czwartek, 30 stycznia 2014

Piętnasty

LAURA
*******

Dziewczyna była młoda, chyba nawet młodsza ode mnie. Obrzuciłam ją pełnym zdziwienia spojrzeniem, gdy z całkowicie niewzruszoną miną stanęła ze mną twarzą w twarz.
Za jej plecami mogłam widzieć coraz gęstsze chmury gromadzące się nad pobliskim miasteczkiem, ciemne i ciężkie, zwiastujące nadchodzącą śnieżycę. Wiatr zwiewał mi włosy na twarz, więc z rosnącym niepokojem włożyłam podarowaną mi przez Andreasa czapkę, starając się nie czytać w myślach stojącej przede mną blondynce.
Co takiego? — spytałam, zaciskając skostniałe palce na trzymanym w dłoni aparacie. — Miałaś na myśli Andreasa?
Spojrzała na mnie z miną, która była, delikatnie mówiąc, pełna... ironicznej litości. Doszłam do szybkiego wniosku, że zdziwił ją widok całującego mnie Andreasa. Oczywiście, to nie on był powodem tego zdziwienia, tylko ja — to, że w ogóle miał ochotę zadawać się z kimś takim...
Był tu w zeszłym roku — stwierdziła, wskazując miejsce, w którym zniknął Andreas. — Ja jeżdżę na konkursy od dawna, ale wtedy widziałam Wellingera dopiero pierwszy raz. Dziewczyny szalały niesamowicie, dasz wiarę, prawda? — to mówiąc, puściła mi oko, uśmiechając się bezczelnie. — Chciałyśmy dostać z nim trochę czasu gdzieś na uboczu, ale nie było o tym mowy, bo pilnował go trener i... taka jedna... kobieta.
Blondynka zawiesiła głos, badając moją reakcję, a ja stałam tam, niczego nie rozumiejąc — jaka kobieta? Może to była jego matka? Siostra? Nagle uświadomiłam sobie, że lepiej poznałam szczegóły jego ciała, niż historię rodzinną! Nie mogłam poradzić zupełnie nic na opanowujące mnie zawstydzenie. Stojąca przede mną fanka (nie znalazłam innego słowa) natychmiast wywęszyła moje zmieszanie i postanowiła wytoczyć cięższe działa.
Miała nogi jak stąd do nieba, wielki tyłek i równie imponujący biust — wypaliła, mierząc mnie krytycznym wzrokiem i żywo gestykulując. — No cóż, dokładnie wszystko to, czego nie masz ty.
W innym przypadku mogłabym się obrazić, a nawet oburzyć tym jawnym wytykaniem moich wad i niedostatków, ale byłam tak zajęta kojarzeniem faktów, że nawet nie zwróciłam na to uwagi.
Panoszyła się niezmiernie, wędrując wszędzie za ekipą, więc postanowiłyśmy dowiedzieć się co to za jedna — fanka kontynuowała swoją opowieść, a ja mogłam tylko słuchać, bo wszelkie słowa utknęły mi w gardle ciężką kluchą. — Petra, masażystka kadry... czaisz? Mieli babkę od masażu! I to jaką... widać było, że znała się na rzeczy, i nie mam tu na myśli sztuki wyuczonego zawodu...
Słuchałam jej z narastającą irytacją — dlaczego opowiadała mi o jakiejś masażystce? Przecież to normalne... Skoczkowie mieli do dyspozycji cały sztab, który w razie potrzeby musiał błyskawicznie stawiać ich na nogi po męczących zawodach. Co dziwnego było w kobiecie, która z nimi pracowała? Czy tylko to, że była kobietą?
Nie rozumiem do czego zmierzasz — zwróciłam się do niej, odzyskując dar mowy. — Co ma wspólnego Andreas z tą... Petrą?
Jej mina powiedziała mi, że najlepsze trzymała na koniec.
Wieczorem po zawodach poszłyśmy na miasto śledzić skoczków — zdradziła mi poufałym tonem. — Nie patrz tak na mnie! Mnóstwo dziewczyn to robi...
