sobota, 11 stycznia 2014

Dwunasty



LAURA
*****

 To się dzieje zbyt szybko - pomyślałam, gdy moje plecy uderzyły w zimną ścianę, a silne ramiona Andreasa dosłownie zgniotły moje żebra. Uścisk wycisnął mi powietrze z płuc, więc otworzyłam usta, by zaczerpnąć tchu, ale nie zdążyłam - wpił się w moje wargi bez krzty delikatności. 
 Poczułam, że tracę grunt pod stopami, gdy podniósł mnie nieznacznie w górę. Wrażenie tego, że obiekt moich niepohamowanych marzeń i pragnień całował mnie właśnie jak wariat dotarło do mojego skołowanego umysłu i totalnie go zbombardowało. 
 Wpijał mi palce w żebra, sunąc w górę pleców, aż jego niecierpliwe dłonie odnalazły moje włosy, doprowadzając fryzurę do kompletnej ruiny - westchnął przeciągle, co odbiło się echem w mojej głowie, sprawiając, że... zaczęłam odpowiadać na jego ataki.
 Uczepiłam się jego ramion, bo nie miałam zielonego pojęcia jak miałam się zachować - robiłam to, kierowana dziwnym instynktem, który w jednej sekundzie podpowiedział mi, że chciałam go... jeszcze bliżej.
 Nie wiadomo kiedy moje zimne dłonie znalazły się w dole jego pleców i wsunęły pod koszulkę - efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Dźwięk, który opuścił jego gardło sprawił, że miałam ochotę płakać i śmiać się jednocześnie - podobało mu się! Skopiowałam więc jego wcześniejsze ruchy, dodatkowo używając paznokci. Miał gorącą skórę, a pod nią wyczuwałam napięte mięśnie. Przesunęłam palcami po kręgosłupie. Ojjj...
 - Zabijesz mnie - jęknął, opierając się czołem o moje czoło i patrząc mi głęboko w oczy. Odwzajemniłam spojrzenie bez cienia wstydu - wiedziałam, a raczej czułam to, że nie był na mnie obojętny. Może nie miałam żadnego doświadczenia w takich sprawach i kontaktach z chłopakami, ale to przyciąganie między nami było niezaprzeczalne. Gęsia skórka ozdobiła moje odkryte ramiona pod ciężarem jego wzroku. Spoglądał, jakby widział we mnie coś innego, lepszego, niż ja sama mogłam dojrzeć, patrząc w lustro. Wyglądał na... zdziwionego. Ogłuszonego. Jakby właśnie dotarło do niego coś, czego wcześniej się nie domyślał...
 - Ja chyba... chyba... - odezwał się, ale jego głos nagle się załamał. Zbierał się do powiedzenia czegoś ważnego, dałabym sobie za to uciąć rękę. - Ja... nie wiem.
 Uniosłam brwi, a w moim wnętrzu tysiące maleńkich i niecierpliwych motyli znów obudziło się do lotu. Nasza znajomość była dziwna od samego początku, ale im dalej w czas, tym robiła się coraz bardziej pokręcona. Chyba nie miał zamiaru wyznać mi, że... 
 Nie! Nie powinnam nawet dopuszczać do siebie takich myśli! On się pewnie znów zgrywał, a ja po jednym pocałunku widziałam nas przed ołtarzem. Naiwna kretynko! Kto by cię chciał?
 - Nie, proszę - westchnęłam, próbując go odepchnąć. - Nie mogę...
Wciąż trzymał swoje otwarte usta blisko moich i oddychał głośno.
 - Proś o co chcesz, tylko mnie teraz nie odrzucaj - szepnął zdyszany i znów mnie pocałował.
 Tym razem było inaczej - zniknęła gdzieś ta brutalność i desperacja. Otarł się ustami o moje wargi, jakby prosząc o pozwolenie. Delikatnie powiódł koniuszkami palców po mojej skórze - zaczynając od dłoni, sunął w górę, muskając łokcie, ramiona. Na dłużej zajął się gładzeniem kości obojczyka - ten dotyk sprawił, że miałam ochotę po prostu odchylić głowę do tyłu i zamknąć oczy. Błagałam go w myślach, by nie przestawał - to było takie przyjemne!
 Pocałunki były krótkie i lekkie, a mimo to jego dłonie sprawiały, że drżałam bardziej, niż przedtem. Objął mnie za szyję, całując linię żuchwy i kierując się wyżej, a gdy jego oddech połaskotał mnie w ucho, zachichotałam jak głupia, odruchowo przyciągając go bliżej.
