sobota, 15 marca 2014

Dwudziesty trzeci


LAURA
*******

Co? — zapytał, całkowicie zdziwiony. Sprawiał wrażenie, jakby nie całkiem zrozumiał moje słowa, choć przecież powiedziałam to głośno i wyraźnie.
To, co słyszałeś. Czy ta kobieta ma na imię Petra?
Nigdy wcześniej go takim nie widziałam — otwierał i zamykał usta, patrząc na mnie bezradnie tym wyjątkowym wzrokiem skrzywdzonego szczeniaczka. Nie mogłam dać się nabrać na jego urok osobisty. Nie tym razem. Musiałam być stanowcza.
Słowa jakby utknęły mu w gardle... a każda sekunda nerwowej ciszy dawała mi do zrozumienia, że Andreas ostro myślał nad odpowiedzią. Nie napawało mnie to optymizmem — ledwo minął szok po jego wyznaniu i mojej wcześniejszej scenie, a tu zwaliła mi się na głowę kolejna sprawa. Coś powstrzymywało go przed powiedzeniem prawdy, choć przecież zapytałam go jedynie o imię.
Tak, nazywała się Petra — westchnął zrezygnowany, patrząc gdzieś w bok.
Nazywała się? — spytałam,  krzywiąc się nieco. — To już się tak nie nazywa?
Podniósł wzrok i zobaczyłam w jego spojrzeniu coś, co mnie bardzo zdziwiło — było to zniecierpliwienie. Jego oczy wyrażały stan wielkiej męki, wyglądał jakby chciał się znaleźć gdzieś daleko, z dala od tamtego pokoju... z dala ode mnie.
Wciąż ma na imię Petra.
To by było na tyle — Andi zamilkł, pogrążając się w myślach, a ja nerwowo skubałam rąbek pościeli, analizując wszystko, co wiedziałam. Przypomniała mi się rozmowa z Richardem i to, jak ostrzegał mnie przed Andreasem. Wspomniałam też fankę spotkaną przy skoczni. Petra była kimś ważnym i mógłby wypierać się godzinami, a i tak bym mu nie uwierzyła. 
Co miałam zrobić? Jedna strona mojej kobiecej natury kazała mi widowiskowo się obrazić i urządzić scenę zazdrości, pomimo tego, że chodziło o jego przeszłość, na którą nie miałam przecież wpływu. Chciałam, żeby się przede mną pokajał, padając na kolana i przepraszał, że miał przede mną życie intymne. Swoją kompletną ciemnotę w tych sprawach zepchnęłam gdzieś w bok — jak mógł nie poczekać na mnie?
Druga, ta bardziej racjonalna strona chciała ryknąć śmiechem w reakcji na tak głupie myśli! Przecież to całkiem normalne, że kogoś miał, nawet jeśli była to starsza i doświadczona kobieta. Jaki był mój problem? Dlaczego w ogóle to analizowałam? Była Petra, ale już jej nie ma. To miejsce zajęłam ja i nie zamierzałam odejść bez walki.
Drgnął, gdy się zbliżyłam i wpakowałam mu na kolana. Obserwował mnie, niepewny, a ja po raz pierwszy odważyłam się przejąć inicjatywę i sama go pocałowałam. Był zaskoczony, ale nie protestował. Przerwałam dopiero, gdy zrobiło się już stanowczo zbyt gorąco.
Zapomnimy o niej? — spytałam, dotykając wargami jego ucha.
Oddychał głośno, mnąc w dłoniach materiał mojej koszulki i unosząc ją w górę. Uczucie jego palców na skórze wprawiało mnie w stan podgorączkowy, podobnie jak to, że jego ciało tak szybko reagowało na moje zabiegi.
O kim? — spytał, wciągając powietrze przez zęby. 
Uśmiechnęłam się szeroko, muskając jego szczękę. Jednak potrafiłam nad nim zapanować! Wystarczyło dotknąć lub przycisnąć tam, gdzie trzeba, a on już zapominał o całym świecie.
O Petrze.
Spiął się cały, a romantyczny nastrój, który udało nam się jakoś wskrzesić, uleciał nagle, jakby zdmuchnięty przez wiatr. Spojrzałam na niego z wyrzutem, gdy niezbyt delikatnie zepchnął mnie ze swoich kolan, aż padłam na materac.