Wzruszyłam ramionami, pozwalając jej mówić. Ciekawość dosłownie zżerała mnie od środka — nie zastanawiałam się wcześniej nad przeszłością Andreasa. Tyle fanek, szybka sława... rozgłos... Być może było coś, o czym nawet nie śmiałam myśleć?
Byli w klubie, widocznie bez opieki tego ich trenera. Za to... w towarzystwie tej flądry, która włożyła sukienkę-widmo, czaisz? Miała ją na sobie, ale tak jakby jej tam nie było. Doskonale widziałyśmy na kogo zagięła parol, i to nie był żaden obcy. Wellinger dosłownie się dusił, trzymając nos między jej wielkimi... no, sama wiesz gdzie... Wyglądali jak mama z synkiem, a po północy straciłyśmy ich z oczu, bo wyszli razem i wsiedli do taksówki.
Blondynka ucichła, czekając na moją reakcję, ale ja... nie czułam nic — ani złości, ani żalu... nic. Zdawałam sobie sprawę z tego, że chłopak o wyglądzie Andreasa musiał mieć jakąś historię związaną z... kobietą. Może niekoniecznie z taką, o której właśnie się dowiedziałam — dojrzałą, doświadczoną życiowo. Nie... wyobrażałam go sobie raczej w krótkich flirtach z fankami, na przykład takimi, jak stojąca wtedy przede mną dziewczyna, dlatego jej relacja nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia, bo po prostu w nią... nie uwierzyłam.
Dziękuję za tą niezmiernie ważną informację — wypaliłam złośliwie, odwracając się od niej, by skierować się ku schodom. — Musisz mi wybaczyć, ale... z całym szacunkiem... mam to gdzieś!
Podreptałam w dół, dziwiąc się swojej odwadze — nie spodziewałam się, że stać mnie było na takie odzywki w stosunku do obcych osób. Wstrząsnęło mną to, że nie ogarnął mnie smutek, nie wypłynęły łzy... Mój umysł natychmiast wyparł obraz Andreasa i dojrzałej seks-bomby odbywających prywatne sesje masażu w zaciszu jakiegoś hotelu.
On się tylko bawi, pamiętaj o tym — zawołała za mną, a jej głos został stłumiony przez coraz silniejsze podmuchy mroźnego wiatru. — Nie jesteś wcale lepsza od nas... to tylko kolejna dziewczyna na jego długiej liście...
Ze złością naciągnęłam czapkę mocniej na uszy, przeskakując po parę stopni naraz. Przede mną zamajaczyła barierka, więc wzorem Andreasa, który zgrabnie przeskoczył wcześniej na drugą stronę, wzięłam rozbieg i... no właśnie, wtedy boleśnie przekonałam się o tym, że nie byłam jednak wysportowanym i niesamowicie sprawnym skoczkiem, a tylko słabowitą, niezdarną dziewczyną...
Aparat potoczył się po ubitym śniegu, gubiąc po drodze mniejsze fragmenty obudowy, a ja stęknęłam głośno, gdy upadałam, dotkliwie tłukąc sobie łokieć. Zacisnęłam oczy, jakby miało mi to pomóc w zniesieniu bólu i opanowałam wzbierające pod powiekami łzy. Moich uszu dotarł niewyraźny hałas, ale w tamtym momencie mogłam jedynie koncentrować się na pulsującej ręce.
Nic ci się nie stało? — spytał znajomy głos, a jego właściciel źle maskował rozbawienie. Podniosłam wzrok, walcząc z narastającą chęcią niekontrolowanego płaczu, wprost na przywitanie ciepłego spojrzenia dobrze mi znanych, ciemnych oczu.
Zanim zdążyłam się zorientować, Richard podciągnął mnie w górę i przytrzymał, gdy się zachwiałam. Poprawił czapkę, która zsunęła mi się na oczy, zatrzymując na niej wzrok o jedną sekundę zbyt długo — musiał domyślić się czyja była.