 Staliśmy tam - w ciemnym, wilgotnym korytarzu - ściśle objęci i doskonale świadomi swoich młodych, rozochoconych ciał. Zdarzenia tego wieczora potoczyły się tak szybko i niespodziewanie, że w najśmielszych nawet marzeniach nie wymyśliłabym podobnego scenariusza, a życie napisało go samo... 
 Gdzieś w ciemniejszych zakamarkach mojego umysłu kiełkowało ziarenko podejrzeń, bo to wszystko było tak piękne, że aż... nieprawdopodobne. Ciesz się z tego co masz w tej chwili, bo za chwilę znów będziesz sama! Przymknęłam oczy pod ciężarem wyrzutów, którymi obrzucał mnie umysł. 
 Zacisnęłam powieki i najzwyczajniej w świecie... poprosiłam Andreasa by mnie przytulił. Tak normalnie, po przyjacielsku, bez żadnych podtekstów. Chciałam, by odrzucił to pożądanie, którego doświadczyliśmy i żeby trzymał mnie przez chwilę jakbym była małą dziewczynką. Tego potrzebowałam najbardziej - świadomości bezpieczeństwa, którą dać mogły tylko jego silne ramiona.
 Pozwoliłam się objąć, i to mocno. Ogarnęło mnie to niesamowite uczucie euforii, które towarzyszy tego typu bliskości - był ze mną, bo tego chciał. Oddychał mi we włosy, obejmując dłonią tył mojej głowy. Uśmiechnęłam się szeroko, wciskając nos w materiał jego koszulki i głęboko westchnęłam - to tak chciałabym spędzić resztę życia, przy nim i tylko przy nim. 
 Jego ciepło i zapach były tymi właściwymi, najlepszymi pod słońcem. Jego oddech i szybkie, mocne bicie serca, które czułam tuż przy twarzy, dawały mi chęć do dalszego życia. Jego błękitne, przepełnione łagodnością oczy były jedynymi, w które chciałabym wpatrywać się przez całą wieczność, i o jeden dzień dłużej... Tylko czy to było w ogóle możliwe?
  - Wiary nie dam, ale muszą tu gdzieś być.
 Rozemocjonowany głos odbił się echem od ścian korytarza, a my natychmiast odskoczyliśmy od siebie niczym oparzeni - wolałam wyobrazić sobie, że to ja odepchnęłam Andreasa jako pierwsza, ale prawdą było to, że zrobiliśmy to wspólnie, w jednym momencie. 
 On głęboko zaczerpnął powietrza, a ja spuściłam wzrok, coraz bardziej załamana. To by było na tyle - nic nie może przecież wiecznie trwać, a już na pewno nie wylewna czułość Andreasa. Opamiętałam się nagle i gwałtownie - ależ byłam głupia! Mało brakowało, a oddałabym mu się tam pod ścianą zaśmieconego klubu, bez żadnych oporów i głębszego zastanowienia. On się tylko bawił...
 Ogarnęło mnie to uczucie nagłego wypompowania - miałam ochotę osunąć się na ziemię i wyłączyć wszystkie zmysły, by zapaść się głęboko w siebie i nigdy już nie wrócić. Chciałam zniknąć!
 Kroki robiły się coraz głośniejsze, więc poprawiłam sukienkę i sięgnęłam do włosów. Zaczęłam splatać je w warkocz - to przeklęte źródło mojej naiwnej próżności! Dotykałam ich z prawdziwą odrazą, obiecując sobie, że po powrocie do pokoju natychmiast odszukam nożyczki i zetnę je aż do ramiom, a może nawet i krócej - bo on przeczesywał je wcześniej palcami i udawał, że mu się podobało!
  - Zostaw - powiedział, łapiąc mnie za nadgarstek. 
 Odciągnął moją rękę, nie puszczając jej nawet na chwilę. Znieruchomiałam, po czym powoli odwróciłam się w bok - jego twarz była niezwykle poważna, co zdarzało się bardzo rzadko, bo w mojej obecności zwykle bywał albo zły, albo rozbawiony. 
 Przełknął ciężko i znów przyciągnął mnie bliżej, rozluźniając palce. Podniósł dłonie i rozplótł niedbałego kłosa, którego udało mi się wcześniej zamotać. Włosy znów spłynęły mi po plecach długą falą, a on objął mnie za szyję.
