sobota, 5 października 2013

Czwarty



ANDREAS
*****

 - To o co się zakładamy?
Spojrzałem na Richarda, szacując swoje szanse. Ostatnio brakowało nam rozrywki, a i ta noc w klubie nie była całkiem udana, bo trener nie spuszczał nas z oczu. Ukradkiem dopijaliśmy piwo.
 - Chłopie, chcesz się zakładać o tą nieśmiałą myszkę? - wypaliłem, czując alkohol krążący w moich żyłach.
Richard popatrzył na mnie... dziwnie.
 - Co ci szkodzi? - spytał, wzruszając ramionami.
 - Jak to co? - wtrącił Wank tonem wielkiego znawcy kobiet. - Wyzwaniem jest poderwać taką dziewczynę, bo to klasyczna cnotka. Nie opłaca się wam do niej startować.
Zmarszczyłem czoło i odszukałem wzrokiem tą małą asystentkę. Nie była w moim typie, ale było w niej coś... niepokojącego. Już od samego patrzenia zjeżyły mi się włosy na rękach.
 - Ona jest jakaś dziwna - wymamrotałem.
 - Stawiam tysiaka, że spławi was obu - rzucił rozochocony Wanki.
Obróciłem się do niego w sekundę i ryknąłem śmiechem - zadarł nie z tym facetem, co trzeba. Wyzwania były moją specjalnością, a w dodatku dawno nie bawiłem się w zdobywanie dziewczyn, bo... no cóż, pchały się same.
 - Nie szkoda ci tysiaka? - spytałem, a w myślach już kupowałem za te pieniądze nowe głośniki do auta. - To będzie jakieś dwa dni roboty, jeśli nie krócej... mogę się przecież postarać.
 - Nie zapominaj o mnie - oburzył się Richard, wyciągając dłoń. - To ja mam słodkie dołeczki.
 - Ona nie potrzebuje twoich dołeczków, tylko twojego... - żachnąłem się.
 - Przebijam - krzyknął Wank i po chwili wszyscy trzej spojrzeliśmy na biedną, smutną Laurę, która samotnie popijała piwo przy barze.
 - Do roboty - szepnąłem Richardowi na ucho i wstałem z zagadkowym uśmiechem, a jemu aż zadrgała szczęka.
Dwa dni, może nawet mniej...

***

W poniedziałek rano nie mogłem się doczekać przyjazdu naszych fotografek.
Wyzwanie nakręcało we mnie nieznane pokłady radości i zapału do głupich, męskich gierek. Ciągnęło mnie do nieznanego... Rywalizację miałem we krwi.
Wsunęła się do pomieszczenia myśląc, że nikt jej nie zauważył, co było oczywiste w towarzystwie takiej efektownej blondynki, którą była Sabine. Ale ja ją widziałem. Czekałem na nią niecierpliwie...
Denerwował mnie Wank, który prawie dostawał orgazmu za każdym razem, gdy Sabine była w pobliżu. Gadał o niej bezustannie, a dopiero kilka dni wcześniej chciał się oświadczać swojej byłej. Co za facet!
 - Andreas Wellinger? - usłyszałem, a Severin zabuczał głupio, więc przechodząc obok nadepnąłem mu na stopę i z satysfakcją przyjąłem jęk bólu.
Sabine ustawiła mnie pod ścianą, która przykryta była specjalnym płótnem. Wyprostowałem się i napiąłem mięśnie, bo tak naprawdę to nie miałem pojęcia jak się pozuje do sesji i zawsze głupio wychodziłem na zdjęciach. Odszukałem wzrokiem Laurę, która z przerażeniem w oczach mamrotała coś do blondynki. Później zbliżyła się i wyciągnęła dłoń jakby chciała mnie dotknąć, ale natychmiast ją cofnęła. Wank ryknął śmiechem, a reszta nie pozostawała gorsza. Przewróciłem oczami.
 - Możesz... możesz podnieść głowę trochę wyżej? - spytała, wpatrując się prawdopodobnie gdzieś w nasze buty.
Coś w jej głosie, a może w tym spłoszonym spojrzeniu sprawiło, że chwilowo miałem ochotę krzyknąć na resztę, by się zamknęli, bo dziewczyna się denerwowała. To uczucie natychmiast minęło.
 - Mogę - bąknąłem, nie ruszając się nawet o milimetr.
Usłyszałem rechot chłopaków, więc także się uśmiechnąłem. Widziałem, że Richard prawie puszczał parę uszami. Przeniosłem wzrok na czubek jej głowy i wtedy wreszcie na mnie spojrzała... Cholera. 
Miała oczy jak sarenka - duże, brązowe i tak przepełnione strachem, że aż zrobiło mi się jej żal. Patrzyła z wyrzutem i chwilowo poczułem się pod tym spojrzeniem jak głupi szczeniak, bo... było w nim ukryte jakieś życiowe doświadczenie. To było dziwne i straszne.
Ustawiłem się tak jak prosiła i usiłowałem skupić uwagę na czymś innym, gdy wycofała się w stronę aparatu... Towarzystwo buczało w najlepsze, a Richard przeszedł obok z kanapką. Jedzenie potrafiło skutecznie zająć moją głowę.
 - Rysiu - szepnąłem. - Daj gryza.
Początkowo skrzywił się i schował chleb za plecami, ale widząc moją błagalną minę zlitował się. 
 - Żebyś przytył trzy kilo, skurwielu - mruknął.
Smak pomidora w ustach sprawił, że zaburczało mi w brzuchu. Chciałem jeszcze jednego gryza, ale wtedy wróciła... ona. Wydarła się na Richarda, na co zareagowałem szerokim uśmiechem, widząc jego minę. Później założyła ręce na piersi... Zagapiłem się. Po chwili zaczęła głośno oddychać i zacisnęła usta. Prawie poczułem jej złość, ale nie spodziewałem się tego, co stało się później.
 - Czy ktoś może go uspokoić? - ryknęła, a kanapka wypadła Richardowi z rąk.
Próbowałem się uspokoić, a później wszystko potoczyło się bardzo szybko i gdy kichnęła, wytrącając wszystkich z równowagi, uznałem, że to najbardziej dziwaczna dziewczyna jaką kiedykolwiek miałem okazję spotkać. Nie miałem zielonego pojęcia jak się do niej zabrać, by wygrać zakład, a przecież przegrywać nie zamierzałem. O, nieee...