To niemożliwe — mruknął, zrywając się na równe nogi i podchodząc do parapetu. — Schuster właśnie ją zatrudnił i poleci z nami do Soczi jako członek ekipy. Była naszą masażystką wtedy... kiedy to się działo...
Czekałam na coś, ale się nie doczekałam. Może miał to być dziki wybuch śmiechu i informacja, że pięknie dałam się nabrać? Może naprawdę żartował? Wbiłam wzrok w jego plecy, a on wciąż na mnie nie patrzył. Co widział za oknem? Ciemność, zimno i... rozwiązanie dla naszych problemów?
Powiedz, że to nieprawda...
Odwrócił się gwałtownie, rzucając mi pełne wściekłości spojrzenie.
To jest cholerna prawda i to dlatego cię tu przywiozłem! Chciałem, żeby trzymała się od ciebie z daleka, ale to będzie niemożliwe. Ona nas skończy... Wiem o tym doskonale.
Szeroko otworzyłam oczy — co on wygadywał? Niby czemu jakaś głupia, przekwitła baba miałaby stanąć między nami? Czyżby nie był mnie pewien? Może tak naprawdę tylko się mną bawił? Dlaczego znów dostałam kłody pod nogi wtedy, gdy byłam już tak bardzo szczęśliwa?
Nie rozumiem o czy mówisz, Andreasie — odezwałam się, całkowicie wytrącona z równowagi. Nasze wahania nastrojów tej nocy osiągnęły szczyt. — Przecież mówiłeś, że mnie kochasz... Dlaczego miałbyś tak nagle...
Tu nie chodzi o mnie! — krzyknął, odrywając dłonie od parapetu. — To ty jej ulegniesz! To ty uwierzysz w jej kłamstwa!
Przestraszyłam się, gdy chwycił mnie za ramiona i zmusił, bym wstała. Czułam się przy nim mała i bezbronna, szczególnie, gdy był zły. Uścisk jego palców bolał dotkliwie i byłam pewna, że zostaną ślady. Czasami w ogóle go już nie poznawałam...
 To była reakcja na powrót tej Petry — Andreas zaczął zachowywać się jak jakiś chwiejny emocjonalnie nastolatek, a nie chłopak, którego poznałam, i w którym się zakochałam. Co ona mu zrobiła? Jak bardzo musiała zawrócić mu w głowie, by jej wspomnienie wywoływało u niego taką agresję?
To boli... — westchnęłam, próbując wyswobodzić się z uścisku. — Puść mnie!
Nie był bardzo brutalny, ale ten dotyk różnił się tego, jak obchodził się ze mną wcześniej. Tak mógł postępować z kimś bardziej doświadczonym... tak mógł robić, gdy był z Petrą.
Nie chcę! — zawołałam, gdy ze złością pchnął mnie na łóżko i nakrył własnym ciałem. 
Chciał mnie całować, ale odwracałam twarz, więc nie mógł dosięgnąć moich ust. To go wkurzało, za to we mnie wzbierał prawdziwy wulkan złości — jak mógł się tak zachowywać, odwracając moją uwagę od swojej byłej? 
Ty głupcze! — krzyknęłam, wbijając mu paznokcie w przedramiona i raniąc jego skórę. — Wciąż coś do niej masz, dlatego uciekłeś! Myślisz, że możesz zasłaniać się mną?
Znieruchomiał i po chwili byłam już wolna. Mogłam się podnieść, ale wciąż leżałam na plecach tam, gdzie mnie zostawił. Poprawiłam tylko koszulkę. Znów wstrząsnął mną huk drzwi od łazienki, więc przekręciłam się na bok i skuliłam lekko — chciałam się schować, choć sama nie miałam pojęcia przed czym bardziej... Petrą czy odmienionym Andreasem?
Zaczęłam drzemać po raz kolejny, znużona wszystkimi emocjami, mocząc poduszkę tysiącem słonych łez, a wraz z nimi wypływał ze mnie wszelki żal i krzywda. Nie były to jeszcze te łzy smutku, których powrotu tak bardzo się bałam. To tylko złość i niemoc, co kotłowały się w mojej głowie, gdy mijały minuty, a ja wciąż marzłam samotnie w łóżku, choć przecież powinno być całkiem inaczej... 

