, gdy tylko wyparował z głów alkohol i podupadł nastrój. Jechaliśmy, nie odzywając się do siebie, dopóki ktoś — to był chyba Severin — nie zauważył, że pod naszym ośrodkiem musiało wydarzyć się coś złego.
Karetka — stwierdził, gdy uniosłem głowę, nie bardzo wiedząc o co chodziło.
Wtedy jeszcze do głowy mi nie przyszło, że powodem zamieszania mogła być... ona. Ucisk w sercu nie ustępował, a wzmagał się, choć zdążyłem się już do niego przyzwyczaić. Wysiadłem jeszcze w miarę spokojny, choć zaniepokojony i potoczyłem wzrokiem po towarzyszach — byli ci wszyscy, o których mógłbym się martwić.
Mój wzrok padł na bladą twarz Sabine, a później przeniosłem go w stronę budynku, myślami licząc pomieszczenia. Coś się wydarzyło tuż pod naszymi oknami...
Nie wiem które z nas zaczęło biec jako pierwsze, faktem było, że ja dobiegłem szybciej i to mnie powstrzymali jacyś ludzie. Nie spuszczałem wzroku z szeroko otwartego okna — biała firanka powiewała na wietrze niczym duch, a jej blask lśnił wyraźnie w zapadającym zmierzchu.
Chcę zobaczyć — poinformowałem starszego faceta, który chwycił mnie pod łokieć, potrząsając głową na znak sprzeciwu.
Chłopcze, to nie dla twoich oczu — stwierdził, po czym dodał ciszej: — Taka młoda dziewczyna...
Wtedy to do mnie dotarło i przestałem normalnie myśleć. Odepchnąłem mężczyznę, wpatrując się w niego szeroko otwartymi oczami. Uniósł dłonie w geście obrony i oddalił się gdzieś, zapewne biorąc mnie za jakiegoś wariata.
Później wszystko potoczyło się już bardzo szybko — przedarłem się przez tłum gapiów, choć wcale nie chciałem tego widzieć. Musiałem po prostu przekonać się, że to nie była Laura... bo tylko ona jedyna z drogich mi osób została w ośrodku na czas konkursu. Odsunąłem na bok ostatnią osobę i spojrzałem... a ktoś obok mnie zaczął przeraźliwie krzyczeć.
Padłem na kolana, tracąc siłę i podniosłem się, zacząłem iść ale potykałem się o własne stopy... Dopiero po chwili zorientowałem się, że ten rozpaczliwy okrzyk niedowierzania wychodził wprost z mojego gardła.
Obnażyli ją, przykładając do jej nagiej skóry jakieś urządzenia. To byli sami mężczyźni, ratownicy, a ja szybko zdejmowałem swoją kurtkę, szarpiąc się z rękawami, bo chciałem ją okryć, ochronić...
Dlaczego to zrobiłaś?! Jak mogłaś? Czy byłaś na tyle głupia, żeby wyskoczyć z okna, gdy nie było mnie w pobliżu i nie mogłem cię złapać?
Ktoś przytrzymał mnie mocno za łokieć, a to tylko zwiększyło moją agresję. Musiałem iść do Laury, podnieść ją z mokrego chodnika i powiedzieć wszystkim, że to był tylko taki żart, może głupi sen. Okropny koszmar...
Te ręce były nieustępliwe, głos szeptał mi gorączkowo do ucha jakieś słowa, ale co z tego, skoro ja w tamtym momencie nie rozumiałem nawet ludzkiej mowy!
Uderzyłem mocno, a twarz zbryzgała mi obca krew. Dopiero wtedy ciemna mgła przesłaniająca mój umysł opadła nieco i ujrzałem zdziwioną twarz trenera, który drżącymi palcami podtrzymywał złamany nos.
Andreasie — zawołał, dławiąc się własną krwią. — Nie powinieneś na to patrzeć. Pozwól im ją ratować.
Ciekawe czy wreszcie dotarło do niego, że Laura nie była dla mnie jedynie kaprysem wschodzącej gwiazdy? Czy zobaczył, że nie byłem już dzieciakiem, za jakiego mnie miał? Żałował tego, że stawał nam na drodze w każdy możliwy sposób?
Tak mi przykro — powiedział i zabrzmiało to bardzo szczerze. — Nie zasłużyła na taki los.
Obejrzałem się za siebie, gdzie sens mojego istnienia zasłaniali mi ratownicy. Co mogłem zrobić? To wszystko mnie przerosło! Dlaczego to zrobiła? Przecież wiedziała, że mimo wszystko wciąż ją kochałem i nie było minuty, bym o niej nie myślał. Musiała to wiedzieć. Musiała...
Doznałem skurczu wnętrzności tak wielkiego, że mimowolnie zgiąłem się wpół i wymiotowałem tak długo i intensywnie, aż nie została mi w ustach nawet kropla śliny. Otarłem wargi, słysząc głosy ratowników i czyjś głośny, rozdzierający płacz. Spojrzałem w bok — to Sabine padła na bruk na wpół zemdlona, a Wank usiłował ją podnieść, choć widocznie nie starczało mu sił.
Ty kretynko! — wyła Sabine, zdzierając sobie gardło. — Nie pozwalam ci umierać, słyszysz?! Nie zostawisz mnie samej!
To właśnie wtedy mężczyźni odpuścili od nieruchomego ciała, a ja zastygłem w bezruchu, upaprany własnymi wymiocinami. Zobaczyłem ją dokładnie — miała zamknięte oczy, a na jej wargach gościł uśmiech... tak spokojny, jakby opuściły ją już wszelkie troski. Była piękna, jak zawsze, choć nie podobała mi się ta jaśniejąca bladość jej skóry i wielki siniec rozlewający się na odsłoniętym czole.
Samobójstwo. Czas zgonu osiemnasta pięćdziesiąt pięć — stwierdził beznamiętnie okrutny głos, jakby to było tylko zwykłe stwierdzenie, a nie wyrok.

***

Nie czekałem na odjazd karetki. Laura się zabiła. Nie chciałem widzieć momentu, w którym zabraliby ją, owiniętą jakimś czarnym workiem. Laura się zabiła. Nikt nawet nie zauważył mojego zniknięcia, wszyscy byli w zbyt wielkim szoku. Laura się zabiła!
Nie zastanawiałem się długo, kierując swoje kroki w stronę pokoju, by zabrać kluczyki od samochodu. Szczerze mówiąc, nie zastanawiałem się wcale. Jak miałem żyć bez niej? Jak mógłbym...
Jej ścięte włosy leżały na poduszce splecione w warkocz i ten widok był tak makabryczny, że gdybym znów miał czym zwymiotować, to na pewno tak by się stało. Płakałem długo, wciskając w nie nos i tuląc do twarzy. Wciąż pachniały jak ona, tym zapachem, którego nie pomyliłbym z żadnym innym. Tym zapachem, którego miałem już nigdy nie wdychać...
Wyszedłem na zewnątrz, wciąż ściskając je w ręce jako dowód tego, że byłem mordercą. To ja ją zabiłem, nie było innego wytłumaczenia. Czy skoczyła z mojego powodu? Czy mogłem być aż tak samolubny, by myśleć, że Laura odebrała sobie życie, bo ją odrzuciłem? Czułem, że tak. To była moja wina, a ona nie oddychała już i nie istniała, bo mi zachciało się unieść honorem.
Moja Laura, mój kwiatuszek i promyk słońca w tym ponurym świecie. Zabiłem ją. Zakończyłem jej cenne życie moją toksyczną miłością. Zgasła tak szybko, a bez niej moje dalsze życie nie miało już sensu...
Pojechałem w to pamiętne miejsce, które tak bardzo mi się z nią kojarzyło — przypomniałem sobie wieczór, gdy przyszły razem z Sabine na nasz amatorski wyścig, który ukrywaliśmy przed trenerem. Wtedy uciekła i szukałem jej do upadłego, walcząc z własnym umysłem i nie rozumiejąc dlaczego tak bardzo mnie obchodził jej los.
To wszystko wróciło do mnie i dopiero wtedy zrozumiałem, że prawdopodobnie już wtedy kochałem ją na swój dziwny, pokręcony sposób. Zmarnowałem tyle czasu, a okrutny los zabrał mi szansę, bym mógł to jakoś odkupić...
Auto rozpędzało się gładko, nawet nie czułem ogromu prędkości z jaką pędziłem po wybetonowanym pasie na terenie starej fabryki, który często służył nam za miejsce wyścigów. Na jego końcu majaczył podupadły i opuszczony budynek, którego przednia ściana była na tyle solidna, by dobrze wykonać swoje zadanie.
Widziałem jak szybko się zbliżała. Rosła z każdym ułamkiem sekundy, a ja nie zdejmowałem nogi z gazu, wciskając go tak mocno, że silnik wył w głośnym proteście.
Prawdziwa miłość zdarza się tylko raz... Jeśli ją stracisz, nie znajdziesz spokoju. Jeśli ją zniszczysz, tak jak ja, nie masz sensu dalej żyć.
Poczułem, że nie było już odwrotu i byłem zdecydowany umrzeć na krótko po Laurze — może była jeszcze nadzieja, że dogonię ją tam... gdzieś... gdziekolwiek się udała. Docisnąłem gaz do końca i przymknąłem powieki.
Będziemy razem, nawet w piekle — szepnąłem, a sekundę później całe wielkie niebo zwaliło mi się na głowę.

***

Kilka lat później...

 
We wnętrzu małego kościółka zgromadziło się tego dnia kilkanaście osób, głównie młodych, ale mimo to panowała tam cisza i uczucie skupienia. Siedzieli w drewnianych ławach, blisko siebie, szeptem wymieniając krótkie zdania, czasami też uśmiechy.
Rozległ się stukot obcasów uderzających w kamienną podłogę, a także mniej wyraźny odgłos kroków, więc zgromadzeni odwrócili głowy, patrząc z ciekawością na wysoką blondynkę i towarzyszącego jej mężczyznę.
Oboje zbliżali się w kierunku ołtarza niosąc w objęciach białe zawiniątka, z których wychylały się momentami małe, różowe piąstki noworodków. Były to bliźnięta — słodki chłopiec i śliczna dziewczynka.
Dzieci kwiliły cicho, wyrwane ze spokojnego snu. Kobieta spojrzała na swojego towarzysza z niemym pytaniem widocznym w oczach, a on kiwnął głową, uspokajając ją. Rozumieli się przecież bez słów.
Kapłan pojawił się niezauważony — był to niski i korpulentny, ale nieodmownie sympatyczny staruszek. Podszedł do młodej pary i uśmiechnął się ciepło, dodając im otuchy. Wszyscy zgromadzeni wstrzymali oddechy, gdy jego spokojny, ciepły głos potoczył się echem nad ich głowami.
Jakie imiona wybraliście dla swoich dzieci? — spytał, delikatnie głaszcząc malutkie czoła niemowląt.
Matka, wziąwszy głęboki oddech, spojrzała na swego świeżo upieczonego męża, a on po raz kolejny porozumiał się z nią bez pomocy słów. Oboje oderwali na chwilę wzrok od swoich twarzy i skierowali go w górę — tam, gdzie wymalowano na suficie wizerunki aniołów. Łzy same cisnęły im się do oczu, gdy pośród kolorowych postaci usilnie próbowali wyobrazić sobie pewną parę, bardzo im bliską, choć wśród nich nieobecną.
Za ich plecami zapłakała cicho kobieta, pochylając przedwcześnie siwiejącą głowę pod naporem wyrzutów sumienia. Wszyscy tam zgromadzeni wciąż mieli to mocne przeświadczenie, że wśród nich powinny znajdować się jeszcze dwie osoby więcej.
Uśmiechnęli się oboje, czule obejmując swoje potomstwo i w ten sposób dając cichy znak niebiosom, że pamięć ludzi, których szczerze kochali, nie umarła wraz z nimi, a żyć miała pod postacią ich własnych dzieci.
Andreas i Laura — powiedzieli zgodnie, czując tą krzepiącą obecność swoich przyjaciół gdzieś tam wysoko, ponad poziomem ludzkiego postrzegania.
Ktoś się rodzi, ktoś umiera. Miłość żyje wiecznie...

162 komentarze:

  1. Szczerze mówiąc, spodziewałam się epilogu z samobójstwem Laury, ale o Andim to nie pomyślałam. Jest smutno, chce się płakać, gdy się to czyta, ale... dzięki takiemu zakończeniu to opowiadanie ma duszę. Widać, że miałaś na to pomysł,przemyślałaś i zrealizowałaś. Właśnie to Cię wyróżnia, że Twoje blogi są inne niż reszta. Dziewczynę mojego brata wspominam bardzo często i przeczytałam już kilka razy. Z Andim i Laura będzie tak samo. Życzę Ci jeszcze więcej takich świetnych pomysłów i mnóstwo weny. Teraz przenoszę się na nowego bloga i biorę się za prolog ; ) Oczywiście nie zapominam o Gregorze ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za komentarz :* Serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  2. O Boże. O nie. Muszę ochłonąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz tak. Długo mi to zajęło, wiem, ale po przeczytaniu tego epilogu przez dwadzieścia minut nie mogłam psychicznie dojść do siebie. Powiem tak: o ile samobójstwa Laury się spodziewałam od momentu, gdy Andreas jej powiedział, że jej nienawidzi. Wszystkie znaki na ziemi i niebie na to wskazywały, a przede wszystkim jej życiowe przejścia i to, że nie do końca sobie z nimi radziła. Straszne jest to, że musiała stać się taka tragedia, musiała targnąć się na swoje życie i umrzeć w tak dramatycznych okolicznościach, bo nie potrafili ze sobą porozmawiać. I nie ma sensu szukanie winnego, ale gdyby Wellinger nie był taki dumny, tylko zachowałby się dojrzale i mądrze, to być może to nigdy by się nie wydarzyło? Wszystko mogłoby się jakoś poukładać, ale niestety... Życie napisało dla nich swój scenariusz, bardzo okrutny. Jeden życiowy błąd doprowadził do tego wszystkiego. Przechodząc natomiast do Andiego, to naprawdę, nie spodziewałam się tego, nawet w najmniejszym stopniu. Bardziej skłonna byłabym uwierzyć, że się załamie, zabije Freitaga, będzie chciał rzucić skoki, zabije Petrę, Schustera, ale nie tego, że postanowi ze sobą skończyć. To jest straszne, tragiczne, okrutne, ale pokazuje, że to uczucie, które ich łączyło, było silniejsze niż im się wydawało. Silniejsze niż śmierć. Skoro nie mogli być razem na tym świecie, to będą, ale na tamtym... To, co oboje zrobili z jednej strony jest głupie, niedojrzałe, ale z drugiej wymaga ogromnej odwagi. Nie jest łatwo mnie wzruszyć, mam chyba serce z kamienia, ale tobie się udało. Gdy zaczynałam czytać to opowiadanie, nie spodziewałam się, że zdążę się tak przywiązać do głównych bohaterów, że teraz mi tak dziwnie, choć doskonale zdaję sobie sprawę, że to tylko opowiadanie. Pokazuje to twój ogromny talent do budowania postaci i to, jak potrafisz sprawić, by czytelnicy przywiązali się do pisanej przez ciebie historii. Historii, która była piękna, choć tragiczna. Historii, która wcale nie musiała się tak skończyć, ale młodzieńcze zaślepienie i upór wygrały. Na pewno będę wracać niejednokrotnie do tej historii, bo była jedną z najlepszych, jakie miałam przyjemność kiedykolwiek przeczytać. I wiem, że ten komentarz nie jest najwyższych lotów, ale gdy tylko coś przyjdzie mi do głowy, na pewno dopiszę.
      Dziękuję! I do zobaczenia (a raczej przeczytania) na grzechow-naszych-wina. Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Ten komentarz jest bardzo wysokich lotów i cieszę się, że wczułaś się w moje opowiadanie. Jest mi niezmiernie miło :*