Jestem okropna — wyjąkałam, starając się utrzymać równowagę. Nie próbowałam nawet analizować dziwnego uczucia, które ogarnęło mnie w tak bliskim kontakcie z chłopakiem, który nie był Andreasem. — Twoje narty... — wskazałam na porzucony nieco dalej sprzęt tonący w śniegu. Musiał upuścić je, by mi pomóc.
Nie jesteś okropna — pocieszył mnie, wracając po narty i zabierając przy okazji mój aparat. Wolałam nie myśleć o zniszczeniach, którym mógł ulec wcale nie najtańszy sprzęt. — Nie rozumiem tylko co chciałaś osiągnąć przeskakując tą wysoką barierkę, skoro kawałek dalej jest bramka — stwierdził, wskazując na wąskie przejście, które stało otworem, szydząc z mojej głupoty.
Nie wiem jak bardzo mogłam się zarumienić w takiej sytuacji, a może to i dobrze. Zawstydziłabym się własnego wstydu... czy coś w tym rodzaju.
Poszłam za Richardem, który przez cały czas uśmiechał się szeroko, patrząc na mnie kątem oka. Ten widok poruszał jakieś nieznane struny w moim ciele, które drżały, sprawiając, że chciałam go... uściskać. Jak brata, oczywiście — brata, którego nigdy nie miałam.
Myślisz, że ktoś to widział? — spytałam, rozglądając się na boki. Trybuny w tej części były puste, wszyscy zgromadzili się bliżej skoczni, a większość ludzi opuszczała już plac, bo trening nie był nawet w połowie tak interesujący jak prawdziwy konkurs.
Richard uniósł ciemne brwi, udając zdziwionego.
Co widział? Coś się tu stało? Nie mam pojęcia o czym mówisz!
Uśmiechnęłam się szczerze, trącając go łokciem. Był całkiem... uroczy, gdy tak się ze mną droczył. W jego towarzystwie nie czułam się skrępowana, nie brały góry nerwy, tak jak to było w przypadku Andreasa.
Richard nie naruszał mojej przestrzeni osobistej, nie stawał zbyt blisko, nie naciskał... i to było całkiem przyjemną odmianą. Nie miałam pojęcia, że można było czuć się wyluzowaną w towarzystwie takiego chłopaka.
Całe szczęście — odetchnęłam. — Zniszczyłabym swoją reputację wysportowanej atletki.
Pokiwał głową, a dołeczek w jego policzku sprawiał, że nie mogłam oderwać od niego wzroku.
Jeśli już o reputacji mowa... — zaczął, poprawiając narty na ramieniu. — Ty i Wellinger to tak na serio?
Nie spodziewałam się takiego pytania nawet za sto lat! Parsknęłam śmiechem, by ukryć zakłopotanie w jakie mnie wprawił. Ja i Wellinger — jak to brzmiało!
Nie wiem.
Moja szybka odpowiedz nie była zbyt elokwentna, ale Richard nie starał się drążyć tematu. Zapanowała chwilowa cisza, podczas gdy oboje patrzyliśmy pod nogi, czując śliskość podłoża i słysząc śnieg, który skrzypiał w kontakcie z naszymi butami.
Nie chcę się wtrącać, ale... — jego głos utonął na chwilę w mocnym podmuchu wiatru, który zaświstał między otaczającymi nas świerkami i sypnął nam w twarze tumanem śniegu. — Zdajesz sobie sprawę, że Andi to jeszcze dzieciak?
Starłam topniejące płatki z oczu i zatrzymałam się gwałtownie, łapiąc równowagę na śliskiej powierzchni. Richard zachował między nami dystans, patrząc mi prosto w oczy bez żadnej udawanej miny — był całkiem poważny i w tamtym momencie wydał mi się o wiele starszy, niż w rzeczywistości.
Co masz na myśli? — spytałam, nie odwracając wzroku, jak to miałam w zwyczaju. Nazywał dzieciakiem kogoś niewiele młodszego od siebie... czyli ja w jego oczach także byłam niedojrzała...