 ***

Zbudziłam się o świcie — świadczyło o tym majaczące za oknem blade światło. Wciąż było dosyć ciemno wewnątrz pokoju, ale nieśmiałe promyki nowego dnia zaczynały wdzierać się do środka, podkreślając wszelkie kontury i załamania.
Musiał mnie przykryć, albo zrobiłam to sama, bo było mi przyjemnie ciepło pod kocem, który okrywał mnie po same uszy. Ogień w kominku zagasł prawie całkowicie, a powietrze było mroźne i rześkie.
Uniosłam się lekko, opierając na łokciach i spojrzałam w lewo. Spał na boku, odwrócony do mnie plecami. Niebezpiecznie zbliżał się do brzegu łóżka, jakby specjalnie zajmując miejsce jak najdalej ode mnie. 
Byłam zbyt rozespana, by wspominać złość i gniewać się na niego nawet o poranku. Przysunęłam się do jego pleców i przerzuciłam mu rękę w pasie, chłodnymi palcami dotykając brzucha. Jak zwykle był rozgrzany jak piec!
Westchnęłam sennie, gładząc delikatnie skórę. Jak mogłam się na niego złościć? Dlaczego byliśmy tacy głupi i uparci? Potrząsnęłam głową z niedowierzaniem, wtulając twarz w jego plecy. Tak bardzo go kochałam!
Dokładnie wyczułam w którym momencie się obudził — drgnął lekko, jakby niepewny rozwoju sytuacji, a później spojrzał na mnie przez ramię, uśmiechając się sennie. Sprężyny w materacu zaprotestowały głośno, gdy przewracał się na drugi bok, obejmując mnie i przysuwając jeszcze bliżej. 
Spojrzeliśmy sobie w oczy, a jasne światło poranka uwydatniło czystą miłość, która z nich biła, niezmącona negatywnymi emocjami, które zaginęły gdzieś w naszych snach. 
Wiedziałam, że to się stanie, jeszcze zanim nasze usta złączyły się w kojącym pocałunku. Tym razem nie było nikogo, kto mógłby nam przeszkodzić w udowodnieniu sobie nawzajem tych wielkich i rozpierających nas uczuć. 
Pozwoliłam jego dłoniom na wszystko, czego wcześniej zabraniałam. Mogłam tylko wyginać się pod wpływem przyjemności i poddawać tej fali nowych doznań, a wciąż było mi mało. Bałam się... tak strasznie się bałam — nie tego, że będzie mnie bolało, tylko tego, że nie będę w stanie oddać mu tego, co on dawał mnie. Moje ręce były słabe, nieśmiałe — tak jak ja. Nie miałam pojęcia co z nimi zrobić. Powoli traciłam rozum, zalewana ogromem szaleństwa zmysłów.
Kocham cię — szeptał, chowając twarz w zagłębieniu mojej szyi i całując namiętnie obojczyk, ramię... Szalałam ze szczęścia. — Tak bardzo cię kocham... i tak bardzo chcę...
Ja też! Proszę, nie przestawaj... — tylko na tyle było mnie stać.
Rozpływałam się, by wreszcie zaspokoić ten głód, który trawił mnie od środka. Widziałam jego rozmazaną twarz jakby przez mgłę — migały mi w bladym świetle te jasne włosy, czasami błysnął też uśmiech. Zaciskałam dłonie na pościeli, mnąc ją niemiłosiernie, a on wciąż się ze mną droczył, choć doskonale czułam, że chciał tego równie bardzo jak ja.
Jesteś pewna? — spytał, podpierając się na łokciach.
Mogłam tylko kiwać głową, gorączkowo przyciągając go do siebie. Nie myślałam już wcale, a żyłam tylko po to, by móc odczuwać dotyk jego rąk. Całe moje ciało było jedną wielką gorączką, więc... bezwstydnie otoczyłam go nogami w pasie, krzyżując łydki na jego plecach i poczuliśmy to oboje — jedynie sekundy i cienkie warstwy materiału dzieliły nas od momentu, w którym nie byłoby już możliwości odwrotu. 