      Usuń
    3. Żałuję, że tak późno tu trafiłam, ale lepiej późno niż wcale! :) Wczuć się nie było trudno, więc podziękuj sobie! :D

      Usuń
    4. Właśnie! Lepiej późno niż wcale:)

      Usuń
  3. Matko ! Jesteś rewelacyjna ! Ryczę jak głupia .. Oh.. W przypływie emocji nawet nie wiem , co powiedzieć ..
    Przypuszczałam, że Laura popełni samobójstwo, ale nie sądziłam , że Andreas też to zrobi.. Choć w przypływie emocji różne rzeczy się wyprawia.. Eh.. Jak Romeo i Julia .
    Pewnie rodzice bliźniaków to Sabine i Wank.. Aż żal , że ta piękna historia dobiegła końca. Bez względu na wszystko będę z Tobą na każdym blogu. Należy Ci się wielkie uznanie , życzę powodzenia i weny. ; D
    Dziękuję za tyle miesięcy pełnych emocji..
    + Btw. Piękne słowa napisałaś we wstępie. Należy doceniać to co Pan Bóg nam daje i cieszyć się każdą chwilą. <3
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem niepoprawną romantyczką, więc wizja podwójnego samobójstwa z miłości towarzyszyła mi od początku :) Dziękuję pięknie za komentarz i pozdrawiam cieplutko :*

      Usuń
  4. Codziennie czekałam na Twoje opowiadanie. Sprawdzałam po kilka razy, czy coś nowego się nie pojawiło, ale tej części wolałabym nigdy nie przeczytać... Do tej pory się nie ujawniałam, ale teraz muszę to napisać: Dziękuję Ci za historię inną niż wszystkie, za prawdziwe emocje i miłość silniejszą niż śmierć. Czekam na więcej :)
    J
    P.S. Jedynym plusem tego epilogu jest fakt, że przestanę maniakalnie odświeżać Twoją stronę i wreszcie skupię się na nauce do matury :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świadomość tego, że ktoś codziennie czeka na moje rozdziały daje mi wielkiego kopa pozytywnej energii :) Pozdrawiam!

      Usuń
  5. O boziu cóż tu można mówić...
    Płakałam już od samego początku, a pod koniec rozbeczałam się jak dziecko,
    Nigdy bym nie przypuszczała, że to się tak skończy. Skrycie liczyłam na to, że jednak wrócą do siebie, a tu proszę. Teraz nie będę się mogła pozbierać, bo jak to pisze to nadal rycze...
    Dziękuję Bogu, że pewnego dnia przez przypadek natrafiłam na twój blog i że mogłam przeczytać tak cudowne opowiadanie.
    Mam nadzieję, że ta historia o Gregorze nie zakończy się tak tragicznie jak ta. :)
    Szkoda, że już zakończyło się to opowiadanie, bo chętnie poczytałabym o tym, że Laura jednak się nie zabiła, a Andreas nie poszedł za nią w ślady.
    Oni jednak naprawdę się kochali...
    Gdyby Andreas jej wybaczył, to byliby świetną parą, a tu musiało się skończyć tak tragicznie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :) Pozdrawiam :*

      Usuń
  6. Rzadko kiedy płaczę, na filmach to już w ogóle, ale czytając ten epilog byłam bezsilna, a łzy same napłynęły do oczu.
    Ten koniec jeszcze do mnie nie dociera i dużo jeszcze minie zanim dotrze.
    Chciałam Ci podziękować za te wszystkie rozdziały, które dostarczały przez długi czas mnie i innym czytelnikom tylu wrażeń. Twoje opowiadanie stało się małą cząstką mojej codzienności, wyczekiwanie na nowe rozdziały, a potem chłonięcie każdego słowa jak gąbka.
    Zawsze będę je miło wspominać.

    Pozdrawiam i życzę weny podczas pisania nowych utworów :)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i obecność :) Pozdrawiam serdecznie :*

      Usuń
  7. Czytałam zimowe-odcienie od pierwszego rozdziału i mimo, że nie komentowałam to zawsze mocno przeżywałam losy Laury i Andiego. Chciałam Ci po prostu podziękować za to opowiadanie. Szczerze mogę powiedzieć, że to najpiękniejsza historia, jaką kiedykolwiek czytałam. Jesteś przegenialna i masz ogromny talent. Jeszcze żaden epilog nie doprowadził mnie do tylu łez, co ten. Nadal nie mogę się opanować i otrząsnąć od emocji, które ogarnęły mnie po jego przeczytaniu. Nie sądziłam, że to się tak skończy. Miałam małą iskierkę nadziei, że Andi wybaczy Laurze i będą żyli długo i szczęśliwie. Niestety nic bardziej mylnego... Będzie mi bardzo brakowało tego opowiadania. Zawsze sprawdzałam czy czasami nie pojawiło się nic nowego, czasami robiłam to nawet po parę razy dziennie. Uzależniłam się od tej historii, dlatego tak ciężko będzie mi się z nią rozstać...
    Ale oczywiście Twojego nowego bloga także będę śledzić, bo uwielbiam Twój niesamowity styl pisania.
    Dziękuję jeszcze raz i życzę dużo, dużo weny !

    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie za miłe słowa i komentarz :) Pozdrawiam :*

      Usuń
  8. Cholera jasna. Nie mam zielonego pojęcia co mam napisać. Najzwyczajniej w świecie się popłakałam. Piękny epilog. I chociaż nadal nie mogę się pogodzić z tym, że to się tak skończyło, to i taj jest to najlepszy epilog jaki czytałam.
    Szkoda, że to opowiadanie się skończyło. Mam nadzieję, że kolejne będzie jeszcze lepsze.
    Pozdrawiam cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Dawno nie pisałam komentarza, co nie oznacza, że nie czytałam. Czytałam wszystko... Mimo, że cholenie, po tym jak już wcześniej napisałaś jaki będzie koniec, nie chciałam się przyzwyczajać do nich.. nie udało się. Tak, jestem wrażliwa i często płacze na takich historiach. Ale tutaj to jpo prostu wyłam... Uwielbiam Twoje opowiadania, Twój styl pisania. Dziękuję za te wszystkie piękne chwile w których mogłam spokojnie usiąść i czytać tą historię.
    Pozdrawiam Cię bardzo bardzo mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i przepraszam, że podrażniłam Twoją wrażliwość ;) Również mocno pozdrawiam i mam nadzieję, że wciąż będziesz częstym gościem na moich blogach. Buziaki :*

      Usuń
  10. Dobra, pierwszy raz się popłakałam czytając czyjeś opowiadanie. Samobójstw ich obu się nie spodziewałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i przepraszam, że wycisnęłam z Ciebie łzy ;)

      Usuń
  11. Płaczę. Płaczę jak idiotka. Nie potrafię opisać słowami jaką mieszankę uczuć mam teraz w sobie. Epilog napisany po mistrzowsku. Choć taki smutny to wspaniały. Mam przed oczami dzień w którym zaczęłam czytać to opowiadanie. Był to któryś z grudniowych dni. Bardzo się cieszę, że trafiłam na to opowiadanie. Że mogłam czytać o tym jak rozwijała się ta ich dziwna choć owocna znajomość. Potem jak rozwijała się ich miłość, i jakie przeszkody mieli do pokonania. Niektóre pokonali, a niektóre z własnej głupoty zniszczyły im życie. Zżyłam się z Laurą i Andreasem. I to bardzo. I płaczę choć wiem, że oni nie są prawdziwi. Płaczę bo straciłam bliską osobę przez samobójstwo. I kiedy przeczytałam o samobójstwie Laury, a potem Andreasa poczułam się jakbym straciła parę bliskich przyjaciół.
    Gratuluję tak świetnego opowiadania. Naprawdę podziwiam Cię i dziękuję za każdy rozdział na tym blogu, za twoją ciężką pracę nad nim. Dziękuję za to, że chociaż przez chwilkę mogłam oderwać się od rzeczywistości czytając tą historię. Dla mnie jesteś wielka. Z pewnością będę dalej twoją czytelniczką. Jeszcze raz dziękuję, gratuluję i ściskam mocno :)
    Pozdrawiam Lucy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz, Lucy :) Te słowa wiele dla mnie znaczą i cieszę się, że pozostaniesz moją czytelniczką. Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  12. Nie wiem co mam napisać, bo ręce mi drżą i płaczę jak nienormalna. Nie potrafię wyrazić w słowach jak cudowne jest to opowiadanie, jaką ty cudowną jesteś pisarką i jak bardzo Cię za to podziwiam.
    Nie spodziewałam się takiego zakończenia, nigdy przenigdy nie podejrzewałam, że to się tak skończy. Bardzo dużo dało mi do myślenia i dziękuje Ci za to. Nie wiem jaki trzeba mieć talent, żeby przekazać nam tyle ważnych rzeczy i doprowadzić do takich emocji.
    Nie wiem dlaczego tak duże wrażenie to na mnie zrobiło bo to niby tylko opowiadanie, ale bardzo zżyłam się z tymi bohaterami i zawsze życzyłam im jak najlepiej. Pokazałaś nam tutaj prawdziwą miłość i to, że nic nie jest w stanie jej złamać. Zawsze będą razem, czy tutaj czy gdzieś indziej, nic nie jest w stanie ich rozdzielić.
    Bardzo się cieszę, że trafiłam na to opowiadanie i że towarzyszyło mi przez ten czas, jestem pewna, że będzie ono jeszcze długo w mojej głowie w moim sercu i za jakiś czas do niego wrócę by zacząć to wszystko od początku.
    Jeszcze raz cieszyć się tą historią.
    Tyle rzeczy chciałabym Ci jeszcze powiedzieć, ale myślę, że najważniejsze już zawarłam. Dziękuję Ci za to opowiadanie, bardzo dużo mi dało.
    Na pewno będę czytać twoją nową twórczość, na pewno poruszy mnie tak samo jak ta.
    Nie mogę uwierzyć, że już się z nimi żegnamy....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za piękny komentarz :) Łza mi się w oku kręci, gdy czytam tak miłe słowa, na które nie zasłużyłam. Pozdrawiam :*

      Usuń
    2. oczywiście że zasłużyłaś, na pewno będziesz czytać takie pochlebne opinie jeszcze nie raz :)
      i jeżeli będziesz miała kiedyś czas to zapraszam do mnie na nowy rozdział, mam nadzieję, że Ci się spodoba :)

      Usuń
  13. Ja nie umiem... Dziękuję Ci za te kilka miesięcy... To jest piękne <3
    Pozdrwiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również dziękuję za obecność i komentarze :) Pozdrawiam!

      Usuń
  14. Ja...ja nie wiem. Zupełnie nie wiem co napisać, jak wyrazić to co skumulowało się w moim sercu, w mojej głowie...Czułam podświadomie od kilku rozdziałów, że to przecież nie skończy się dobrze, że mimo tego jak bardzo się kochali nie uda im się być razem. Ale to co przedstawiłaś i co najważniejsze jak...brak mi słów. Pokazałaś jak bardzo toksyczna może być miłość dwojga ludzi. Bo mimo całego uczucia pomiędzy nimi, pomimo tego co tworzyło i jeszcze mogło tworzyć się w ich relacji, uważam że to było toksyczne, niszczące. I ten epilog przecież udowodnił, że tak silne uczucie może spowodować nawet śmierć...śmierć obojga, bo bez siebie istnieć nie potrafią. I teraz, już po tym wszystkim, czuję ucisk w klatce piersiowej, ucisk, który oznacza i podkreśla jak bardzo trafiłaś do mojego serca, do środka samej mnie tym opowiadaniem. I dziękuję Ci cholernie, za to, że to opowiadanie powstało, za to, że dostałam szansę tutaj trafić, że mogłam to przeczytać. Bo to było najlepsze, co w tym momencie mojego życia mogło mnie spotkać. Pozwoliłaś mi oderwać się od codzienności, pozwoliłaś...pozwoliłaś po prostu być od samego początku, uwierzyć...przetrwać. Dziękuję. I obiecuję, że wrócę, że będę na Twoich innych opowiadaniach, nawet jeśli nie pozostawię po sobie śladu. Ale będę, bo nie da się obojętnie przejść obok nich.
    Pozdrawiam. I ściskam. Bardzo mocno.
    VE.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie za komentarz :) Pozdrawiam bardzo mocno :*