LAURA
*****

Zapach jego skóry był... nie do opisania, a świadomość takiej bliskości w ciasnym pomieszczeniu sprawiła, że moje ciało zaczęło żyć własnym życiem. Powieki zacisnęły się mimowolnie, zmarszczka między brwiami pogłębiła się, a zęby zacisnęły na dolnej wardze, gdy moje dłonie odważyły się na rozpoczęcie wędrówki w górę. Przesunęłam palcami po materiale jego koszulki, a na wysokości czoła czułam ciepły oddech, który poruszał moimi włosami. Leniwy uśmiech rozlał mi się po twarzy i miałam ochotę zamruczeć. Było mi tak wspaniale... 
 - Laura? - westchnął.
Tak, tak do mnie mów. Uniosłam rękę, by dotknąć jego twarzy, chciałam obrysować kontur tych wspaniałych ust, zbadać językiem ich wnętrze i...
 - Laura!
Skrzywiłam się lekko - ton głosu miał zniecierpliwiony i taki... dziwnie piskliwy. Co z nim było nie tak?
 - Laura, to nie pora na drzemkę!
Opuściłam ręce. Jaka drzemka? Przecież ja...
 - Nie śpię - wymamrotałam i wtedy właśnie uświadomiłam sobie, że jednak zasnęłam.
Gapili się wszyscy - łącznie z Sabine, która nachylała się nade mną, a jej mina była bardziej, niż zdegustowana. Coś mówiło mi, że to właśnie ją musiałam macać, śniąc o Andreasie. Tlenu, siostro. Pacjent się dusi... ze wstydu! Przebiegłam wzrokiem po ich twarzach - ile słyszeli? Co widzieli? Byłam skończona!
Musiałam zasnąć ze zmęczenia, gdzieś pomiędzy unikaniem patrzenia na Andiego i gapieniem się na Richarda. 
 - Wstawaj i dokończ to, co zaczęłaś - zrugała mnie Sabine, a skoczkowie nie spuszczali ze mnie wzroku.
Na drżących nogach podeszłam do aparatu. To wszystko musiało oznaczać, że Wank nie rozbił dzbanka, ja nie poszłam szukać miotły, a Andi nie zamknął się ze mną w ciasnym kantorku. Jaka... szkoda.
Dopiero później dotarł do mnie pewien szokujący fakt - mimo tego, że spałam płytko i w ciągu dnia, to po raz pierwszy nie śniłam o strzelającym do mnie pistolecie. Może to dlatego, że sen nie był zbyt głęboki i trwał tylko chwilkę? To było takie... dziwne.