Zawahał się tylko na chwilę i spojrzał mi w oczy, zawijając palec na gumce moich nagle śmiesznie wyzywających majtek. Kiwnęłam głową, a on pociągnął je w dół. Oboje dyszeliśmy już, zamiast normalnie oddychać. Ogarnęła mnie trudna do opisania euforia — to się właśnie działo i byłam taka szczęśliwa, że dożyłam takiej chwili.
Cholera! — zaklął głośno i z niedowierzaniem, gdy ciszę poranka, przerywaną jedynie głośnymi westchnieniami i skrzypieniem łóżka, przeciął nagle ostry sygnał jego komórki. 
Nie... nie! Nie mogłam w to uwierzyć! Który to już raz? Dlaczego nie mogliśmy mieć choć kilku chwil dla siebie w całkowitym spokoju?
Nie odbieraj  — poprosiłam natychmiast, napinając mięśnie nóg, choć było to głupie z mojej strony i mogłam przewidzieć, że telefon o tej porze mógł świadczyć tylko o jednym: mieliśmy wielkie kłopoty.
Wahał się, widziałam to w jego oczach, gdy zastygł nade mną, wciąż zdezorientowany i zaślepiony pożądaniem. Patrzył w stronę wibrującego urządzenia z mieszaniną skrajnie złych uczuć wymalowaną na twarzy. Ja byłam zła... po prostu zła!
Wygrała ciekawość i zapewne strach przed trenerem. Zerwał się na nogi i dopadł do stolika, szarpiąc się i klnąc pod nosem. Wypuściłam powietrze nosem, okrywając się kocem, bo nagle ogarnął mnie wielki chłód, gdy Andreas się oddalił.
Lepiej, żebyś miał dobry powód — warknął, przyciskając komórkę do ucha. — Wiesz co to znaczy dzwonić w bardzo nieodpowiednim momencie?
Słyszałam jak Wank wyrzucał z siebie słowa z szybkością karabinu maszynowego, a już kilkanaście minut później Andreas otwierał przede mną drzwi samochodu i w pośpiechu opuszczaliśmy ten górski domek, gdzie zdarzyło się tak wiele, a jednak znów nie zdążyliśmy odpowiednio udowodnić sobie własnych uczuć.

*** 
 
Siedziałam cicho, podczas gdy on prowadził samochód szybko, nerwowo zmieniając biegi. Miałam dziwne przeczucie — wpatrując się w migające mi przed oczami rozmazane smugi drzew i okolicznych domów, mogłam myśleć tylko o tym, że to była nasza ostatnia okazja, by być prawdziwie razem. Chciałam się mylić, ale nerwowy ucisk wewnątrz ciała mówił mi, że nadchodziło coś złego... coś bardzo złego. 
Oderwałam wzrok od szyby i spojrzałam na mojego kierowcę, który manewrował pojazdem zbyt gwałtownie i w za dużym skupieniu. Jego profil oświetlało słońce, przez co wydawał się pogodny i wesoły, ale to były tylko pozory — wiedziałam, że coś go gnębiło.
Dotknął mojej dłoni, gdy nie patrzyłam i ścisnął lekko palce, dodając mi otuchy przed tym, co miało nadejść — Schuster obudził wszystkich swoich skoczków bladym świtem na niezapowiedzianą rozgrzewkę w terenie. Bardzo się zmartwił, gdy stawili się prawie w komplecie — brakowało tylko jednego. Mieliśmy tak mało czasu. Wank nie mógł przez resztę dnia karmić trenera bajeczkami o tym, że Andreas źle się poczuł.
Uda nam się. Zobaczysz. 
Pokiwałam głową, przykrywając jego dłoń swoją. Obyś miał rację, Andreasie — pomyślałam, wciskając głowę w oparcie fotela i zapadając w coś na kształt przerywanej drzemki, a moje myśli krążyły już wokół kobiety, którą miałam wkrótce poznać. Byłam ciekawa jak wypadnę w porównaniu z jej niewątpliwymi wdziękami, o których mówił mi Richard. Winna byłam mu podziękowanie — okazał się lojalny, a ja tak bardzo zaniedbałam naszą kiełkującą wcześniej przyjaźń.