      Usuń
  15. Czytałam mnóstwo opowiadań. Dużo razy zżyłam się z bohaterami... Ale nigdy tak nie przeżyłam epilogu. Odchodziłam wielokrotnie od tekstu, nie mogłam wytrzymać i tak bardzo płakałam...
    Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  16. Wow.. Teraz nie wiem co mam Ci napisać.. Siedzę zabeczna przed komputerem i brakuje mi słów.. Smutne to.. Laura nie umiała znieść cierpienia jakie zadawał jej każdego dnia. On sam przez to cierpiał.. Oboje się kochali, a tak naprawdę rozdzieliło ich głupie nieporozumienie, bo gdyby nie to, że Ona zobaczyła go w tym pokoju z Petrą nie poszła by do Ryśka. Gdyby nie podejmowała tak pochopnych decyzji to wszytko mogło by się potoczyć inaczej. Jednak nie mogę obwiniać o to wszystko tylko i wyłącznie Laurę, bo kłamstwa Andreasa też miały w tym swój udział. Zaskoczyłaś mnie zakończeniem, bo nie byłam przygotowana na samobójstwo ich obu. A miejsce, w którym Andi to zrobił.. Eh.. On czuł coś do niej od początku..Niestety to co się stało to już się nie odstanie, ale oboje mają szanse znaleźć się gdzieś tam po śmierci w innym świecie i mam nadzieję, że tak właśnie się stanie. Płakałam od początku, ale gdy na końcu napisałaś o chrzcie.. Rozkleiłam się totalnie. Zawsze trafiałaś do mojego serca, każdym słowem napisanym na tym blogu. Zawsze z niecierpliwością czekałam na każdy Twój rozdział i choć czasem wiedziałam, że nie będzie wesoło po prostu cieszyłam się, że będę mogła przeczytać coś tak wspaniałego. Jest to jeden i jedyny blog o skoczkach narciarski, który aż tak bardzo sobie cenię i na pewno nigdy nie zapomnę opowiadania o Andreasie Wellingerze w Twoim wykonaniu :* Skoczkowa jesteś naprawdę świetną blogerką i nawet nie waż mi się sprzeciwiać! :) I choćby człowiek miał serce z kamienia przy Twoim stylu pisania na pewno by mu drgnęło :*
    Bardzo chciałam Ci podziękować, że mogłam tu z Tobą być i przeżywać ich historię.. :) Za każde słowo, zdanie. Po prostu za wszystko.! ;*
    Może historia Laury i Andreasa zakończyła się ona happy endem, ale była ona magiczna i nasycona ogromem emocji! :*
    Naprawdę jesteś jedyna i niepowtarzalna! :)
    Jesteś wielka! :*
    Pozdrawiam i chylę czoła!:*
    Kondziorek ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci pięknie, Kondziorku :) Twoje komentarze zawsze przyjemnie mi się czytało, a tym razem to nawet uroniłam łezkę ;) Jestem bardzo szczęśliwa, bo posiadam cudowne czytelniczki i Ty jesteś jedną z najlepszych, które najmilej wspominam :) Pozdrawiam cieplutko ;*

      Usuń
  17. O Matko. Nie wiem po prostu, co powiedzieć. Domyślałam się, że Laura może chcieć się zabić, ale myślałam, że Andi ją znajdzie. A nie, "podwójne" samobójstwo. Dziękuję za to opowiadanie, bo dużo dla mnie znaczyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za obecność i komentarz :)

      Usuń
  18. Przede wszystkim bardzo dziękuję Ci za to opowiadanie, wzbudzało we mnie wiele tak różnych emocji, od radości z ich szczęścia po rozpacz. Od początku czułam, że opowiadanie to będzie wyjątkowe, tak jak wyjątkowa jest w nim Laura, żałuje tylko jednego, żę nie dane i było żyć długo i szczęśliwe jak w bajce, ale życie to nie bajka i tu sie zgodze. Cieszę się, że tu trafiłam, tu każdy rozdział był inny, wyjątkowy czekałam na nie z niecierpliwością i znajdując cieszyłam sie jak małe dziecko dostając prezent od mikołaja. Reasumując smutno mi, że kiedy kolejny raz tu zajrzę nie będzie tu już nigdy nic nowego, mam jednak nadzieję, że stworzysz jeszcze wiele dorównujących tej historii opowiadań, a cichą nadzieję, że napiszesz ponownie o Andreasie. Dziękuję za wszystko, pozdrawiam. AG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że kiedyś znów napiszę o Andreasie i innych Niemcach, bo uwielbiam ich i bardzo dobrze mi się o nich pisze :) Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :*

      Usuń
  19. Nie jestem w stanie niczego sensownego napisać, ale się postaram. Popłakalam się, tak ryczalam, że niekiedy łzy przysłanialy mi tekst.
    Przewidywalam, że Laura popełni samobójstwo, ale Andreas?
    Chrzciny dzieci Sabine i Wankiego wywołały u mnie ogromne wzruszenie. Mój 10- letni brat śmiał się ze mnie, że jestem wielką płaczką. Ale nie da się nie uronić choć jednej łzy, kiedy czyta się ten fenomenalny epilog.
    Na koniec tego bezsensownego komentarza, który pisze na telefonie, zanosząc się spazmatycznym płaczem, chcialam ci podziękować. Ta historia urzekła mnie od samego początku, a twój styl pisania, no co by duzo pisac, jest fenomenalny. Cięzko mi z myślą, że to juz się skończyło, ze nie doczekam się kolejnego rozdzialu. Ale wszystko kiedys sie kończy, więc będę musiała się z tym pogodzić.
    Na sam koniec życzę ci weny i jeszcze raz ogromnie dziękuję za cudowne emocje, które dostarczyło mi to opowiadanie. Jesteś niesamowita.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie za komentarz :* Będę tęsknić za Laurą i Andim, ale najbardziej za czytelniczkami, choć mam nadzieję, że chociaż kilka przeniesie się ze mną na kolejne blogi. Pozdrawiam :*

      Usuń
  20. Z góry przepraszam, za to że większość moje zdań może nie mieć sensu, ale miota mną bardziej niż Pointnerem w Zakopanem...
    Miałam wziąć chusteczki w razie mojego rozemocjonowania, którego spodziewałam się, iż nastąpi. Wszystko było okej, dopóki nie doszłam do 3 akapitu od końca. Wtedy mój misterny plan się zawalił.
    Nie wiem dlaczego, ale zanim przeczytałam epilog miałam dziwne przeczucie, że opowiadanie skończy się tak jak się zaczęło, ale tym razem skutek będzie smutniejszy. Widać, nie myliłam się.
    Ból jaki towarzyszył Laurze pewnie był nie do opisania, ale ty zobrazowałaś go tak, że sama poczułam jak musi się czuć. Nie wiem, czy sama nie postąpiłabym jak ona.
    Andreas? Ten kochany Pieszczoszek zawalił na całej linii. Dwa nieporozumienia z Petrą i Laura przespała się z Richardem, a potem zabiła. Duma i honor zaprowadziły go prawie na skraj desperacji. Teraz jest gdzieś tam, gdzie razem z Laurą jest szczęśliwy.
    Przynajmniej Wank i Sabine są razem. Ba! Nawet mają dzieci. Dzieci, które noszą imiona ich najdroższych, nieobecnych przyjaciół...
    A ja znowu ryczę. Piszę ten komentarz już ze 20 minut i nie mogę skończyć, bo co chwila muszę się opanowywać. Nie ma sensu pisać dalej, bo wychodzą jakieś brednie.
    Na koniec chcę Ci podziękować za tak wspaniałe opowiadanie, które z przyjemnością będę czytać jeszcze po kilka razy.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsze zdanie Twojego komentarza wywołało u mnie atak niekontrolowanego śmiechu przez łzy :) Trafiłaś w sedno, czułam się tak samo! Dziękuję pięknie za obecność i za pozostawienie opinii. Zżyłam się z Wami wszystkimi. Pozdrawiam :*

      Usuń
  21. Płakałam tak mocno tylko raz podczas czytania. Proszę, nie zmarnuj tego talentu, który masz - wzbudzanie emocji w czytelnikach to niezwykła sztuka, a Ty epilogiem sprawiłaś, że poczułam, jakbym przypatrywała się zmarłej Laurze i zrozpaczonemu Andreasowi, schowana gdzieś w tłumie gapiów z głośno bijącym sercem i urywanym oddechem.

    Gratuluję.

    Masza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dziękuję i postaram się wykorzystać tą umiejętność jeszcze wiele razy. Jest mi niezmiernie miło. Pozdrawiam serdecznie :*

      Usuń
  22. Bardzo dawno, od niepamiętnych czasów, płacze podczas czytania. i łzy pojawiły się nie od razu, nie kiedy Laura skoczyła... dopiero słowa Andiego, pędzącego wprost w budynek, spowodowały moje łzy. A o ostatnich słowach epilogu nie wspomnę.! Jesteś wybitną pisarką i nawet jeżeli usmiercasz mojego kochanego Pysiaczka, robisz z Kubusia i Dawidka gejów, a z Maćka i Gregora poniekąd pomylonych psychicznie, to dla mnie i tak będziesz najlepsza. EVER.
    Zabieram się za prolog i oczekuje książki z Twoim nazwiskiem na okładce .! ;))
    Pozdrawiam,
    Caluję
    ~Ania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znów się śmieję przez łzy! Zawsze muszę zrobić coś ze swoimi bohaterami i nie wiem czy ich żyjącym odpowiednikom by się to spodobało :P Dziękuję pięknie za komentarz :) Uśmiechnij się :*

      Usuń
  23. Ty wariatko, co ty zrobiłaś? :( xd
    Nawet nie wiesz jak teraz płaczę.... :(((
    Łudziłam się że oni na końcu opowiadania będą razem, ale niestety...
    Niesamowicie piszesz, wywołujesz wielkie emocje.
    I jeszcze te imiona dla dzieci - Andreas i Laura.. :(((

    Szkoda że ten blog się skończył, był zdecydowanie moim ulubionym (oczywiście razem z blogiem o GS) . Będzie mi go brakować..
    Jejciu, nadal płaczę...
    Iii masz już czytelniczkę na nowym blogu!

    Ten blog to naprawdę świetne dzieło.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komentarz :* Wiem, jestem wariatką ale to smutne zakończenie podobało mi się o wiele bardziej, niż pozytywne (miałam spisane również i takie). Pozdrawiam cieplutko :*

      Usuń
  24. Pierwszy raz w ciągu całego opowiadania nie wiem co powiedzieć...Płaczę jak głupia, a jednocześnie zakończenie tak idealnie mi pasuje ,żaden happy end nie oddałby tego wszystkiego....Perfekcja pod każdym względem,było tu wszystko co potrzebne. Jak dobrze,że nie zmieniłaś zakończenia, opowiadanie straciłoby swą magię, urok, które czynią je niesamowitym.Chciałam na koniec napisać taki piękny długi komentarz, ale za cholerę nie potrafię...Brak mi słów w gębie i to Ty do tego doprowadziłaś, wielki wyczyn, odebrać mowę takiej gadule jak ja i jeszcze doprowadzić w totalne osłupienie.Jedyne co mogę zrobić to podziękować za każde słówko,zdanie,akapit,rozdział. Doprowadziło do wielu refleksji i nie raz poprawiało humor. Jesteś wielka tak po prostu! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam bliska zmiany, ale mój ośli upór wygrał :) Twoje komentarze zawsze są piękne i wiele dla mnie znaczy Twoja opinia. Dziękuję Ci za to, że tu byłaś, zaznaczałaś swoją obecność i podsyłałaś mi na tt te śmieszne i poryte obrazki :* Pozdrawiam bardzo cieplutko :)

      Usuń
  25. Z góry przepraszam, za ten (zapewne) nieskładny komentarz, ale jestem cała zapłakana, łzy przysłaniają mi ekran komputera jak i klawiatury, i cała się trzęsę. Chciałam Ci napisać długi i sensowny komentarz, w którym zawarłabym wszystko co chciałabym Ci przekazać, ale ze względy na mój straszny stan emocjonalny, pewnie to się nie uda.
    Piękne opowiadanie o prawdziwej miłości, która przezwycięży nawet śmierć. Laura i Andreas.... tak bardzo mi ich szkoda. Tak bardzo się kochali, tak bardzo cierpieli przez swoje głupie wybryki, tak bardzo chcieli mieć siebie nawzajem, tak bardzo chcieli patrzeć sobie w oczy..... a nie mogli. Po prostu, nie mogli. Laura nie wytrzymała bólu i cierpienia,a Andreas nie wyobrażał sobie życia bez ukochanej.
    Gdy tylko zobaczyłam, że dodałaś epilog musiałam na chwilę przystopować i odetchnąć, bo byłam tak bardzo zdenerwowana i wiedziałam, że czytanie będzie mnie kosztować wiele emocji. W pewnym momencie musiałam przestać czytać, bo nie mogłam opanować płaczu i znieść tego bólu i cierpienia, które przeszywało Laurę.
    Chciałam Ci podziękować. Za te wspaniałe rozdziały, za te emocję, których dostarczałaś z każdym nowym wpisem, za to, że dzięki temu opowiadaniu mogłam przenieść się w całkiem inny świat i za to, że pisałaś je w taki sposób, że miałam poczucie, że to ja jestem Laurą i przeżywam to wszystko. Każde napisane przez Ciebie zdanie widziałam własnymi oczami. Widziałam kokietującą Andreasa Petre, zapłakaną Laurę, karetkę, rozpędzonego Wellingera, oczywiście nie tylko te złe momenty. Ich wszystkie wspólne chwile, gdy Andi zabrał ją za miasto..... Odpływałam, po prostu odpływałam czytając to cudo. Masz ogromny talent do pisania, dlatego trzymam za Ciebie mocno kciuki, abyś spełniła swoje marzenia i została pisarką. Mam nadzieję, że za parę lat wchodząc do księgarni zobaczę książkę z jakimś bocznym dopiskiem: "Zaczynałam w internecie, pisząc blogi o skoczkach narciarskich, pod pseudonimem skoczkowa90." Szczerze Ci tego życzę.
    Myślę, że lepiej zakończyć ten mój nieskładny i bezsensowny komentarz. Nie ma sensu żebym pisała więcej, bo zaczynam już powoli bredzić jakieś pierdoły i muszę się w końcu doprowadzić do normalnego stanu (chusteczki mi się jeszcze skończyły!). Mam nadzieję, że zrozumiesz lub domyślisz się co chciałam Ci przekazać pisząc to coś, zwane podobno komentarzem. Jeszcze raz dziękuję za tyle emocji. Oczywiście cały czas będę z Tobą na blogu o Gregorze i za chwilę zabieram się do przeczytania prologu, na opowiadaniu o Maćku. Dziękuję (przekroczyłam już limit tego słowa) i pozdrawiam cieplutko!
    PS. "Będziemy razem, nawet w piekle" - na długo pozostanie to w mojej pamięci, na bardzo długo.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najchętniej to wydrukowałabym sobie Twój komentarz i powiesiła nad łóżkiem, by w chwili zwątpienia zerkać na niego i podładowywać własną samoocenę ;) Dziękuję Ci bardzo, te słowa to jedne z najmilszych, jakie w życiu przeczytałam. Kurczę, chyba znów będę płakać. Pozdrawiam serdecznie :*