***

Po tej akcji na sesji długo nie mogłam dojść do siebie.
Zdjęcia wyszły wspaniale, wszyscy byli zadowoleni, a Sabine pakowała już walizki. Siedziałam tylko i wpatrywałam się w przestrzeń - coś się we mnie kotłowało, prawie czułam jak skwierczał mój mózg! Miałam ochotę rozciąć sobie głowę i wyrzucić w cholerę ten zbędny organ, bo wciąż podsuwał mi przed oczy pewną bezczelną twarz blond aniołka, który chował swe diable rogi pod uroczą, bujną czupryną. Dość! - wołał rozsądek. Dawaj, dawaj! - przekrzykiwało go serce. Chwyciłam się za włosy.
 - Nie wytrzymam - jęknęłam cicho, nie wiadomo czy z bezsilności, czy z tęsknoty za tym, czego nie miałam i mieć nie mogłam.
Padłam na łóżko i ukryłam twarz w dłoniach. To wracało... czułam ten cały smutek i znów nawiedzały mnie złe myśli. Zrób sobie coś! No dalej! Urodziłaś się przecież, by cierpieć. Nikt mnie wcześniej nie chciał więc dlaczego on miałby się mną zainteresować? Wszyscy się ze mnie śmiali. Nikt nie uważał za godną uwagi - byłam tylko cieniem Sabine. Łzy, które spłynęły po moich policzkach były bardzo słone i gorące. Głośno podciągałam nosem, gdy za drzwiami rozległ się piskliwy głos Sabine:
 - Nie uwierzysz co napisał mi Wank!
Wparowała do pokoju bez pukania, więc nawet nie zdążyłam się ogarnąć, by nie widziała oznak słabości. Ona jednak całkowicie zignorowała mój stan i rzuciła się na miejsce koło mnie.
 - Wank? Napisał do ciebie? - zdziwiłam się. - Od kiedy to jesteście ze sobą blisko?
Poruszyła brwiami, całkowicie z siebie zadowolona. Jej idealny makijaż aż raził w oczy.
 - Nie jesteśmy ze sobą... blisko. Jeszcze... - celowo zawiesiła głos, by wzmocnić napięcie. - Co nie zmienia faktu, że dorwał mój numer i zaprosił mnie... to znaczy nas - to mówiąc rozczochrała mi włosy dłonią, choć pewnie i tak były w opłakanym stanie - na wieczór w pewne miejsce.
 - Czyli? - dociekałam, bo widocznie coś przede mną ukrywała.
 - To bardzo tajne i mamy nikomu nie mówić, bo trener nie może o tym wiedzieć - wyjawiła tajemniczo i zerwała się z łóżka. - Wstawaj i przestań się mazać! Ubierz się ciepło, wychodzimy.
Zostawiła mnie taką - załamaną i drżącą od tłumionego płaczu. Ubierać się? Ciepło? Wychodzimy?

***

Noc była tak chłodna, że nawet dwuwarstwowe rękawice nie były w stanie ogrzać moich dłoni. Trzęsłam się niemiłosiernie, a Sabine dreptała obok, dumna i wyprostowana. Jej futrzana czapka wspaniale współgrała z delikatnymi lokami, którym nie szkodził nawet mróz i ostry wiatr. Jak na ironię, ja czułam, że moje włosy puszyły się jak siano, a twarz wciąż jeszcze wydawała się spuchnięta od wcześniejszego beczenia. Wspaniale! Za kilka chwil miałam stanąć oko w oko z Andim i resztą modeli.
 - Na pewno podał ci dobrą drogę? - spytałam, choć wiedziałam już jaka będzie odpowiedz.
 - Oczywiście, że tak - obruszyła się, zawzięcie klikając na klawiaturze.
Szłyśmy opustoszałą ulicą, która prowadziła jedynie do obrzeży miasta, a dalej rozciągał się las i duże obszary starych, wybetonowanych pozostałości po placach z magazynami. Nie mogłam nic dojrzeć, gdyż widok na dalszy teren zasłaniało mi małe wzniesienie, ale za to zaczęłam słyszeć dziwne, stłumione odgłosy. Wytężyłam słuch i usiłowałam oddychać ciszej, choć byłam już bardzo zdyszana.
 - Sabine, nie podoba mi się tutaj - zaczęłam, gdy moich uszu dobiegł pisk opon i odległe krzyki.
 - A ja zaczynam się jarać - wymamrotała podekscytowana i pociągnęła mnie bym szła szybciej.
Dwadzieścia kroków później dotarłyśmy do stromego urwiska, a przed nami rozciągała się panorama sąsiedniego miasteczka, solidnie oświetlonego. Niżej, na terenie starej fabryki, ujrzałam coś, co sprawiło, że moje stopy zaryły o ziemię.
 - Jasna cholera! - tylko tyle zdołałam z siebie wydusić, a mój głos poniósł się wraz z podmuchem wiatru daleko, gdzie utonął w ryku uruchamianych silników.
Samochodów było kilkanaście - różne, starsze i całkiem nowiutkie, a łączyła je jedna cecha - wszystkie bez wątpienia były sportowe. Cholernie drogie.
 - Wariaci! - pisnęła Sabine, ciągnąc mnie za sobą w dół zbocza.
Opierałam się długo, lecz w końcu dałam za wygraną - w głębi duszy czułam, że tam działo się coś dziwnego i... ekscytującego. Zbiegłyśmy w dół, przeskakując z kamienia na kamień, a huk silników i pisk opon coraz bardziej nas ogłuszał. Gdy moje buty dotknęły betonowego podłoża podniosłam głowę i zrozumiałam, że zostałyśmy zauważone. W naszą stronę mknęło pomarańczowe auto o opływowym kształcie. Złapałam Sabine za rękę i wrzasnęłam, gdy pojazd zatrzymał się przed nami w poślizgu, bokiem. Ciemna szyba powoli zjechała w dół, a kierowca wystawił dłoń odzianą w czarną, skórzaną rękawiczkę i zaraz później wyłoniła się także głowa. Brakło mi tchu.
 - Miałaś jej nie brać ze sobą - stwierdził Andreas Wellinger, patrząc z wyrzutem na moją przyjaciółkę, a ja poczułam się gorzej, niż kiedykolwiek wcześniej.