***

Udało się — Schuster niczego się nie domyślił, a Andreas dołączył do reszty tłumacząc się nieprzespaną nocą. Odetchnęłam z ulgą dopiero wtedy, gdy Sabine opowiedziała mi wszystko, co wyjawił jej Wank. Mogło być znacznie gorzej, ale tym razem los był po naszej stronie.
Wzięłam długą kąpiel, ignorując moją przyjaciółkę, która skomlała pod drzwiami, żebrząc o szczegóły naszej wspólnej nocy. Co miałam jej powiedzieć? Byłam wciąż dziewiętnastoletnią dziewicą o znikomym pojęciu na tematy, które powinnam znać z doświadczenia jak większość moich normalnych rówieśniczek. Wiedziałam, że Sabine mnie wyśmieje. Zawsze tak robiła, bo sama była bardzo otwarta, i co ważniejsze — starsza. 
Rumieniłam się na samo wspomnienie tego, co robił ze mną Andreas. To było takie... Nie znajdowałam słów, by to opisać, ale gdyby doszło do czegoś więcej, to chyba umarłabym z przedawkowania przyjemności!
Imponowało mi w nim wszystko — jego ciało, głos, siła... Był wspaniały i ja chciałam być taka w jego oczach, więc tym razem postanowiłam wyjątkowo porządnie przyłożyć się do własnego wyglądu. Szczególnym bodźcem do działania było także to, że gdzieś tam krążyła sobie ta cała Petra, a ja chciałam wypaść lepiej, niż ona, gdyby doszło do konfrontacji. Na moją korzyść przemawiała młodość. Na jej? Nie miałam pojęcia, musiałam się przekonać.
Patrząc na własne odbicie w dużym lustrze wiszącym nad umywalką widziałam już nie tą zamkniętą w sobie, przestraszoną dziewczynkę, którą byłam jeszcze niedawno. Nie, tym razem krzyżowałam spojrzenie z wyprostowaną, wesołą młodą kobietą. Tak, tym właśnie się stałam i tak miało pozostać, bo ta wersja bardziej mi się podobała.

***

Przemierzałam korytarze, trzymając aparat w dłoniach i byłam całkowicie gotowa, by zrobić komuś zdjęcie zupełnie znienacka — zaniedbywałam swoją posadę asystentki Sabine i szczerze mówiąc, było mi wstyd.
Skoczkowie wracali powoli z wyjątkowego treningu, więc czaiłam się po kątach i uwieczniałam ich przepychanki, słowne utarczki, a czasem też zwykłe bójki, gdy zdanie jednego nie pasowało drugiemu. To byli cali oni — głośni, pełni energii i wiecznie w ruchu.
Nigdzie nie widziałam Andreasa. Czekałam na niego... wyczekiwałam momentu, w którym moje oczy spotkają się z jego i serce podskoczy mi z radości, wybijając szybki rytm. Nic z tego. Andreas się nie pojawił, a jego koledzy mijali mnie, kiwając głowami i pozując do zdjęć. Nie omieszkali także rzucić kilku niewybrednych komentarzy pod adresem mojego wyglądu. Uśmiechnęłam się szeroko, czując się jakoś inaczej. Zauważano mnie! Tak, to było to. Męskie zainteresowanie. Doskonale słyszałam jak jeden z młodszych i mniej znanych skoczków wskazał na mnie i spytał Wanka kim jestem.
Staaary — prychnął Wank, przewracając oczami. — Nawet na nią nie patrz. Straszna zołza, szczerze ci mówię! Naprawdę okropny charakter...
Pogroziłam mu palcem, gdy odwrócił się w moją stronę i puścił mi oko. Cały Wank... choć byłam mu wdzięczna, że zniechęcił tego chłopca do dalszych pytań. Blondyn rzucił ostatnie spojrzenie w moim kierunku i wzruszył ramionami. Stracił zainteresowanie.
Załapię się może na jakąś prywatną sesję, pani fotograf? — spytał wesoły głos tuż za moim uchem, a ja podskoczyłam zaskoczona, prawie wypuszczając aparat.
Richard uśmiechał się zachęcająco. Był zgrzany — ciemne włosy przykleiły mu się do czoła, a rumieńce wywołane zapewne podmuchami wciąż jeszcze zimowego wiatru dodawały mu uroku.