      Usuń
  26. Płakałam jeszcze przed przeczytaniem tego epilogu. Włączyłam sobie najpierw tą piosenkę, którą nam poleciłaś na samym początku i, mimo że to absolutnie nie są moje klimaty, popłakałam się jak dziecko. Tekst faktycznie idealnie oddaje to co wydarzyło się w tym ostatnim rozdziale.
    Przed przeczytaniem płakałam, a teraz to już po prostu wyję. Ryczę jak bóbr i nie umiem przestać. Ręce mi drżą kiedy to piszę i bez przerwy coś muszę poprawiać, bo od tego drżenia wkrada mi się tu mnóstwo literówek. Wiedziałam, że to się skończy źle, że łzy bez wątpienia się poleją, ale nie sądziłam, że tak intensywnie to wszystko poczuję. Cholera jasna. Chyba nie jestem w stanie napisać nic więcej na temat tego epilogu.
    Zawsze podobał mi się sposób w jaki opisywałaś te wszystkie zdarzenia i przede wszystkim uczucia. Mogłam się poczuć jak bezpośredni uczestnik tej historii, a nie tylko zwykły czytelnik, obserwujący to wszystko z boku. Jesteś ewidentnie jedną z najlepszych blogerek i mam nadzieję, że jeszcze trochę pobędziesz w tej blogosferze. Zmykam teraz na Twojego nowego bloga, bo Twoja twórczość uzależnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta piosenka to również nie moje klimaty, ale odkryłam ją już dawno temu i niezmiennie, przy każdym odtworzeniu, przypominała mi w jakiś sposób o Laurze. Wiedziałam, że ją uśmiercę już od początku i słowa tej piosenki miały wyrazić żal Andreasa po stracie ukochanej. Dziękuję Ci pięknie za komentarz i zapewniam, że z blogosfery nie uciekam, a co więcej, zamierzam się rozgościć na dłużej, bo chyba nie umiałabym już bez tego żyć :) Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  27. Ktoś napisał w komentarzach, że chwyciłaś go za serce epilogiem. No cóż - moje serce zwyczajnie wyrwałaś, pomięłaś między palcami, obwiązałaś żelaznym łańcuchem z mosiężną kulą na końcu i wyrzuciłaś z okna, z którego skoczyła Laura, a w tle brzmiała dodana przez Ciebie piosenka. I to wszystko sprawiłaś jednym zdaniem!
    Tak, ostatnie słowa Andreasa jeszcze przez długi czas będą obijać się echem w mojej głowie.
    Tak bardzo, jak poprzednie rozdziały po prostu mi się podobały, ten wzbudził we mnie niesamowicie skrajne emocje - i nie chodzi tylko o wilgotną sierść mojego kocura. Uśmiechnęłam się szerzej, czytając Twój wstęp, bo całe moje życie składa się z "podnoszenia głowy i uśmiechania się", a przynajmniej bardzo staram się, by tak było. Potem odrobinę, ale tylko odrobinkę, popłakałam w brzuch kota, ale myślę, że to były dobre łzy. Nie przywiązałam się ani do Laury, ani do Andreasa, ale to właśnie zakończeniem ich historii sprawiłaś, że dość głośno i szczerze nad nimi zapłakałam.
    Życzę Ci samych takich rozdziałów, bo każdym słowem przemówiłaś do mnie naprawdę i realnie, a ja czułam, jakbym pomiędzy tymi literami na kilka minut znalazła się w świecie, w którym Andreas gotów jest dogonić umierającą Laurę, a Sabine i Wank opłakują swoich przyjaciół.

    " — Będziemy razem, nawet w piekle — szepnąłem, a sekundę później całe wielkie niebo zwaliło mi się na głowę."

    Powodzenia i jak najwięcej uśmiechu!
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zdołałam w jakiś sposób chwycić za serce również i Ciebie :) Także życzę Ci dużo uśmiechu! Pozdrawiam cieplutko i dziękuję za komentarz :*

      Usuń
  28. To opowiadanie było świetne. Mimo iż skończyło się tragedią nie jest mi żal. Ale jednak ryczę jak głupia. Andreas i Laura byli świetną parą mimo tych kłótni naprawdę się kochali. Nie wiem co wiecej mogę powiedzieć. Po prostu braluje mi słów jak jeszcze nigdy w komentarzu na tym blogu. To opowiadanie było piękne,niesamowite jedyne w swym rodzaju... będzie mi brak tego usmiechniętego Andreasa,innej niż każda dziewczyna Laury oraz rozbrającego Wanka i ... mam nadzieję,że u epilog również skomentujesz. Pozdrawiam i powodzenia w dalszym pisaniu. Jutro napewno zajrzę na nowy blog. A teraz spadam spać. Dobranoc Lauro i Andreasie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci pięknie za komentarz i obecność, bo wiem, że byłaś i komentowałaś regularnie :* Ja także bywałam u Ciebie, choć teraz mam zaległości. Nadrobię je z chęcią, mam nadzieję, że poczyniłaś duże postępy :) Pozdrawiam :*

      Usuń
  29. Wstrzymywałam się z komentarzem do zakończenia, choć to było trudne. Nie spodziewałam się takiego końca. Tym bardziej mnie zaskoczyłaś. Ale mimo wszystko, to było jedno z najlepszych opowiadań jakie kiedykolwiek przeczytałam! I będę do niego wracać jak tylko będę mogła :D Masz genialny talent i chętnie zabiorę się za kolejne Twoje dzieło :D Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci pięknie za komentarz :) Pozdrawiam cieplutko i polecam się na przyszłość :)

      Usuń
  30. Nie wiem co powiedzieć...
    Sprawiłaś że czułam się Laurą, czułam to samo, wszystko dokładnie tak jak ona. Czułam jak gdybym to ja była w tych wszystkich miejscach, jak gdybym to ja straciła właśnie życie z miłości.
    Dziękuję Ci za to. Dziękuję za to że przez te kilka miesięcy chociaż na chwilę mogłam oderwać się od licealnej rzeczywistości, od straszenia maturą, która będzie za rok, od wszystkich ludzi, od tego świata, który tutaj mamy. W każdym dniu, w którym pojawiał się nowy rozdział na kilkanaście minut znikałam stąd odsyłając moją szarą rzeczywistość w zapomnienie. Za to jestem Ci bardzo wdzięczna. Przez cały czas czytania epilogu w oczach miałam łzy, a od czasu kiedy Laura popełniła samobójstwo, spływały one ciurkiem po policzkach. Pięknie opisałaś tę miłość, mimo, że była ona toksyczna i prowadząca do śmierci to była miłością prawdziwą, szczerą, jedyną. Chciałabym taką przeżyć i nawet za cenę śmierci. Przepraszam, że nie pod każdym rozdziałem pisałam komentarze, ale czasem po prostu nie miałam czasu ani pomysłu, a nie chciałam pisać czegoś prostego, zupełnie zbędnego. A na koniec, chcę życzyć Ci, żeby nigdy nie znudziło Ci się pisanie. Weny nie mam co życzyć, bo ona raz jest a raz nie i to całkowicie normalne. Talentu masz już nadmiar, więc jego również nie mam Ci co życzyć. Mam nadzieję że pisanie, jak najdłużej będzie Ci sprawiać przyjemność i że z każdego nowego opowiadania będziesz czerpała radość bo to jest najważniejsze. A teraz jeszcze raz OGROMNIE DZIĘKUJĘ za wszystko! Za to, że po prostu byłaś. I mimo, że nie znam Cię osobiście to czułam jak gdybyś była mi bliską osobą, przyjaciółką. Czasem miałam ciężkie chwile i to właśnie dzięki Tobie za każdym razem wracałam do rzeczywistości, zawsze byłaś i miałaś czas kiedy inni go dla mnie nie mieli. DZIĘKUJĘ!
    Ps. Mam tylko nadzieję, że opowiadania o Gregorze nie skończysz tak szybko :) Chociaż to Ty decydujesz i my zawsze dostosujemy się do Twoich decyzji. Ale nie kończ szybko <3
    Do zobaczenia!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, kolejny komentarz przez który prawie się rozbeczałam :P Mam takie same odczucia — chciałabym przeżyć taką miłość, nawet jeśli miałaby być taka tragiczna. Może to nie jest dobre podejście do życia, ale kto zabroni mi bycia niepoprawną romantyczką? :) Ciesze się, że moje opowiadanie było dla Ciebie w jakiś sposób oderwaniem od szkolnej rzeczywistości i chcę, żebyś pamiętała, że każdą z Was traktuję jak bliską sercu osobę i zawsze służę rozmową :) Pozdrawiam Cię serdecznie :*

      Usuń
  31. Dziękuje, po prostu dziękuje Ci za to co zrobilas. Błogosławie dzień w ktorym trafiłam na to opowiadania, na Ciebie tu, na tumbrl... Kobieto nie wiem co mam powiedzieć. Wiele razy podczas czytania epilogu przerywalam, przez łzy słabo było widać literki, te przemyślane przez Ciebie. Ryczalam jak głupia, zastanawiając sie nad sensem życia, miłości i wielu innych aspektów. Od początku epilogu zastanawiałam sie w jaki sposob Laura odbierze sobie zycie, wiedziałam ze to sie stanie, ale Andreas? Nie spodziewałam sie...... Przepraszam kolejne łzy napływają mi do oczu i powoli suną sie po rozrzazonym policzku. To opowiadanie pozwalało odrywać sie od rzeczywistości. Pare razy dziennie sprawdzalam czy nie oddalas nowego rozdziału- chyba uzależnieniem mozna to nazwac? Nie wiem jak teraz dalej bedzie bez Laury i Andreasa, tych ich wiecznej, toksycznej miłości. Cieszę sie ze sa inne opowiadania ale.. Ten był niepowtarzalny. Wzbudzał tyle emocji... Nie wiedziałam ze pismem mozna przekazać tak wielkie uczucia, wywołać je u człowieka. Ale to potwierdza jak wielka osoba jestes! W głębi duszy czekam na dzien w ktorym w Empiku bede stac w kilometrowej kolejce po wój autograf na jednej z

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cos mi ucięło... Książek Twoich. Pamiętaj jestes wielka. Nie rezygnuj z tego co robisz. Ściskam najmocniej na świecie. Dziękuje!! <3

      Usuń
    2. Swoim komentarzem wywołałaś we mnie wielkie uczucia i bardzo Ci za to dziękuję, bo po raz kolejny mam ochotę płakać ze szczęścia nad tym, że istnieją na świecie tak wspaniałe osoby jak moje czytelniczki :) Pozdrawiam Cię cieplutko i obiecuję, że będę się starać, by moje kolejne opowiadania były coraz lepsze i dawały nadzieję na to, że każdej z nas może przytrafić się coś wspaniałego :)

      Usuń
  32. Nie potrafię nic powiedzieć.... Dziękuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również dziękuję, że zostawiłaś ślad :)

      Usuń
  33. Dokonałaś wielkiej sztuki kończąc to opowiadanie i za to dziękuję ci z całego serca. Tu już nie chodzi o to, że skończyło się, jak skończyło, ale dokonałaś tego, dopięłaś je na ostatni guzik i zrobiłaś to w taki sposób, że tylko pozazdrościć. Teraz jedynie życzę Ci dużo wizji na następne opowiadanie i postaram się zagłębić także w tamtym, chociaż to już nie to samo, bo opowiadanie o Wellingerze było dla mnie faktycznie czymś, czego nie zapomnę już nigdy. Zrobiłaś to zanim Andi stał się idolem, bóstwem, ideałem czy kimkolwiek innym dla tych wielu dziewczyn i za to Ci dziękuję. Potrafiłaś je zacząć w tamtym momencie i skończyć teraz. Pewnie powstaje już pełno nowych opowiadań o tym skoczku, ale twoje będzie na zawsze w mojej pamięci - nie wspominają o tym, że opowiadając ostatnio koleżance o jednej książce, w połowie wypowiedzi zorientowałam się, że zaczęłam mówić o twoim opowiadaniu :) Co tu dużo mówić, jakbyś kiedyś wydawała jakąś książkę to daj znać, z chęcią przeczytam :)

    Ps. Gregorowe też odwiedziałam, ale nie ma tam po mnie śladu, więc wiedz, że cisi wielbiciele nadal się ukrywają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :* Związałam się z tym opowiadaniem jak z żadnym innym, bo zaczęłam je pisać, zanim Welli stał się bożyszczem tłumów :) Wybrałam go na bohatera, bo jego pojawienie się na skoczni zawsze wzbudzało we mnie wielką sympatię. Mam tak, że automatycznie lubię niektórych skoczków i nie chodzi tu o wygląd zewnętrzny. Przywiązałam się do tego dorastającego dzieciaka! Szkoda mi, że to już koniec. Cieszę się, że to opowiadanie wyróżnia się spośród innych. Nie spodziewałam się tego. Pozdrawiam cieplutko :*

      Usuń
  34. Przez cały czas czytania tego opowiadania,za każdym razem czułam się jakbym była właśnie Laurą. Tą kruchą istotką, która miała w sobie tajemnice. Byłam tak zafascynowana tą historią, że potrafiłam kilka razy dziennie wchodzić na bloga albo kilkukrotnie czytać rozdział. Historia piękna a zakończenie? Wspaniale napisane a przecież, gdzieś tam na górze się spotkali, może sobie wybaczyli...
    A zachowanie Sabine i Wanka przy nadawaniu imion dzieciom, no łezka poleciała i to nie jedna.Łezki się polały bo nie tak sobie wyobrażałam zakończenie, ale to dobrze przynajmniej trochę sobie pomyślałam.
    Miłość bywa okrutna, ale piękna bo przecież wspaniałych wspomnień nam tam na górze nie odbiorą...

    Dziękuje, że napisałam takie opowiadania i za to, że mam przyjemność czytać tak piękne historie. DZIĘKUJE! :*
    Mam nadzieję, że już niedługo spotkamy się u Gregora :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda z nas jest taką Laurą... Miała ona w sobie cząstkę mnie i jestem zadowolona, że zdołałam Wam to jakoś przekazać :) Na pewno spotkali się gdzieś, gdziekolwiek poszli, bo prawdziwa miłość jest wieczna i żyje nawet po śmierci. Pozdrawiam cieplutko i dziękuję za komentarze, obecność... to wiele dla mnie znaczy :)

      Usuń
  35. W momentach takich jak ten, zawsze cholernie żałowałam że jestem tak bezduszna że śmierć mnie nie rusza. To się zmieniło z chwilą kiedy przeczytałam ostatnie zdanie tego epilogu. Nie chodzi o to że się poplakalam czy coś takiego, bo akurat nie pozwala mi na to moje twarde serce. Ja po prostu tocze teraz taką wewnętrzną konwersacje między mózgiem i sercem, bo to zakończenie przypomina mi "Romea i Julię" i teraz tak się zastanawiam czy bardziej adekwatne jest to zakonczenie czy gdyby był happy end. Tego juz się nie dowiem, niestety, ale dziękuję, że pisałaś tak wspaniałe i niecodzienne opowiadanie :)
    I hmm "do popisania" na kolejnym twoim blogu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że happy end nie byłby dobrym rozwiązaniem jeśli chodzi o to opowiadanie. Przede wszystkim dlatego, że to miała być smutna historia już od samego początku. Dziękuję Ci pięknie za komentarz :* Pozdrawiam!