Zupełnie nic, Lauro — rzekł pojednawczo, bo ciężka nuta w moim głosie mogła świadczyć o tym, że byłam zirytowana. — Nie chcę się wtrącać, to wasza sprawa. Pamiętaj tylko, że znam go dłużej, niż ty i...
Urwał, widząc moją minę. Staliśmy w pobliżu baraków służących za pomieszczenia do przechowywania sprzętu, a gęsty śnieg bielił nam ramiona i głowy, mocząc i ziębiąc całe ciała. Dygotałam, choć nie zdawałam sobie z tego sprawy, bo ogrom sprzecznych informacji, jakie doszły tego dnia do mojego umysłu był tak wielki, że nagle całkowicie mnie przygniótł.
Teraz pewnie opowiesz mi o Petrze, tak? — zawołałam, starając się przekrzyczeć rozszalałą wichurę.
Miałam nadzieję, że po prostu zdziwi się, słysząc to imię i wtedy będę wiedziała, że tamta dziewczyna kłamała. Chciałam, by zbył mnie machnięciem dłoni i stwierdził, że miał na myśli zupełnie co innego. Niestety, w życiu zazwyczaj bywa tak, że dostajemy to, czego nie chcemy.
Jego głos zadrżał nieznacznie, gdy zaciągając kaptur na zmarzniętą głowę, spytał zdziwiony i jak najbardziej... poruszony:
Skąd wiesz o Petrze?


***

Do budynku hotelu weszłam całkowicie przemoknięta i zziębnięta na kość. Moje zęby szczękały donośnie, gdy szybkim krokiem przemierzyłam korytarz, znacząc podłogę smugami brudnej wody.
Chciałam jak najszybciej znaleźć się w pokoju, a świadomość tego, że zmarnowałam pół dnia na pstrykanie całkowicie amatorskich, beznadziejnych fotek, rozmowy z zazdrosnymi fankami i widowiskowe upadki, wcale nie polepszyła mi humoru.
Tyle tajemnic... nie miałam o nich pojęcia. Zadurzając się w Andreasie kierowałam się jedynie ślepymi uczuciami, które były silniejsze, niż jakiekolwiek apele rozumu. Nie słuchałam tego cichego głosiku, który mówił mi stale, że coś tak szybkiego i gwałtownego, jak nasze kontakty, nie mogło prowadzić do niczego dobrego.
Skostniałe palce ślizgały się po rzeźbionych, drewnianych drzwiach, gdy próbowałam trafić kluczem do zamka. Mechanizm szczęknął cicho, zaprotestowały zawiasy i już po chwili opierałam się o ścianę wewnątrz przytulnie ciepłego pomieszczenia, które dosłownie... świeciło czystością.
Zamrugałam szybko, pozbywając się wilgotnej odzieży. Łóżko, które rankiem zostawiłam całkowicie zbombardowane, było idealnie pościelone, a moje rzeczy spoczywały na pościeli, równo poskładane i najwyraźniej świeżo po praniu.
Sabine siedziała tyłem do mnie, opierając się o ramę swojego łóżka. Nad materacem widać było jedynie jej niedbały kok i zarys ramion — ramion, które niekontrolowanie drżały.
Co się stało? — spytałam, pozbywając się także i swetra. Uklękłam przy jej boku, chwytając za zimną dłoń i odciągając ją od twarzy.
Wybuch płaczu był tak gwałtowny, że aż się wzdrygnęłam, a na myśl przyszły mi same straszne rzeczy, ale natychmiast je odrzuciłam — żadna z nas nie miała rodziny, więc...
Co się stało?! — powtórzyłam, głaszcząc ją po głowie.
Zacisnęła dłoń na moim kolanie i łkała cicho, podciągając nosem. Starałam się coś z niej wyciągnąć, nadaremnie jednak, bo za każdym razem potrząsała głową na znak odmowy.