Uniosłam aparat i po prostu zrobiłam mu kilka zdjęć, zanim zdążył się zakryć. Uwielbiałam brać ludzi z zaskoczenia — wtedy pokazywali swoje prawdziwe twarze.
Gotowe — stwierdziłam, oceniając fotografie. Uderzył mnie wyraz jego twarzy uwieczniony w pamięci aparatu, ale moje myśli szybko wyparowały, bo Richard zaśmiał się donośnie, trącając mnie w ramię.
Miałem na myśli prawdziwą sesję, a nie takie cykanie fotek z biegu. Nie miałem czasu, by się odpowiednio przygotować. Jestem w rozsypce po tym treningu — poskarżył się. — Myślę, że nadawałbym się na modela... Jak sądzisz?
Powstrzymałam śmiech, by nie pomyślał, że się z niego nabijałam, patrząc jak napinał muskuły. Był taki uroczy, a ja prawie już zapomniałam o gniewie, który wzbudził we mnie tego wietrznego popołudnia, gdy powiedział mi o Petrze.
Wciąż żywe były w mojej pamięci jego słowa oraz to, jak zostawił mnie samą na śniegu i odszedł, dziwnie jakoś załamany. Nie widziałam w jego zachowaniu niczego dobrego... Nie chciałam widzieć. Każde słowo przeciwko Andreasowi uważałam za obelgę, choć takie myślenie okazało się błędne — pokazał mi się ze złej strony już zbyt wiele razy, bym wciąż widziała w nim ideał. Nie istnieli tacy ludzie. Dobrze, że zaczęłam wreszcie rozumieć świat takim, jakim był naprawdę.
Zdecydowanie, Richardzie — zapewniłam go, przelotnie muskając palcami jego ramię. — Byłbyś wspaniałym modelem.
Opuścił wzrok na miejsce, w którym go dotknęłam, a później znów spojrzał na mnie. Miał dziwną minę. Poczułam wkradające się między nas napięcie, choć nie całkiem rozumiałam jego źródło.
Lubię, gdy wymawiasz moje imię — powiedział cicho, odwracając wzrok.
Zamrugałam kilka razy, całkowicie zapominając języka w gębie. Nie, Richard. Nie rób tego — prosiłam spojrzeniem. Myślałam gorączkowo nad jakąś odpowiedzią, ale wyręczył mnie prawie natychmiast — wyraz jego twarzy uległ zmianie i powrócił ten wesoły, uśmiechnięty brunet, którego tak lubiłam.
Masz fajny akcent, gdy to robisz — dodał, jakby na swoje usprawiedliwienie i wzruszył ramionami.
Odetchnęłam z ulgą. Może tylko mi się wydawało? Kobieca intuicja w moim przypadku była kwestią dyskusyjną. Starałam się nie wyciągać pochopnych wniosków i nie tworzyć bajek praktycznie z niczego.
Richardzieee — zawołałam, celowo zaciągając i oboje parsknęliśmy śmiechem.
Znów czułam się przy nim swobodnie, a on chyba myślał tak samo o mnie — że bylibyśmy parą dobrych przyjaciół, gdybyśmy tylko mieli czas na rozmowę. Przez niego zapomniałam, że jeszcze chwilę wcześniej martwiła mnie nieobecność Andiego. Wspomniałam o tym, gdy Richard się pożegnał, biegnąć na kolejny trening.
Trener Schuster poczuł chyba jakiś zew natury, a raczej zbliżającą się wielką imprezę, bo zaczął naciskać na chłopaków, by ciężko trenowali. Obserwowałam ich zmagania przez oszklone drzwi do hali. Andreasa tam nie było... 
Ogarnął mnie prawdziwy lęk — a jeśli... był gdzieś, gdzie nie powinien? Nie, nie mogłam tak myśleć! Ufałam mu, bardziej niż sobie samej. Na pewno dostał jakieś polecenie od trenera i wypełniał je, całkowicie nieświadomy tego, że podejrzewałam go o złe rzeczy.