      Usuń
  36. Cały czas pisałaś, że na końcu będzie katastrofa, ale aż takiej się nie spodziewałam. Nie lubię takich zakończeń. No tak. Pewnie nikt nie lubi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt nie lubi, ale wiemy, że takie zakończenia przeważają nad tym szczęśliwymi. Nie chcemy tego zauważać, ale tak jest. Pozdrawiam i dziękuję za obecność :*

      Usuń
    2. I tu się nie do końca zgadzam. Myślę, że po prostu trudniej jest napisać szczęśliwe zakończenie, ale takie, żeby wywierało odpowiednie wrażenie, a jednocześnie nie było ani zbyt banalne, ani melodramatyczne.

      Usuń
    3. Nie miałabym problemu z napisaniem szczęśliwego zakończenia, ale to kłóciłoby się z moją obecną wizją ciekawej historii miłosnej.

      Usuń
    4. Nie chodziło mi o to, że byś miała problem napisać, a raczej ogólnie o sytuację happy endu :P Nie zgadzam się, że nieszczęśliwe zakończenia są lepsze. Happy end też może robić wrażenie, ale łatwo popaść w banał.

      Usuń
  37. Zacznę od tego, że nie żałuję, że w zimowej przerwie świątecznej nie miałam, co robić, bo dzięki temu trafiłam na to opowiadanie ;) Pamiętam, że jeszcze raz postanowiłam przeczytać 'Dziewczynę mojego brata' i tam znalazłam link. I nie żałuję, że byłam z Tobą od 10 rozdziału ;)
    Nie wiem, co mam powiedzieć. Nawet nie wiem, czy po przeczytaniu 25 rozdziału kiełkowała mi się w głowie myśl, że Laura może popełnić samobójstwo. Może coś tam było, ale kurczę nie jestem w stanie sobie tego przypomnieć. Wiem, że był dodawany we wtorek, ale pamięć już nie ta ^^ Jednak nie o tym chciałam pisać...
    Jest mi tak strasznie smutno. Z tak wielu powodów...
    Oni nie zasłużyli na taki los. Miało być pięknie, mieli do siebie dotrzeć, mieli stworzyć szczęśliwy związek. A co nam zaserwowałaś zamiast tego? Dwa samobójstwa. Laura nie udźwignęła tego ciężaru. Nie potrafiła dalej funkcjonować z myślą, że Andi jest obok, a ona nie może go mieć, dotknąć. Tęskniła za nim, pragnęła i go przede wszystkim kochała z całych sił. Andi również- chciał jej przecież wybaczyć. Jednak nie zdążył jej tego wyznać, nie zdążył powiedzieć jej, że cały czas ją kocha, mimo wszystko. Z Richardem rozliczył się po męsku i ja stwierdzam, że mu się należało, bo późniejsze potraktowanie Laury- brak słów.
    Zarówno Laura i Andi nie zdążyli ze sobą porozmawiać. I oboje umarli z miłości. Ona nie mogła znieść tego, że całował się z Petrą, że już nigdy nie będzie jej i postanowiła targnąć się na swoje życie...I już zawsze będzie jej towarzyszył ten ukochany odcień błękitu.
    A Andi...On również nie mógł podnieść się po tym wszystkim, a świadomość śmierci Laury również pchnęła go do takiego czynu. Poświęcił wszystko, byleby ponownie z nią być. Nieważne gdzie. Ważne, że razem.
    I to było zakończenie piękne na swój sposób. Nie było happy endu, ale ono poruszyło mnie na swój sposób, bo pokazało, że nie tylko w normalnym życiu można być razem. Później również mimo tych wszystkich, przykrych zdarzeń.
    A pamięć o nich na zawsze pozostała w pamięci ich bliskich w postaci dzieci Sabine i Andreasa ;) Chociaż oni odnaleźli drogę do pełni szczęścia! ;)
    Dziękuję Ci za to opowiadanie, za niesamowite emocje, które przeżyłam, za to, że codziennie zastanawiałam się nad ich dalszymi losami. Pisz dla nas jak najwięcej ;) Ja na pewno będę ^^
    Buziaki! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci pięknie za wszystkie komentarze i obecność :) Również ten komentarz był niezwykle wnikliwy i cieszę się, że kolejna osoba czyta, a nie tylko omiata wzrokiem — to jest dla mnie bardzo budujące :) Pozdrawiam cieplutko i polecam się na przyszłość:*

      Usuń
  38. po prostu sie poplakalam, rzadko placze ale to mnie rozwalilo, zylam ich zyciem przez kilka miesiecy i nagle koniec umarli, dzieki wielkie za to ze przez ciebie mialam co przezywac :) ale nienawidze cie za to ze tak to sie skonczylo, chcialabym zeby to trwalo wiecznie :D najbardziej zaluje ze nie ma tu tego co czul Richard no bo jednak odegral tu wazna role, DZIEKI ZA WSZYSTKO <3 to byla najpiekniejsza historia jaka przeczytalam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Także żałuję, że nie mogłam lepiej zobrazować uczuć i myśli Richarda. Muszę się jeszcze wiele nauczyć, by moje historie były kompletne pod każdym względem. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam cieplutko :*

      Usuń
  39. Dawno tak nie płakałam jak dziś.
    Po prostu to co napisałaś uwolniło wszystkie emocje, jakie w sobie chowam w ostatnim czasie. Jesteś genialna i niezastąpiona. Ukazałaś tu tak cholernie bolesną prawdę o nas wszystkich. Kurcze... Czemu ludzie tacy są? Czemu podejmują tak debilne, tak tragiczne decyzje. I co gorsza nie sposób wskazać winnych... Bo niby możemy powiedzieć, że Laura wszystko zniszczyła idąc z Ryśkiem do łóżka. Że znała doskonale charakter swojego chłopaka i wiedziała co jej głupota może wywołać. Ale niesposób tak sobie słowa "głupota" użyć. Bo to nie była normalna szalona nastolatka, taka prawdopodobnie przeszłaby nad tym do porządku dziennego. Scena z dzieciństwa uwarunkowała całe jej życie, całą, krótką przyszłość. I same przypominają się już tu słowa "to dziecko nie będzie normalne". Przecież ona chciała się już zabić na samym początku tej historii. Wtedy spotkała Sabine, cudowną, pełną życia przyjaciółkę, powiedziałabym nawet że siostrę. I ta się pomogła jej pozbierać. Może nie powinna ją brać do świata skoków, może powinna zostawić w bardziej ustronnym miejscu, z dala od tysiąca par oczu? Albo i nie. Bo to Andi był lekarstwem na jej lęki. To on był jej prawdziwą drogą do ocalenia. I zawsze był fair, nigdy jej nie zdradził czy nie zostawił. I jestem świecie przekonana, że wcześniej czy później by wybaczył tę chwilę słabości.
    Ale życie jest okrutne i już nie mieliśmy szansy się przekonać.
    Najbardziej płakałam gdy on wjeżdzał w ten mur. I jasne, troszkę jest to wina mojego niezbyt zdrowego zachowania na widok tego pana, a nawet samo jego wspomnienie, ale nie tylko...
    Bo kurde, czemu gdy Laura się zabiła to tam stało tylu ludzi, a nikt o nim nie pomyślał. Mam w sobie taki wewnętrzny bunt pytający, czemu wsiadł do tego auta. Czemu Sabine zostawiła Laurę w hotelu, w tym stanie. Ale znowu się powtórzę, tak zwyczajnie musiało być;(
    I te słowa "będziemy razem nawet w piekle". Nie Welli, w żadnym piekle. Tylko w jakimś pięknym, nieograniczonym, nieosiągalnym wymiarze, w którym nikt im nie zaszkodzi, ani sami sobie nie zaszkodzą... Przynajmniej jako niepoprawna romantyczka chcę w to wierzyć...
    I na koniec ten piękny motyw przeplatania się śmierci i życiem.
    Wtedy już ryczałam na całość, nie wstydząc się niczego, ani nikogo.
    Wanki i Sabine, jako młode małżeństwo. Dobrze, że zostali razem, bo logiczne byłoby w sumie ich odsunięcie się od siebie, ucieczka dziewczyny przed światem skoków. I wszyscy tam jakoś wzajemnie się wspierają. Choć każdy już zawsze będzie myślał, że zawalił. I oby mała Laura i mały Andreasek, mieli dłuższe szczęśliwsze życie, bo to skąd wzięły się ich imiona po prostu zobowiązuje.
    Szkoda gadać ile to opowiadanie dało mi do myślenia. Im większy ból, tym więcej mądrości...
    Więc tak zwyczajnie dziękuję;)
    I czekam na Maćka ze spółką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejny piękny i wzruszający komentarz :) Dawno już nie czułam się tak dobrze, normalnie siedzę sobie teraz na jakiejś chmurce i się zachwycam tym jak idealne zostawiacie po sobie opinie. Nie zasłużyłam sobie nawet na połowę tych pochwał. Jesteś następną osobą, która pisze, że rozdział wycisnął łzy. Ja także płakałam, bo chciałabym, żeby to opowiadanie skończyło się dobrze, ale tak być nie mogło. Cieszę się, że wytrwałaś do końca. Pozdrawiam :*

      Usuń
  40. Szczerze mówiąc bardzo zaskoczyłaś mnie taką końcówką, spodziewała się że Laura może sobie coś zrobić ale nie Andi.Jeszcze ta końcówka z chrztem....Po prostu nie mogłam powstrzymać łez.Właściwie nie pamiętam kiedy zaczęłam czytać to opowiadanie, ale na pewno było to dość dawno, bardzo się z nim zżyłam, mimo że nie przepadam za Andim. Co jeszcze można napisać? Cyba najzwyczajniejsze w świecie dziękuję :) Nie mogę się już doczekać Maćka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :) Ja też nie mogę się doczekać Maćka, ale najpierw podgonię trochę blog o Gregorze, bo mam zaległości :)

      Usuń
  41. Z niecierpliwością sprawdzałam dzisiaj, czy nie pojawiło się nic nowego, ale tak naprawdę miałam cichą nadzieję, że jeszce nie będzie ostatniego rozdziału. Zwyczajnie nie chciałam się rozstawać z bohaterami i z tym opowiadaniem, choć pewnie jeszcze nie raz do niego wrócę. Właściwie to spodziewałam się takiego zakończenia wiedząc, że ma być nieszczęśliwe. A przecież wszystko mogło potoczyć się inaczej. .. Chyba nigdy wcześniej nie czytałam czegoś równie wzruszającego, przepełnionego emocjami. Brak mi słów. Wspaniale piszesz. Gdy czytałam każdy kolejny rozdział świat wokół mnie na chwilę przestawał istnieć. Była tylko Laura, Andreas i ich uczucie - tak silne i ogromne, że mogło wynieść ich na wyżyny a ostatecznie ich zabiło... Nie umiem już nic więcej dodać, bo tak wiele myśli plącze się w mojej głowie. Lidka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz, Lidko :) Zwlekałam z opublikowaniem epilogu, ale już dłużej nie mogłam. Te miesiące tak szybko mi zleciały i może nie wszystko w tym opowiadaniu było tak jak być powinno, ale to już koniec. Cieszę się, że kolejna osoba ujawniła swoją obecność. To dla mnie bardzo ważne. Jeszcze raz dzięki. Pozdrawiam!

      Usuń
  42. Postaram się coś skleić, ale nie wiem na ile mi to wyjdzie :)
    Więc na początek chcę Cię przeprosić, bo czytałam to opowiadanie, może nie od początku, ale od kilku rozdziałów jestem na bieżąco i nie komentowałam żadnego, bo brak pomysłu na komentarz, bo czas goni, bo to, bo tamto, sama rozumiesz :)
    To opowiadanie było jednym z lepszych jakie kiedykolwiek czytałam, jeśli nie najlepsze, naprawdę :) Cieszę się, że mogłam tutaj trafić i zatracić się w historii Andreasa i Laury.
    Wchodziłam tutaj po kilka razy dziennie, aby sprawdzić czy nie pojawił się nowy rozdział, a kiedy wstawiłaś epilog, jejku... rządziły mną skrajne emocje.
    Podejrzewałam, że Laura sobie coś zrobi, ale czytając epilog liczyłam, że Andreas się opamięta i ją w ostateczności znajdzie, wyzna miłośc i będą żyć długo i szczęśliwie :) Ale podwójnego samobójstwa chyba nikt tutaj nie przewidział! I to też jest coś, zaskoczyć wszystkich :D
    Jeszcze pytanie: "Za ich plecami zapłakała cicho kobieta, pochylając przedwcześnie siwiejącą głowę pod naporem wyrzutów sumienia." czyżby chodziło o Petrę? :)
    Pozdrawiam Cię i przesyłam mega uścisk, bo masz talent!
    A teraz lecę przeczytać epilog nowego opowiadania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. + na pewno za jakiś czas wrócę do tej historii, bądź tego pewna, haha :D

      Usuń
    2. Tak, to była Petra :) Obok niej siedział Richard, choć jemu włosy nie posiwiały przedwcześnie. Dziękuję pięknie za komentarz i pozdrawiam cieplutko :*

      Usuń
  43. Czytałam dwa ostatnie rozdziały na nudnym, 2,5 godzinnym wykładzie, na starej komórce, z której można tylko przeglądać, a w życiu nie da rady napisać komentarza. Trochę żałuję, że nie mogłam dodać go na świeżo, bo to co się z moimi emocjami działo...
    Nie wiem dlaczego, ale byłam bardziej zszokowana przedostatnim rozdziałem. Może dlatego, że do końca nie wierzyłam, że Laura może to zrobić. Byłam na tyle zaaferowana, że koleżanka obok spytała w końcu, co się dzieje, a ja tylko niecierpliwie klikałam w swoją małą nokię, żeby przesuwało się w dół :D
    Odkąd trafiłam na Twoje blogi, ten stał się chyba moim ulubionym ze wszystkich, jakie istnieją. Oczywiste jest więc, że żal mi tych bohaterów, ale inaczej to nie mogło się skończyć. Przypomina mi się historia z mojego ulubionego filmu R. Polańskiego - Gorzkie Gody. Po prostu czasem można kochać za bardzo, a wtedy miłość, mająca być czymś dobrym staje się przekleństwem.
    Dziękuję Ci za wiele radości, śmiechu i smutku, jakie towarzyszyły mi przy czytaniu tego opowiadania.
    Aha - na nowym też się zjawię!
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy na swój sposób odbiera każdy rozdział. Ja ze swojej strony dodam, że też czasami słyszałam o dziewczynach, które wyglądały na takie, co to nie potrafiłyby zrobić niczego złego, a jednak tak się działo. Dziękuję pięknie za komentarz i obecność :) Pozdrawiam :*