Nie widziałam jej jeszcze w takim stanie, nawet poprzedniego wieczora, gdy Wank wybiegł z naszego pokoju bez słowa, zdołała się jakoś uspokoić. Pocieszyłam ją i zapewniłam, że zrobił tak, bo musiał — Schuster mógł wyciągnąć konsekwencje ze złamania jego rozkazu.
Tym razem jednak zanosiło się na coś poważniejszego. Wyglądała jakby płakała już bardzo długo — wokół niej na podłodze walały się zgniecione chusteczki higieniczne, a także... popielniczka i pety z papierosów.
Sabine, w hotelu nie wolno palić — zwróciłam się do niej po raz kolejny, tym razem karcąco, bo to, co robiła, było nieodpowiedzialne. Mogłyśmy mieć z tego powodu kolejne kłopoty.
Kiedy ja musiałam! — chlipnęła, odsłaniając twarz.
Miała zapuchnięte, czerwone powieki i tusz rozmazany na policzkach. Ta osoba nie była wcale podobna do dawnej Sabine, której nikt nie potrafił wyprowadzić z równowagi. Ta Sabine była złamana, jak gałązki świerków za oknem, które spadały w dół, okrutnie szarpane przez wiatr.
Dłonie jej się trzęsły, gdy sięgała po wąską paczuszkę, wyciągając z niej ostatniego, cienkiego papierosa. Odpaliła go na moich oczach, zaciągając się głęboko.
Sabine! — zawołałam, tocząc przerażonym wzrokiem po suficie w poszukiwaniu jakiegoś czujnika dymu. — Przestań palić i powiedz mi dlaczego płaczesz!
Wciągnęła dym do płuc, wypuszczając resztki nosem i uspokajając się nieznacznie. Nie lubiłam jej nałogu, ale była dorosła i nie miałam prawa wtrącać się w jej sprawy. Odczekałam więc posłusznie, by sama zaczęła mówić.
To koniec — stwierdziła kilka minut później, patrząc mi prosto w oczy.
Jej wzrok wyrażał cierpienie, widziałam to dokładnie. Nie starała się maskować, bo i nie musiała — nie miałyśmy przed sobą tajemnic jeśli chodziło o mentalne rozbicie. Wiele razy widziała mnie w sytuacjach urągających ludzkiej godności, gdy skomlałam jak zwierzę, zbudzona z makabrycznego snu, w którym po raz kolejny mordował mnie mój nieżyjący ojciec.
Koniec czego?
Przewróciła oczami, choć nie tak jak zwykle, gdy uważała, że za wolno myślę.
Przyszedł tu rano... zaraz po tym, jak wyszłaś i... i... powiedział, że z nami koniec — ostatnie słowo wypowiedziała nienaturalnie cienkim głosem, próbując się nie rozpłakać.
Co takiego? — zdumiałam się, nie wierząc w te straszne słowa.
Koniec. Finito. The End! Mam ci to przetłumaczyć na więcej języków?
Mogłam tylko na nią patrzeć — nie przyszłoby mi do głowy, że Wank zrobi coś takiego, szczególnie po tym wszystkim. Postawił się trenerowi, ryzykując własną karierą, by ją obronić. To było już coś i spodziewałam się, że ten ich spontaniczny romans stanie się czymś poważniejszym, byli w końcu dorośli. Nie umieli się dogadać? Czy w ich wieku wszystko nie było o wiele prostsze?
Nie wiedziałam co powiedzieć, co zrobić... przytuliłam ją tylko, mocno i szczelnie, szukając pocieszenia i próbując je dać. Moje znikome życiowe doświadczenie nie obejmowało jeszcze dramatów miłosnych innych osób — miałam wrażenie, że tylko mnie one dotknęły.
Wszystko będzie dobrze — szepnęłam, składając przelotny pocałunek na jej czole i ściskając ją mocno, gdy kołysałyśmy się powoli, a za oknem zapadał zimowy zmrok, przypominając mi, że wkrótce musiałyśmy opuścić bezpieczne ściany pokoju.