Aparat w moich dłoniach zrobił się już ciepły, bo trzymałam go kurczowo, jak największy skarb. Nie wypełniłam jeszcze dziennej normy, miałam zbyt mało dobrych zdjęć. Musiałam to nadrobić, i to jak najszybciej. Sabine wspominała o jakimś bankiecie, na którym miałyśmy się stawić już samym wieczorem. Wszystko działo się tak szybko, a dodatkowo całkowicie rozproszył mnie Richard. No właśnie...
 Spojrzałam jeszcze raz na wyświetlacz, cofając się w pamięci aparatu do zdjęć, które mu zrobiłam — jego spojrzenie mówiło mi wiele, bo byłam dobra w czytaniu z ludzkich twarzy. On mnie lubił... a może było to nawet i więcej, niż zwykła sympatia. Biedny Richard! Nie mogłam dać mu wzajemności, choćbym nawet chciała.
Stałam tam, oparta o zimną szybę, dopóki z zamyślenia nie wyrwał mnie silny uścisk ramion oplatających mnie w pasie. Westchnęłam zaskoczona, gdy Andreas wciągnął mnie za masywny słup, który skutecznie zasłaniał nas od wzroku trenujących skoczków i przyparł do jego chłodnej powierzchni. Wpił się w moje usta, jakby nie widział mnie co najmniej od miesiąca, a nie tylko od kilku godzin i całował je mocno, ściskając mnie tak, że zakręciło mi się w głowie.
Gdzie byłeś? — spytałam, gdy wreszcie dał mi chwilę na zaczerpnięcie oddechu. — Nie trenowałeś z chłopakami?
Coś w jego zachowaniu mnie zaniepokoiło. Nie miałam pojęcia co to było, ale aż wstrząsnął mną dreszcz, i to nie w reakcji na ten niespodziewany atak. Tyle było w jego dotyku siły, desperacji... Dlaczego nie był delikatny? Podobało mi się, gdy bywał bardziej powściągliwy.
Oparł obie dłonie nad moją głową, więżąc mnie w tym bezpiecznym zasięgu jego ramion. Uśmiechnął się krzywo, patrząc mi prosto w oczy.
Biegałem — stwierdził, wypuszczając ciężko powietrze. — Za karę. Pyskowałem do trenera i dostało mi się jak zwykle. Nic nowego. A ty stałaś tu przez cały dzień, gapiąc się na tych pajaców? — wskazał na drzwi sali.
Potrząsnęłam głową, opuszczając wzrok na aparat, który zawisł na kolorowej smyczy i unosił się w rytm mojego szybkiego oddechu. Myśl, Laura. Myśl! Fakt, pachniał wiatrem i słońcem, więc mógł biegać. Tylko dlaczego tak długo? Robił to sam? Może później udał się też na masaż? Może... może...
Jestem taka głupia! — pisnęłam, wysuwając się z jego objęć, by uciec jak najszybciej, zanim zdołałby wyczytać z mojej twarzy zazdrość, którą czułam.
Co ty mówisz? — spytał, łapiąc mnie za nadgarstek i znów przyciągając w swoją stronę. Szorowałam stopami po śliskiej podłodze, zachowując się jak małe dziecko. — Dlaczego uciekasz?
Mrugał zaskoczony, próbując zajrzeć mi w twarz. Moja mina musiała być zawzięta, bo wyglądał na prawdziwie zmartwionego. Szarpałam się z nim, a w głowie szalały myśli. Powiedzieć mu? Nie mówić?
Widziałeś się dziś z tą... tą kobietą? — słowa same opuściły moje usta i wiedziałam, że mogę tego pożałować, jednak nieświadomość była czymś prawdziwie okropnym i nie do wytrzymania.
Przez chwilę tylko na mnie patrzył, nic nie mówiąc. Analizował moje zachowanie czy ubolewał nad tak wielką głupotą dziewczyny, której wyznał miłość.
Ty mi nie ufasz, prawda? — spytał, uwalniając moją rękę z uścisku tak nagle, że aż się zachwiałam. Tylko cudem zdołałam odzyskać równowagę. 
To nie tak... — żachnęłam się, ale przerwał mi, zanim zdążyłam wyjaśnić co miałam na myśli. — Myślisz, że poleciałem do niej, żeby ulżyć sobie po tym, co się między nami działo, tak?