      Usuń
  44. Czytałam Twoje opowiadanie już od długiego czasu. Pamiętam, że zaczęłam gdzieś w grudniu, ale nie komentowałam. Zwyczajnie brakowało mi na to czasu. :) Jednak kiedy teraz kończy się ta historia postanowiłam napisać parę słów od siebie. :)
    Ale od początku. O ile mnie nie myli pamięć to Twoje opowiadanie chyba było jednym z pierwszych o Andreasie, ale może się mylę. Ta historia była niesamowita. Już od samego początku byłam ciekawa jak się skończy. Szkoda, że tak smutno. Chociaż przeczuwałam po kościach, że może dojść do samobójstwa. Przewidywałam tutaj raczej śmierć Laury a nie Andreasa i Laury.
    Czasami nie wszystko układa się po naszej myśli. Powiemy za dużo, uniesiemy się gniewem i honorem. Jesteśmy zbyt dumni by wyciągnąć rękę do zgody. Niekiedy nie potrafimy zachować się tak jak mówi nam serce i postępujemy zgodnie z tym co mówi nam rozum. Niestety robimy tak zbyt często.
    Szkoda, że to się tak skończyło. Szkoda, że ich miłość nie przetrwała.
    Zresztą sama nie wiem co tu napisać. Nie potrafię skleić paru zdań.
    Powiem tak. Jestem pod wrażeniem Twojego talentu. Rzadko słowo pisane doprowadza mnie do płaczu a Tobie się to udało. Płakałam jak dziecko. Laura i Andreas nie potrafili ostatecznie do siebie dotrzeć? Sama nie wiem jak to ująć. Zbyt dziwny splot wypadków i zdarzeń doprowadził do tego. Laura była zbyt delikatna psychicznie - gwoździem do trumny (Boże jak to brzmi) były wyrzuty sumienia? Nie potrafiła żyć bez Niego a On bez Niej. Nie będę robić wyrzutów z powodu postępowania Andreasa, ale gdyby zachował się inaczej nie doszło by do tego. Nie winię Richarda był zakochany. Ale jest właśnie jakieś ale co do Niego. Co do Petry już taka miła nie będę. Należało się jej! Po części Ona właśnie doprowadziła do tego co się stało.
    Podsumowując jestem nadal oczarowana Twoim opowiadaniem. Będę śledzić Twoje inne blogi i postaram się komentować teraz już regularnie ;). Życzę weny twórczej. Mam nadzieję, że będę mogła w przyszłości przeczytać Twoją powieść :)
    P.S. Twoja historia dużo mnie nauczyła. Teraz zmieniłam spojrzenie na parę innych sytuacji. Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za piękny komentarz :* Nie wiem czy to opowiadanie było jednym z pierwszych o Wellingerze, bo wcześniej nie czytałam o nim, ani nie śledziłam jakoś szczególnie jego kariery. Po prostu wydawał mi się sympatyczny, a jego młody wiek idealnie mi tu pasował. Nie miałam pojęcia, że przez te kilka miesięcy Andi zrobi się tak popularny. Trzymam za niego kciuki :) Cieszę się, że wyniosłaś stąd jakąś lekcję, o to właśnie mi chodziło :) Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  45. Pierwszy raz komentuje jakiekolwiek opowiadania , jest to najlepsze opowiadanie , które przeczytałam .Czytam twojego bloga od 16 stycznia ,przeczytałam wszystkie rozdziały po dwa razy i nadal moge czytać , ten epilog ... nie wiem co mam pisac ... po prostu płakałam.Dziękuje ci , ze napisałas cos takiego , powinnaś pisać ksiazki .Czytam ten epilog chyba 4 raz i nadal płacze .Dziękuje.
    Nie porzucaj tego opowiadania , jesli kiedys będziesz miała czas pisz kontynuacje , uważam , że to jest najlepszy , najpiękniejszy blog jaki czytałam .
    Będę czytac nowe opowiadanie .
    Jeszcze raz dziękuje i życze duzo pomysłów na nowe opowiadania :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, nawet nie wiesz jak mi miło! :) Czytałam te słowa z prawdziwym bananem na twarzy! Dziękuję i pozdrawiam:*

      Usuń
  46. Komentuję po raz pierwszy tutaj, ale czytam od lutego. Zamiast uczyć się do sesji czytałam Twoje opowiadanie :) I jako czytelniczka uwielbiająca szczęśliwe zakończenia mam Ci za złe, że zrobiłaś tak jak zrobiłaś, ale jednocześnie Cię podziwiam, również czasami piszę różne opowiadania i zżywam się z bohaterami tak bardzo, że nie byłabym w stanie ich uśmiercić. Epilog zrobił na mnie tak ogromne wrażenie, że choć przeczytałam go wczoraj, to nie byłam w stanie go wtedy skomentować... Teraz też piszę bardzo nieskładnie :). W ogóle właściwie wcale nie komentuję blogów, które czytam, tym razem nie mogłam tego nie zrobić, piszesz fenomenalnie. Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na pierwszy rozdział na Twoim nowym blogu.
    El

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po raz kolejny jestem pod wrażeniem tego, że osoba nie komentująca opowiadań ujawnia się właśnie tutaj! To jest coś wspaniałego i jestem bardzo wdzięczna. Nawet nie wiesz ile znaczy dla mnie każdy pojedynczy komentarz :) Dziękuję pięknie i pozdrawiam :*

      Usuń
  47. no więc ja też coś napiszę :) nie potrafię opisać emocji, tak, jak Ty opisywałaś je tutaj, ale spróbuję. Zacznę od tego, że bardzo sie cieszę, że wpadłam przypadkowo na tego bloga. Nudziło mi się i tak jakoś zupełnie przez przypadek zaczęłam czytać. Sposób Twojego przekazywania informacji, emocji, uczuć bohaterów spodobał mi się tak bardzo, ze zostałam do końca z tym opowiadaniem. Talen masz ogromny (ale to już wiesz ;p). Do tego potrafisz połączyć studia z pisaniem, więc szacunek, bo ja nie potrafiłam połączyć tych dwóch rzeczy, zawsze coś wtedy wyszło mi gorzej. Jesteś niesamowita, nie tylko w tworzeniu takiego świata przedstawionego w każdym opowiadaniu, ale też jako człowiek. Mimo, że Cię nie znam, to przez niektóre wprowadzenia przed częściami (jak na przykład przed tą) mam ochotę przemyśleć, co robię w życiu źle i czasem daje mi to sporo do myślenia :) Podsumowując napiszę tylko dziękuję! Za wszystkie emocje, które dostarczyła mi ta historia :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i pięknie, znów chce mi się płakać :') Kolejny komentarz, kolejne miłe słowa. To jest takie wspaniałe, że aż brak mi słów. Bardzo Ci dziękuję i pozdrawiam :*

      Usuń
  48. Jestem wstrząśnięta...
    Świetnie piszesz!
    Myślę że ten rozdział zostanie w mojej głowie na długo :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  49. Dziękuję Ci za to przepiękne opowiadanie :) Znalazłam je któregoś zimowego dnia, całkiem przez przypadek zaglądając w jakąś stronę na facebooku. Przeczytałam pierwszy rozdział i zakochałam się :) Przesiedziałam całe popołudnie czytając " Zimowe odcienie błękitu ", a później " Nie opuszczaj mnie ". Wtedy opowiadanie o Andim miało chyba 14 rozdziałów. Od tamtego czasu codziennie (nawet częściej) zaglądałam na Twojego bloga, żeby nie przegapić kolejnego partu.
    Jesteś jednym słowem cudowna. Masz ogromny talent do pisania. Inne blogi naprawdę bledną w porównianiu z Twoim. Potrafisz tak zaciekawić swoimi opowiadaniami, że nie mogę dojść do siebie po przeczytaniu każdego rozdziału :). A blog " Zimowe odcienie błekitu " jest rewelacyjny, fenomenalny, cudowny, piękny, wzruszający, wspaniały i... nawet nie jestem w stanie go opisać. Przy czytaniu ostatniego rozdziału ciężko mi było nawet zobaczyć litery bo przez łzy wszystko mi się zamazywało. Ale najlepsze historie miłosne to te, które kończą się tragicznie. Smutno trochę, że to już koniec historii Laury i Andreasa ale cóż... Z wielkim zaangażowaniem będę dalej śledzić losy Gregora i Lany oraz na całkowite wyleczenie mojego pękniętego serca jest nowe opowiadanie o Kocie ( to poprzednie przeczytam jak już napiszę egzaminy ). Z pewnością jeszcze wrócę do " Zimowych odcieni..."
    Życzę Ci duuużo nowych pomysłów tak fantastycznych jak do tej pory i oczywiście trzymam kciuki za wydanie Twojej wymarzonej książki :)
    Pozdrawiam :*
    Ludwika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz, Ludwiko :* Jest mi niezmiernie miło, gdy czytam kolejny długi i bardzo miły komentarz od osoby, której przypadło do gustu moje opowiadanie :) Nie reklamowałam się na Facebooku, więc jestem zdziwiona, że trafiłaś tu akurat w ten sposób, nie mniej jednak cieszę się z tego :) Pozdrawiam Cię serdecznie :*

      Usuń
  50. Witam!
    Jestem dopiero dzisiaj, bo wczoraj po przeczytaniu epilogu nie byłam w stanie nic z siebie wydusić.
    Bardzo związałam się w z tym opowiadaniem. Trafiłam tu przypadkiem, kiedy już kilkanaście rozdziałów mieściło się w archiwum. Ale to nic, już pierwsze zdania uświadomiły mnie, że zostanę na dłużej.
    Sama fabuła się dla mnie czymś niesamowitym. Zazwyczaj bohaterkami są jakieś bogate dziewczyny, księżniczki albo przyszłe żony jakiegoś bogacza. Ale nie Laura. Ona spotkała cudowną Sabine. To przecież głównie jej należą się pokłony, inaczej Laura nigdy nie byłaby szczęśliwa. Ale z drugiej strony przyszła wielka gwiazda skoków, skakałaby dalej.

    Wczoraj się rozpłakałam, a doła miałam do końca dnia. Nie potrafiłam się otrząsnąć, rzucałam nieskładnymi zdaniami. Przywiązałam się, niesamowite. Nie często spotyka się coś tak idealnego pod każdym względem. Twój sposób pisania przemawia do mnie, a bywam wymagająca.

    Dziękuję za wszystko! Za wszystkie emocje, za wszystkie łzy.
    Wiem, że zostanę przy Tobie, przy każdym opowiadaniu.

    Jesteś niesamowitą pisarką, mam nadzieję, że jesteś tego świadoma. Czekam może na jakąś książkę, kiedyś? :)

    Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję, Dominika ♥ (@toivoa_x)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie za komentarz, Dominiko :) Cieszę się, że pomimo swojego wymagającego gustu czytelniczego pozostałaś tu do końca. Każda z Was, czytających, jest dla mnie bardzo ważna :) Pozdrawiam serdecznie :*

      Usuń
    2. I ja zaczęłam pisać o Andreasie. Ślicznie zapraszam na http://welle-huge-little-problem.blogspot.com/. Gdybyś tylko tam choć zajrzała, czułabym się zaszczycona :)
      D. x

      Usuń
  51. Hej, zacznę od przeprosin, że nie komentowałam każdego parta, ale po prostu nie lubię tego robić :/ Po przeczytaniu stwierdziłam, że jednak zostawię po sobie, nawet malutki ślad :) (nie wiem jakie głupoty mogę tu wypisać, bo jestem trochę w szoku i pod wpływem emocji xd)
    Przeczytałam już tyleee blogów, ale do żadnego chyba jeszcze nie przywiązałam się tak jak do tego! Choć bardzo lubię Andiego, to nie należy on do moich ulubionych skoczków, a raczej opowiadania w większości czytałam z moimi ulubieńcami w roli głównej,(ostatnio to się zmienia xd) ale pierwszy rozdział kazał mi zostać z tobą do końca i nie zawiodłam się! Choć na końcu ich zabiłaś (przez co moje oczy wyprodukowały tyle łez, że czytać nie umiałam) straciłam teraz wątek tego zdania, kurde xd Choć na końcu ich zabiłaś to, to... nie, nie wiem, ahh :// Napiszę jeszcze, że na końcu płakałam chyba bardziej niż na wielu wzruszających filmach obejrzanych przeze mnie (tak się przywiązałam :c) i teraz krótko.
    Jestem po prostu Z A C H W Y C O N A twoim blogiem, smutno mi, że już koniec i po prostu DZIĘKUJĘ! <3
    No i cieszę się, że jak tu trafiłam to od razu zaczęłam czytać, a nie zostawiam na później, (jak to często robię :/) wtedy może dalej bym nie zaczęła albo nawet gdzieś zgubiła :o
    DZIĘKUJĘ i wiedz, że pewnie jeszcze kiedyś wrócę, by przeczytać to jeszcze raz! Pozdrawiam! :)
    (ktoś cię musiał trochę znudzić, sorki xd)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie szkodzi, że nie komentowałaś pod każdym postem, bo wiem ile osób wchodzi, a tylko mała garstka pozostawia po sobie opinie. Przywykłam, a sama nie jestem lepsza i komentuję regularnie jedynie dwa blogi, którym szczerze kibicuję. Reszta pozostaje zaniedbana z powodu mojego zwykłego lenistwa. Dziękuję Ci pięknie za komentarz i za to, że byłaś tu do końca. Pozdrawiam serdecznie :*

      Usuń
  52. Nie wiem czy uda mi się napisać coś sensownego. Po przeczytaniu tego rozdziału mam wiele przeróżnych myśli.
    Przyznam szczerze, że bałam się tego epilogu. Nie chciałam, by ta historia kończyła się nieszczęśliwie. Po przeczytaniu zmieniłam zdanie. Cieszę się, że trzymałaś się tej swojej koncepcji od początku do końca, a ta historia zakończyła się właśnie tak. Mimo wszystko dla mnie to zakończenie jest szczęśliwe. Laurze i Andiemu nie było dane szczęście na ziemi ale jestem pewna, że są szczęśliwi tam na górze i żadna Petra ani Richard już nie zakłócą ich spokoju. ;)
    Jeśli chodzi o całą historię to jesteś mistrzynią. Chylę czoła przed tobą, bo piszesz naprawdę świetnie a twoje opowiadania czytam z przyjemnością. Dlatego pisz dalej i jak najwięcej!
    Życzę ci powodzenia w pisaniu tej nowej historii o Maćku. :) Już nie mogę się doczekać!
    Na koniec chciałabym jeszcze napisać jedno słowo, które chyba wszystko podsumuje. :) DZIĘKUJĘ!
    Pozdrawiam cieplutko! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przybyła i Anna ;) Co byś nie napisała, jest dla mnie cenne :) Kamień spadł mi z serca, że nie posypały się w moją stronę obelgi za takie zakończenie — ja chciałam być w zgodzie z własną inwencją twórczą, choć prawie uległam po kilku wiadomościach z prośbą o happy end. Dziękuję Ci pięknie, że ze mną byłaś i udzielałaś się, służyłaś opinią. To dla mnie bardzo ważne i aż serce mi rośnie, gdy widzę kolejny komentarz. Pozdrawiam Cię jeszcze cieplej :*

      Usuń
  53. Czytałam tę historię od samego początku, jednak nie komentowałam nic ze względu na to, że nie umiem nigdy wyrazić tego w słowach, co myślę. A podczas czytania doszłam do wniosku, że piszesz świetnie ba! świetnie to za małe słowo opisujące Twoje umiejętności. Jestem pewna, że umiesz jeszcze więcej, stać Cię na więcej, co pokażesz jeszcze w nie jednym blogu, który z przyjemnością będę śledzić. Gratuluję i dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, że byłaś tu od początku i na koniec postanowiłaś zostawić komentarz :* Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  54. Zapraszam na mojego bloga ;)
    http://nieznane07.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, choć nie jest to miejsce na zostawianie linków :) Odsyłam do zakładki z wywiaderem.