-  Tak jest lepiej - oznajmił, patrząc mi głęboko w oczy. - Jesteś wtedy... najpiękniejsza.
 Pogłaskał mój policzek, kciukiem muskając kącik ust, które rozchyliłam bezwiednie, chcąc powiedzieć cokolwiek... Nie dane mi było wyduszenie z siebie chociażby słowa - pojawili się nagle, jakby biegli. Sabine, a tuż za nią Wank, Richard i Severin. 
 Zdziwiłam się, że nie zabrali ze sobą trenera, bo wyglądało to na zbiorowy spacerek po ciemnych zaułkach. Gdzieś w czeluściach mojego umysłu zamigotało słowo "spisek", niczym wielki, czerwony napis na białej ścianie. Odsunęłam te myśli i uniosłam głowę na spotkanie ich... przestraszonych min?
 - Co się stało? - spytałam, odsuwając się od Andreasa na bezpieczną odległość. Nie chciałam by czuł się nieswojo w towarzystwie kolegów - nie musieli wiedzieć co zaszło między nami wcześniej, cokolwiek to było.
 Sabine była zdyszana - opierając dłonie na kolanach, parsknęła nerwowym śmiechem.
 - Musimy się zbierać! Michael dał cynk, ze Schuster nie może spać i jest poważne zagrożenie jego wizytą w naszych pokojach.
  Powoli docierał do mnie sens jej słów i zaczynałam się bać - doskonale pamiętałam, że trener zakazał mi kontaktów z Andreasem. Ciekawe co powiedziałby na widok naszego wcześniejszego... no cóż, bardzo bliskiego kontaktu.
 - Szukaliśmy was dosłownie wszędzie - odezwał się Richard, patrząc na nas z wyrzutem. - Co tu robiliście?
 Wyglądał na zdziwionego, widząc nas razem, a może to było... zniesmaczenie? Odsunęłam się jeszcze bardziej pod ścianę, a Andi obrzucił mnie pustym spojrzeniem. Nie wiedziałam co powiedzieć, a i on nie kwapił się by mnie w tym wyręczyć. Zrobiło mi się gorąco.
 - Bo... bo... - wyjąkałam tylko i zamilkłam.
 - Co niby mogli robić? - obruszył się Wank, mrugając sugestywnie w kierunku Andreasa. - Na pewno nie układali strategi na kolejny konkurs... to wiadomo i...
- Czy to jest to o czym myślę? - wciąż zamyślony Richard przerwał mu w pół zdania, wskazując palcem to na mnie, to na Andiego. - Wy... tego... wy? To znaczy...
 To się stało tak nagle, że nie zdążyłam nawet pisnąć - w jednej chwili stałam, gorączkowo analizując sytuację, a w drugiej patrzyłam jak Andi zacisnął pięści i podniósł wzrok, przemierzając dzielącą nas odległość w dwóch krokach. 
 Jedną ręką chwycił mnie w pasie, przechylając w dół tak, że końcówkami włosów zamiotłam brudną podłogę i całując mocno prosto w usta, na oczach... ich wszystkich.
 Gdy postawił mnie do pionu, chwilowo musiałam zamknąć oczy. Co się właśnie wydarzyło? Nieśmiało rozchyliłam powieki, by spojrzeć na Sabinę i resztę, przygotowując się na wybuchy śmiechu chłopaków. Andreas, wciąż nie wypuszczając mnie z uścisku, podniósł rękę i palcem wycelowował w Richarda.
 - To jest właśnie to, co myślisz i ani się waż tknąć jej nawet palcem. Ta gorąca kocica, jak się wcześniej wyraziłeś, jest już zajęta! - oznajmił wyzywająco i skierował się do wyjścia, siłą ciągnąc mnie za sobą.
 Rzuciłam Sabine szybkie, pełne skruchy spojrzenie i dałam wyprowadzić się z klubu, bo wydarzenia ostatnich chwil całkowicie zamieszały mi w głowie. To wszystko było takie... niespodziewane. Pocałował mnie przy nich, choć jeszcze niedawno mnie lekceważył. O co w tym wszystkim chodziło? O coś musiało...
 - Co ty wyprawiasz? - szepnęłam, gdy zamaszyście otwierał drzwi.
Znieruchomiał, i odwrócił się do mnie, po raz kolejny tego wieczora patrząc mi głęboko w oczy.
 - Nie mam pojęcia - odpowiedział, uśmiechając się szeroko, co sprawiło, że poczułam tysiące mrówek na całym ciele. - Nie mam pieprzonego pojęcia co robię!