***

O tym, że odwołali nasz lot dowiedziałam się od zdenerwowanego Severina, który zapukał do drzwi w tym samym momencie, w którym chciałam je otworzyć, by udać się do trenera po jakieś informacje.
Śnieżyca szalejąca za oknem nie należała do tych normalnych zimowych burz, które tyle razy widziałam — targane huraganowym wiatrem drzewa dosłownie uginały się pod jego naporem, a fale śniegu uderzały w budynki, zasypując parapety. Pomieszczenia wypełniały świszczące odgłosy z zewnątrz, ciche stuki i szurania. Od samego słuchania robiło mi się zimno.
Wiadomo już ile tu zostaniemy? — spytałam nieśmiało, bo ten wysoki blondyn bardzo mnie onieśmielał.
Oparł rękę na ścianie tuż nad moją głową i niby przypadkiem zajrzał do środka, zapewne w poszukiwaniu Sabine. Cofnęłam się nieznacznie, zmniejszając szparę w drzwiach. Kiwnął głową, skupiając na mnie wzrok.
Z tego co wiem, to nawet ze dwa dni.
Uniosłam brwi, przyjmując do wiadomości tą informację. Uwięzieni w śnieżnej Norwegii, na kompletnym pustkowiu — oprócz zabudowań skoczni i pobliskiej wioski, był tam tylko nasz hotel. Drogi musiały zostać kompletnie zasypane, więc nie miałam powodu, by się łudzić, że Severin nie miał racji.
Co na to trener?
Wyszczerzył się do mnie szeroko, widocznie z czegoś zadowolony.
Schuster zaraz po treningu pojechał do miasta w interesach i utknął tam. Nie ma bata żeby wrócił wcześniej, niż jutro przed południem.
Nie zdążyłam jeszcze przetrawić tej wieści, gdy wzrok Severina skupił się na czymś za moimi plecami. Odwróciłam się, by zobaczyć Sabine, która właśnie wyszła spod prysznica i owinięta białym ręcznikiem przemaszerowała przez pokój.
Witaj, Sev — odezwała się, a ton jej głosu dał mi do myślenia.
Witaj, piękna. Jesteś przeziębiona? — spytał, chłonąc rozbieganym wzrokiem to wszystko, co odsłaniała mała powierzchnia ręcznika. — Nie widziałem cię dziś na treningu i to było... no cóż, przykre.
Miałam chwilowe problemy, które wydają się być całkowicie rozwiązane — stwierdziła, mrugając mu okiem.
Pokręciłam głową, nie dowierzając — dopiero co ryczała mi w ramię, kiwając się jak mała sierota, a chwilę później rozmyślnie podrywała kolejnego skoczka? Co chciała osiągnąć?
Nie rób tego, Sabine — poprosiłam, gdy grzecznie pożegnałam rozochoconego Severina. Tak naprawdę to zamknęłam mu drzwi przed nosem, zanim zdążył wepchnąć się do pokoju.
Nie wiem o co ci chodzi — obruszyła się, rzucając mi przyjazny uśmiech.
Dobrze wiesz o co mi chodzi i ostrzegam cię, bo wiem, że takie żonglowanie emocjami tych facetów nie wyjdzie ci na dobre — rzuciłam oschle, a mój głos zabrzmiał bardziej ostro, niż chciałam.
Naprawdę? — spytała, opierając dłonie na biodrach. — Mówi mi to osoba, która sama bawi się męskimi uczuciami, nawet jeśli robi to całkowicie nieświadomie?
Otworzyłam usta szeroko, kładąc dłoń na piersi.
Ja? Chodzi ci o Andreasa?
Byłam całkowicie zdumiona tym, że potrafiła mnie o coś takiego oskarżyć! Nie bawiłam się uczuciami Andreasa, tylko sama wciąż drżałam w obawie, że to on igra z moimi!
Sabine pokręciła głową, bezczelnie stukając się w czoło.
Nie, pączuszku. Żałuj, że ostatnio byłaś tak zajęta całowaniem swojego modela, nie zauważając początku wykurwiozy, jak byk wymalowanej na twarzy biednego Richarda!