      Usuń
  55. Czemu? Ja się pytam czemu?! Z jakiej racji mi to robisz co?! Nie znasz mnie a sprawiłaś mi ból tym zakończeniem. Zawsze byłam wrażliwa i użalałam się nad bohaterami książek lecz ostatnio miałam kłopoty... Przez które wypłakałam mało łez. Wyprałam się z wszelakich emocji lecz ten zdumiewający epilog poprzewracał mi w głowie i teraz płaczę zalewając mojego tableta. Co prawda
    domyślałam się tego, że Laura popełni samobójstwo lecz po Andreasie
    niekoniecznie się tego spodziewałam.
    Wiedz, że nigdy nie zapomne tego bloga. Zostawił mi on ślad na duszy i z chęcią będę czytała kolejne Twoje dzieło.
    Dziękuję Ci za to że napisałaś...
    Dziękuję Ci za to że się nie poddałaś...
    Dziękuję Ci... Od tak, po prostu DZIĘKUJĘ
    Wiem jednak, że jest tyle komentarzy, które napisali Twoi wierni czytelnicy, ale rośnie w moim sercu nadzieja, że przeczytasz ten komentarz.
    Sweet Berry ta, która nie zawsze komentowała lecz teraz rozpacza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za ten emocjonalny komentarz :) Przykro mi, że wydusiłam z Ciebie łzy i mam nadzieję, że mi to wybaczysz :) Cieszę się, że jednak zaznaczyłaś swoją obecność - nie ważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy. Pozdrawiam :*

      Usuń
  56. to było cudowne... aż się popłakałam
    brakuje mi słów żeby opisać to jak się czuje
    będzie mi brakowało Laury i Andreasa, przywiązałam się do tego opowiadania, przypuszczałam, że zakończenie będzie smutne, ale, że tak bardzo to już nie.

    DZIĘKUJĘ ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i obecność :)

      Usuń
  57. No i się rozpłakałam! Nie mam pojęcia, co tu napisać... Brak mi słów po prostu Jesteś genialna! To opowiadanie jest naprawdę poruszające.
    Dziękuję.
    Pozdrawiam, A.

    OdpowiedzUsuń
  58. Jeszcze z żadnymi bohaterami nie zżyłam się tak bardzo. Czytając to cudo miałam wrażenie, że stoję z boku i przyglądam się temu wszystkiemu. Po śmierci obojga, czułam się jakbym straciła kogoś naprawdę bliskiego. Nie ma słów, które mogłyby opisać ten wspaniały blog. Tak jak poprzedniczki mam nadzieję iż w najbliższej przyszłości spotkam Twoją książkę na półce z bestsellerami w Empiku. Dziękuje za wszystko i pozdrawiam, Natalia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję za ten miły komentarz, Natalio :) Pozdrawiam :*

      Usuń
  59. O Jezu! Siedzę i ryczę, dosłownie. Nawet nie wiesz jak bardzo wstrząsnęło mną to zakończenie. Trafiłam na ten blog parę dni temu. I dopiero teraz skończyłam go czytać. Nie spodziewałam się takiego zakończenia, takiego smutnego a zarazem wzruszającego. Masz wielki dar do pisania bo czułam się jakbym przeżywała to wszystko razem z nimi. I mam nadzieję, że napiszesz jeszcze opowiadanie z Andim i tym razem szczęśliwym zakończeniem:)
    ps. Zapraszam do siebie http://mirisblogus.blogspot.com/ W roli głównej niemieccy skoczkowie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie za komentarz i link :) Pozdrawiam!

      Usuń
  60. Świetny jest Twój blog *o* Aż się popłakałam i bardzo żałuję, że to już koniec :(

    Zapraszam do siebie na http://la—mia—dolce—vita.blogspot.com/
    Serdecznie zapraszam na mojego bloga z opowiadaniem z siatkówką w tle :) Jest to opowiadanie o pewnej dziewczynie i dwóch przystojnych siatkarzach Lube Banca Macerata (może w praniu wyjdzie, że nawet o trzech). Z jednym z nich poznaje się w dość nietypowych okolicznościach, bo przez… łóżko. Serdecznie zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  61. Nie wierzę, że to zrobiłam, bo przecież pod twoim innym blogiem pisałam, że nie przepadam za Niemcami, a jednak. Polubiłam ich teraz niezmiernie i niezaprzeczalnie. Gdy zbliżał się koniec tej opowieści w świecie blogowym był duży rozgłos. Każdy mówił, że będzie to bardzo smutne zakończenie i rzeczywiście jest. W tamtym momencie skusiłam się na przeczytanie tego epilogu, nie znając nawet początku ani sensu bloga. Dopiero niedawno zapoznałam się z całą treścią i wiesz jakie to było dołujące? Czytasz, jak Andreas i Laura mają się dobrze, spędzają ze sobą te miłe i niezapomniane chwile, a w głowie bębni ci głośny głos: Oni i tak umrą! Nigdy więcej nie zacznę czytać od końca... Chyba jak każdy się popłakałam, bo nie jestem ze skały i mam uczucia. Po przeczytaniu zastanawiałam się co jest bardziej wartościowe: przeżycie choćby parę chwil prawdziwej miłości, czy bycie szarą myszką i uniknąć cierpienia? Mimo wszystko to pierwsze jest chyba lepsze. W sumie i dobrze, że postawiłaś na takie dość mocne zakończenie. Jest wstrząsające, emocjonujące, tragiczne i przez to dłużej pozostanie przynajmniej mi w pamięci.
    Teraz czekam tylko na Twoją książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niemcy są faaaajni ;) Dziękuję pięknie za komentarz i obecność. Pozdrawiam!

      Usuń
  62. Masz ogromny talent!! To opowiadanie jest na to dowodem.
    Siedziałam do 5 rano czytając to i płacząc...
    już mi nawet pod koniec łez zabrakło.
    Jestem Ci ogromnie wdzięczna za to opowiadanie, za to że miałam okazje je przeczytać.
    Jest to zdecydowanie jedno z najlepszych jakie miałam okazje przeczytać!
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, aż do piątej? Biedactwo, pewnie się nie wyspałaś ;) Dzięki wielkie za komentarz i obecność. Pozdrawiam!

      Usuń
  63. Cóż, chciałabym napisać coś konstruktywnego, ale zważywszy na ostatnie wydarzenie będzie trudne. Wiesz co mi się najbardziej podobało w tym opowiadaniu? Emocje towarzyszące bohaterom, udzielające się czytelnikom. Praktycznie pod każdym rozdziałem czułam przymus zostawienia komentarza, ale kiedy już się za to zabierałam to najzwyczajniej brakowało mi słów, które wyraziłyby mój podziw i zachwyt. Wciąż twierdzę, że cokolwiek bym nie napisała, to nie będzie to wystarczające. Bo nie ma słów, które dorównałyby temu opowiadaniu, które choćby w jakieś cząstce objęły twój geniusz.
    Jestem zachwycona. Twój warsztat jest doskonały. Jeden rozdział lepszy od drugiego, brak słabszych odcinków. Każde słowo, przecinek, wszystko do bólu perfekcyjne. Skomplikowani, dynamiczni bohaterowie - żaden nie był prostą postacią. Metamorfoza laury mistrzowska! Było cudownie patrzyć jak z przygnębionego, niewidzialnego brzydkiego kaczątka wyrasta piękna, silna kobieta. Niestety była jeszcze za bardzo chwiejna emocjonalnie albo po prostu za bardzo kochała Andreasa, by dać radę się otrząsnąć i żyć.
    Jeśli chodzi o Andreasa... Jego zmiana też była ogromna, choć początkowo on wypierał ten fakt ze świadomości. Ale miłość zmienia ludzi, nieraz robi z nich wariatów. A jak jest się tak impulsywnym, niedoświadczonym młodzieńcem to rollercoaster życiowy jest gwarantowany.
    Osobiście uwielbiam postać słodkiego Richarda, którego tutaj ubóstwiam i momentami byłam bardzo Team Richard <3 Strasznie podobało mi się jak w narracji używałaś 'Rysia' zamiast Richiego, to skradło mi serce i było takie cute <3
    Niemcy jako drużyna! Ich wzajemne zaczepki i żarty idealnie równoważyły smutek opowiadania.
    Jestem pod mega wrażeniem. Jesteś niesamowitą pisarką, a to opowiadanie jest cholernie dobre!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie za komentarz :* Pozdrawiam!

      Usuń
  64. Nie, Nie, Nie! Boże,kobieto! Ryczę i nie mogę przestać. Tak strasznie pokochałam to opowiadanie i nie wierzę że już się skończyło i to w taki sposób... Nie jestem zbyt dobra w pisaniu, ale postaram się to jakoś sklecić w całość. STRASZNIE Ci dziękuję za to opowiadanie i wszystkie inne które pisałaś/piszesz, czytam wszystkie i tak bardzo przywiązuję się do bohaterów że przeżywam to wszystko jakby naprawdę odszedł ktoś z mojego otoczenia. Większość opowiadań po jakimś czasie mnie nudzi, twoje....NIGDY! Myślę że śmiało mogę nazwać Cię pisarką bo tego co ty robisz z ludźmi w opowiadaniach nie potrafi niejeden ''prawdziwy'' pisarz. Jeśli kiedyś wydasz książkę(czego życzę Ci z całego serca) na pewno ją kupię(tylko jej tak nie kończ bo mam przez Ciebie spuchnięte oczy)...
    Pozdrawiam i życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie dziękuję za komentarz i miłe słowa :* Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Wiesz znalazłam tego bloga kiedy dopiero się zaczynał ale jakoś nie miałam chęci go przeczytać. Odpuscilam sobie chociaż codziennie powtarzalam jutro już zacznę czytać. Cóż nie wyszło. Ale ostatnio jakoś zatraciła tą dawną miłość do czytania i postanowiła że przeczytam jakieś opowiadanie które wpadnie mi w ręce. Uznałam że to twoje będzie odpowiednie i nie mylilam się.
      Masz talent! Szczerze sama nie wiem jakiego spodziewałam się zakończenia. Napewno byłam przekonana że to Andreas się złamie i da omamic Petrze a nie Laura przespi się z Richardem! Spokojnie mogłabym stawiać na to pieniądze! A tu niespodzianka! Wszystko na odwrót. Tak mi było żal Andiego kiedy Laura mu wyznała prawdę. Może i Laura uważała z początku że Andreas kręci się z Petra ale to nie był powód żeby odrazu iść do łóżka z innym. O ile w całym opowiadaniu ją rozumiałam o tyle w epilogu nie umiałam. Zdziwił mnie też fakt że Andi popełnił samobójstwo. Nie spodziewałabym się tego ale teraz widzę do czego potrafią być zdolni ludzie.
      W momencie chrzcin rozwyłam się jeszcze bardziej niż wcześniej.
      A no i została jeszcze kwestia uroczego Rysia. Z każdym zdaniem czytanym w wspomnieniach Richarda coraz bardziej przekonywałam się że wszystko było winą Freitaga. Począwszy od spraw sprowadzenia Petry kończąc na śmierci chłopaka i dziewczyny. Ale w sumie od początku mi nie pasował. Każde jego pojawienie delikatnie mnie irytowalo i obawialam się że do głowy może mu strzelić durny pomysł chociażby pocalowania Laury. Nic takiego na szczęście się nie stało do czasu... Nie rozumiem jak mógł zrobić to swojemu przyjacielowi. Zgoda był pijany ale to nikogo nie usprawiedliwia. Jednak dobrze że zrozumiał swój błąd.
      Więc pozostaje mi życzyć weny, pisania wiecej takich genialnych opowiadan.
      Pozdrawiam:*
      PS.: Przepraszam za błędy ortograficzne i skladniowe (idk czy tak to się piszeXD) ale o 3 w nocy mój mózg zdecydowanie chodzi na wolniejszy obrotach.

      Usuń
    3. Błędy nie są ważne, gdy czyta się miły komentarz ;) Dziękuję i pozdrawiam! :*

      Usuń
  65. Jezu popłakałam się .. To jest takie piękne, ze aż brakuje mi słów. ;(
    P.s masz ogromny talent ! :)

    OdpowiedzUsuń
  66. Omg..cos ty ze mna zrobila. Poplakalam sie :"( nie spodziewalam sie takiego zakonczenia, bo myslalam, ze sie pogodzą :(
    Brak mi słów, bo to takie piękne. Masz talent ♡ dziękuję □

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :) Pozdrawiam cieplutko :*

      Usuń
  67. aż się popłakałam :c ale tam mi szkoda Rysia.. i tak chciałam żeby był z Laurą a tutaj takie coś :c ehh . cudowne opowiadanie, kocham je <3
    napisz coś jeszcze ale coś pozytywnego o Rysiu proszę <3333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za obecność :) Jeszcze tydzień sesji i znów coś napiszę :) Pozdrawiam!