Rozzłościłam go! Przybrał tą wojowniczą pozę, która zupełnie mu nie pasowała i której tak bardzo nie lubiłam. Jego źrenice powiększył gniew, sprawiając, że oczy nie lśniły mu już tym błękitnym blaskiem, a pociemniały jak niebo przed burzą.
Nie! Błagam, nie denerwuj się. Chciałam tylko wiedzieć czy widziałeś ją dzisiaj... Tylko tyle, nic więcej — mój głos drżał niebezpiecznie, jakbym była bliska płaczu, choć jeszcze nie zdawałam sobie z tego sprawy.
Nie, nie widziałem jej! — zawołał ze złością, a później zrobił coś, co całkowicie mną wstrząsnęło... Włożył chyba całą swą siłę, by z rozpędu uderzyć pięścią w słup... tuż nad moją głową. 
Musiałam zatkać uszy, by nie słyszeć tego dźwięku, który opuścił jego gardło, a wtedy na moje włosy spadły malutkie kawałki tynku, który pokruszył się pod wpływem uderzenia. Skuliłam się w sobie, pozwalając swoim nogom na tą niesamowitą miękkość kości. Usiadłam na zimnej posadzce i mogłam tylko słuchać jego kroków, gdy szybko się ode mnie oddalał.
Drżącymi palcami dotknęłam ust, policzków, a później czoła, wsuwając je we włosy — pełno było tam tych odłamków. On był chyba szalony! Ciepłe łzy polały się same, bo okropnie się przestraszyłam. Co się z nim działo?
Nie mogłam dojść do siebie i wciąż nie podnosiłam się z podłogi, bo nawet nie miałam pojęcia gdzie mogłabym pójść — szok zablokował mnie kompletnie i miałam szczęście, że korytarz był o tej porze pusty.
Może nie całkiem tak pusty, jak sądziłam. Ocierałam właśnie rozmazany tusz spod oczu, gdy zauważyłam cień ruchu po mojej prawej stronie. Podniosłam głowę. 
To wilgotna chusteczka — poinformowała mnie kobieta o przyjemnym głosie, nachylając się nade mną i podając mi biały kwadracik. — Powinna pomóc na te oczy pandy.
Uśmiechnęłam się przez łzy, niemo dziękując jej za pomoc. Otarłam powieki pachnącą chusteczką, podnosząc się na nogi. Ona była wysoka, o wiele wyższa, niż ja. 
Widzisz, kochanie. Teraz dużo lepiej — stwierdziła, dotykając moich włosów. — Jesteś śliczna, nawet z takim zasmarkanym noskiem. Jak ci na imię?
Zwlekałam z odpowiedzią, choć od razu zapałałam do niej sympatią. Była jak starsza i nieco okrąglejsza wersja Sabine — typowo piękna i kobieca. Patrzyłam na nią z podziwem, gdy wykrzywiała czerwone usta w podkówkę, litując się nade mną.
Laura. Po prostu Laura — odpowiedziałam, znów używając jej chusteczki. — Dziękuję pani.
Pokiwała głową. Omiotłam spojrzeniem jej sylwetkę, wciąż nie mogąc wyjść z podziwu — chciałam wyglądać tak jak ona. Mieć takie krągłości i tak wąską talię. Sportowe ciuchy, które miała na sobie, układały się idealnie, czego nie można było powiedzieć o moich, co wisiały tylko, bo zwinęłam je z półki Sabine. 
Po raz kolejny pogłaskała mnie po głowie, gdy zaczęła kierować się w stronę sali, na której wciąż ćwiczyli skoczkowie. Mrugnęła okiem na pożegnanie i odeszła. Ścisnęłam w dłoniach zużytą chusteczkę, rozglądając się za jakimś koszem na śmieci. Było mi o wiele lepiej — jej pojawienie się odwróciło moją uwagę od tego, że z moim chłopakiem zaczynało dziać się coś bardzo, bardzo dziwnego. 
Lauro?! — rzuciła nagle blondynka, zatrzymując się tuż przed szklanymi drzwiami. Oparła się na klamce, mierząc mnie zatroskanym spojrzeniem. — Mam nadzieję, że jeszcze cię spotkam. Gdybyś czegoś potrzebowała... pytaj o Petrę. Wszyscy znają mnie tu doskonale!