      Usuń
  68. Kocham Cię, twój talent i opowiadania, a szczególnie te. Przeczytałam je w tamtym tygodniu i bez mała w jeden dzień pochłonęłam wszystkie rozdziały. Nigdy nie zdażyło się bym płakała nad książką, a tymczasem moje oczy zaszły łzami już podczas prologu. Następnie towarzyszyły mi ogromne emocje, ciekawość co stanie się dalej, gniew i złość w stosunku do niektórych bohaterów, a przede wszystkim radość i szczęście, by na ostatnich rozdziałach i epilogu znowu z moich oczu lały się wodospady łez. Do tej pory nie doszłam do siebie i w każdej chwili mojego codziennego życia rozmyślam nad losem Laury i Andiego przywołując do pamięci ich pierwsze relacje i spotkania a także faze miłości. Jesteś genialna, niesamowita, cudowna, utalentowana, najlepsza i wogóle naj naj :) Jesteś autorką moich ulubionych opowiadań i po cichu liczę na to, że kiedyś na półkach w księgarniach będą książki twojego autorstwa. Jesteś moim mistrzem! Przepraszam, że nie dodawałam komentarzy po każdym rozdziale, bo wiem jak to podbudowuje i daje motywację, ale nie mogłam wtexy nic sensownego pisać, bo za każdym razem byłam w szoku i zbierałam szczękę z podłogi! Jesteś przegenialna! Mam nadzieję, że dopiero się rozkręcasz i, że to dopiero początki, bo chce się czytać więcej i więcej twojej twórczości. Jestem twoją ogromną fanką i zawsze w chwilach zwątpienia i braku weny pomyśl o mnie.. może Ci to pomoże! Mam ogromną nadzieję, że przeczytasz i zobaczysz mój komentarz, a także, że mi odpowiesz. Ogromny szacun dla Ciebie! :)) Życzę Szczęśliwego NowegoRoku i oby w 2015 pojawiło się jeszcze więcej cudnych opowiadań takich jak te. Gorąco pozdrawiam i życzę duuuuużo weny kochana :) buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja droga, dziękuję za wzruszający i cudnie długi komentarz :* Pozdrawiam Cię serdecznie :)

      Usuń
  69. Jesteś cudowna, popłakałam się jak nigdy! Mam nadzieję że Andi i Laura będą ze sobą już na zawsze. I również z chęcią kupię książkę Twojego autorstwa! Nie przestawaj pisać, życzę Ci dużo weny! :*

    OdpowiedzUsuń
  70. Nominuj i bądź nominowany/a!
    Z racji tego, że Twoje opowiadanie znajduje się na spisie opowiadań o skoczkach narciarskich, ma możliwość zakwalifikowania się do pierwszej serii konkursu na Opowiadanie Roku 2014!
    Poproś swoich czytelników o nominację i sama nominuj swoje ulubione opowiadanie!
    Więcej: http://skijumpinglover.blogspot.com/p/opowiadanie-roku.html

    Pozdrawiam serdecznie i przepraszam za spam

    OdpowiedzUsuń
  71. Czytam te opowiadanie już trzeci raz i za każdym razem czuje to samo. Za każdym razem płaczę tak samo. To jak ich przedstawiłaś jest... Niesamowite. Te wszystkie przeżycia Laury są pokazane w taki sposób, że mam wrażenie jakbym to ja to przeżywała. Opisy samobójstw są zdecydowanie moimi ulubionymi momentami. Dalej nie mogę wyjść z podziwu jak to fantastycznie ujęłaś. Po prostu wielkie WOW.
    Przeczytałam Twoje ukończone opowiadania i każdy rozdział z tych, które są dalej pisane.
    Mam nadzieję, że wrócisz do historii Gregora i dalej będziesz pisać weltschmerz, bo zdecydowanie najbardziej lubię Twój styl pisania. Najlepiej się go czyta.
    Pozdrawiam :* :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie za komentarz :) Pozdrawiam!

      Usuń
  72. Nie wiem od czego zacząć.Zaczęłam czytać Twojego bloga wczoraj. Minęło trochę czasu odkąd przeczytałam epilog, może godzina , a i tak nadal nie mogę przestać płakać jak małe dziecko , któremu odebrano zabawkę. Nie wiem czemu ale ciężko jest mi się pogodzić , że te parę godzin , które poświęciłam na przeczytanie Twojego bloga właśnie minęły. To tyle jak na razie o moich przeżyciach z faktem zakończenia czytania Twojego bloga.Twoje opowiadanie pokazuje tak ważną wartość życia... miłość.Kiedy czytałam kolejne rozdziały gdy Andreas nie okazywał żadnego "zainteresowania" Laurą myślałam , że rozwalę monitor komputera o podłogę , oczywiście nie myśl , że opowiadanie się robiło w takich momentach nudne lub nieciekawe . Po prostu byłam wściekła na Andreasa jakby to naprawdę się działo. Twoje opowiadanie tak mnie wciągnęło , że trudno było się od niego oderwać i myśleć , że to jest fikcja. Nie mogę po prostu zrozumieć Andreasa. Przeżył z Laurą tak wiele pięknych chwil , nie mógł przez nią normalnie funkcjonować bo ją tak kochał. Ona po prostu nie mogła żyć bez niego a on bez niej. Kiedy mu powiedziała , że go kocha był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie ... wiedział to od dawna czekał tylko na potwierdzenie. Cała historia , którą Laura mu opowiedziała o swoich snach ... o swoim horrorze. Potem cała sytuacja z Petrą. Laura wszystko by mu wybaczyła. Ale chyba nie zdradę , gdyby może zaczekała i nie wychodziła z pokoju gdzie była Petra i Andreas , może wszystko byłoby inaczej , może zobaczyłaby jak Andreas odrzuca Petrę.Lecz sama postanowiła zemścić się na Andreasie , oddając zupełnie Richardowi. Potem tego żałując wróciła do Andreas. On powinien jej wybaczyć albo dać im czas , a nie odrzucać jej. Kochał ją tak mocno. Widział jak cierpi ale on też cierpiał . Dlatego nie rozumiem Andreasa. Laura kochała go powiedziała mu to po raz kolejny kiedy przypadkowo się spotkali na korytarzu on chociaż powinien jej powiedzieć to co czuł , że kocha ją ale na tą chwile nie potrafi jej jeszcze wybaczyć i sobie chyba też , że doszło to takiej sytuacji , że ją okłamywał , że nie wiedział co zrobić ze sobą i swoimi myślami. Zrozumiał wszystko jednocześnie wiedząc , że na wszystko jest już za późno. Kiedy zrozumiał , że to on ją zabił może nie fizycznie ale psychicznie. Zrozumiał , że wszystko może jeszcze naprawić doganiając ją w ich wieczności. Ich wieczność mogła być według Andreasa byle gdzie liczyło się tylko to, że to będzie wieczność nie jego i jej tylko to , że to będzie ich , wieczność ich wspólna wieczność. Twoje opowiadanie było piękne , wzruszające i pełne emocji. A zakończenie dawało nadzieje na nadejście lepszego jutra. Sabine i Wanki dając na imiona swoim dzieciom Andreas i Laura zapewnili im najlepszych anieli stróży.Dziękuję Ci za to , że napisałaś takie opowiadanie dla mnie to zaszczyt , że mogłam je przeczytać.
    Dziękuję i pozdrawiam.
    P.s . Myślałaś kiedyś o napisaniu innej wersji tego opowiadania? Myślę , że każdy chciałby przeczytać ponownie o losach Andreasa i Laury może ze szczęśliwym zakończeniem.A to moja taka refleksja co czuli do siebie Andreas i Laura po jej zdradzie:Ellie Goulding - Love Me Like You Do
    https://www.youtube.com/watch?v=AJtDXIazrMo

    OdpowiedzUsuń
  73. Chyba jeszcze nigdy nie wylałam tylu łez po przeczytaniu opowiadania. Czytałam rozdziały z zapartym tchem. Masz ogromny talent. Nie mogę otrząsnąć się z szoku. Chyba już od dawna nie przeczytałam opowiadania, które uwolniłoby ze mnie tyle emocji. Pisze trochę chaotyczne, ale chyba nadal nie mogę wyjść z podziwu nad tym arcydziełem.
    Pozdrawiam,
    Lizzy

    OdpowiedzUsuń
  74. Przeczytałam to opowiadanie już parę razy i za każdym razem płacze :')
    Nie spodziewałam się, że Andreas też umrze...
    Masz ogromy talent, mam nadzieję, ze napiszesz jeszcze coś dla nas! <3
    Pozdrawiam, Julia ;))

    OdpowiedzUsuń
  75. Nie wiem, czy przeczytasz to jeszcze po takim czasie ale muszę zostawić po sobie jakiś ślad. Już po pierwszych rozdziałach wiedziałam, że jestem w tym opowiadaniu absolutnie i nieodwołalnie zakochana <3 Laura i Andreas skradli moje serce. A teraz, gdy przeczytałam epilog, jestem cała zapłakana. Łzy wypływające z moich oczu są nie do powstrzymania...
    Gratuluję Ci.., nie będę tu wymieniać czego, bo byłoby tego zbyt dużo ale gratuluję! Masz niepowtarzalny talent <3
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  76. Brak mi słów, naprawdę. To było tragiczne, ale jednocześnie piękne. Od początku wiedziałam, jak to się skończy, ponieważ przygodę z tym opowiadaniem zaczęłam od wspomnień Ryśka. Nie chciałam dopuścić tego do swojej świadomości, że jest to coś na wzór "Romea i Julii", tylko XXI wieku. Czytając epilog popłakałam się. Genialnie opisałaś towarzyszące im uczucia. Czułam, jakbym stała obok i była świadkiem tej historii - było to dla mnie aż tak realne.

    W pewnym sensie los Laury był już od początku przesądzony, trauma z dzieciństwa miała podążać za nią aż do ostatniego tchnienia. Nie była słabą osobą. Jestem pewna, że będąc na jej miejscu nie poradziłabym sobie w takim stopniu, jak ona. Owszem, miała swoje problemy - zresztą byłoby to dziwne, gdyby po tym wszystkim, co ją spotkało, ich nie miała. Myślę, że gdyby spotkała Sabine wcześniej - miała jakąś osobę, dla której była ważna - historia ta nie skończyłaby się aż tak tragicznie.

    Andreas irytował mnie na początku swoim zachowaniem. Zachowywał się jak nie wiadomo kto. Nie mógł dopuścić do swojej świadomości tego, że po prostu zaczął się w niej zadurzać. Był po prostu takim wyrośniętym dzieckiem, które - jak mi się wydaje - bardzo potrzebowało miłości. Laura przelała na niego całą swoją miłość. Trzeba pamiętać, że nigdy tak naprawdę nikogo nie kochała.

    Uczucie, bardzo niewinne na początku, przerodziło się w coś toksycznego. Byli dla siebie jak narkotyk. Jedno nie mogło żyć bez drugiego - byli uzależnieni. Nie podobała mi się dwuznaczność Andreasa - z jednej strony był kochający i opiekuńczy, jednak nie chciałabym znajdować się w pobliżu, gdy stawał się agresywny. Czasami wręcz przesadzał. Tak naprawdę, to nie wiem dlaczego bywał aż tak porywczy. Nie rozgryzłam tego. Był (tak jak i Laura) zazdrosny, o mało nie przerodziło się to w obsesję. Miał jednak sporo racji, w końcu Laura zdradziła go z Richardem. No właśnie. Nawet to, że była pijana i myślała, że Andreas zrobił to samo, nie usprawiedliwia do końca jej czynu. Skumulowały się w niej wszystkie uczucia - tego po prostu było za wiele. Poczuła się oszukana i wykorzystana, co popchnęło ją w ramiona Richarda. Biedna, nie wiedziała, że ten od dawna knuje jak ją tu zdobyć dla siebie. Reakcja na zdradę była zrozumiała, Andreas miał prawo się tak czuć. Sam przecież nie dał się Petrze! (Mam jednak wrażenie, że nadal coś czuł do tej kobiety). Nie powinien jednak mówić, że nienawidzi Laury. Spowodowało to ciąg nieodwracalnych zdarzeń.

    Czasami myślę, że gdyby nasza para spędziła więcej czasu na wzajemnym poznaniu się, a nie tylko na przyjemnościach (wiem,jak to zabrzmi i że tak naprawdę nie było im to dane - zawsze ktoś przeszkadzał - to byli zafascynowani bardziej stroną fizyczną niż swoim wnętrzem). Pozwoliłoby im to na uniknięcie choć części nieporozumień. Laura była już tym zmęczona i wybrała według siebie najlepszą opcję - skończyła ze sobą. Pocałunek Andreasa i Petry tylko pomógł jej podjąć tą decyzję i przelał czar goryczy. Andreas miał rację - ona była po prostu zbyt krucha.

    Kwestią czasu było wybaczenie Laurze, jednak nie dane było jej dożyć do tej chwili. Samobójstwo Andreasa uważam za głupie posunięcie. Działał pod wpływem impulsu i poczucia winy. Zobaczenie martwej ukochanej wywołało w nim ogromny szok i szkoda, że nie było przy nim nikogo, kto mógłby wesprzeć na duchu. Pozostaje pytanie - czy pozwoliłby sobie pomóc? Jedno jest pewne - uczucie było tak silne, że nie mógł bez niej żyć. Tak samo ona. Mimo że była to na swój sposób prawdziwa miłość, było to również coś destrukcyjnego. Nie miało to prawa bytu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała ta historia z punktu widzenia Ryśka wyglądała trochę inaczej. Owszem, uczucie i jego zaślepiało i sam nie wiedział to robi, ale to na pewno nie jego wina, że Andi i Laura odebrali sobie życie. Moim zdaniem przyśpieszył on tylko ten proces - tragiczne zakończenie było nieuniknione. Nie zmusił również Laury do niczego, a wręcz przeciwnie - pytał, czy na pewno tego chce. Nie zmienia to faktu, że powinien się opamiętać, a po wszystkim choć porozmawiać z Laurą. To by jej nie zaszkodziło, a pomogło. Możemy tylko gdybać.

      Na koniec parę słów o postaciach drugoplanowych. Sabine po prostu nie da się nie lubić! Chciałabym być taka jak ona. Wank jest wręcz najnormalniejszym człowiekiem w tej całej bandzie, że tak powiem. Rozwalał mnie swoimi tekstami. Także trener, ten to miał wyczucie czasu!

      Jestem pewna, że jeszcze wrócę do tej historii. Mam nadzieję, że Laura i Andreas "gdzieś tam" się odnaleźli i są w końcu szczęśliwi, bez żadnych niedomówień i kłopotów. Prawdziwej miłości nie straszna nawet śmierć. <3

      Usuń