czwartek, 2 stycznia 2014

Jedenasty



 
ANDREAS
*****

 - Andreas! - krzyknęła piskliwie jakaś dziewczyna z tłumu, ale udawałem, że jej nie słyszę. Miałem już serdecznie dosyć rozdawania autografów, wdzięczenia się do kamer i udzielania wywiadów. Robiłem to wszystko mechanicznie, nie skupiając się i nie starając. Byłem tak bardzo zmęczony... zarówno fizycznie, jak i psychicznie, a ci ludzie nie zdawali sobie z tego sprawy.
 - Chcę mieć z tobą dzieci! - wydarła się, więc natychmiast wytrzeszczyłem oczy i przyśpieszyłem kroku. Co do licha? Kiedy to wszystko się zmieniło? Kiedy przestałem być tym małym chłopcem, na widok którego cmokały starsze panie, szczypiąc mnie w policzki? Kiedy zmieniłem się w obiekt takich propozycji? Dlaczego? Chciałem ciszy i spokoju, by móc trenować i skakać jak najlepiej potrafię, ale to było niemożliwe. Wszędzie kibice i dziennikarze, każdy ruch dokładnie śledzony i dokumentowany. Zero prywatności. Połowa tych dziewczyn nie kojarzyła mnie ze względu na osiągnięcia, tylko dlatego, że podobał im się mój wygląd. To żałosne!
 - Andreas! - znów usłyszałem za plecami czyjś głos, tym razem znajomy, ale mogło mi się tylko zdawać. Szedłem więc dalej, złożone narty podskakiwały mi na ramieniu, a głowa wciąż pulsowała tępym bólem. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w łóżku - nie ważne gdzie i jak, byle w pozycji leżącej - i zasnąć.
 - Nie udawaj, że mnie nie słyszysz!
Musiałem raptownie się zatrzymać, bo dogoniła mnie Sabine, szarpiąc za rękaw kurtki. Miała śnieg we włosach i rumieńce na policzkach, więc najwyraźniej wcześniej za mną biegła. Uniosłem brwi.
 - Daruj. Myślałem, że wołasz swojego Andreasa - rzuciłem, opierając narty o ziemię, a ona uśmiechnęła się ironicznie.
 - A ty czyj jesteś? - spytała zaczepnie. - Nie wiedziałam, że są jakieś rezerwacje.
Poczułem się speszony - musiała mieć mnie za skończonego drania... Przecież jej koleżanka na pewno się jej zwierzała, czy coś takiego. Musiała wiedzieć, że całkowicie zawaliłem sprawę.
 - Gdzie Laura? - spytałem, nie panując nad ciekawością.
Sabine uniosła brwi, a później zmarszczyła czoło, przyglądając mi się podejrzliwie. Jej oczy zwęziły się do wielkości małych szparek.
 - A dlaczego pytasz? Dziwię się, że znasz jej imię - oświadczyła, lekko ironizując. - Jak to zazwyczaj na nią mówicie? Aha, szara myszka i... poczekaj, niech no sobie przypomnę, chyba jeszcze obiło mi się o uszy kilka innych, słodkich określeń.
 Po jej minie mogłem stwierdzić, że wcale nie miała dobrego nastroju. Mimo tego, że była ode mnie niższa, nagle poczułem się mały i smarkaty, pod samą tylko siłą jej wrogiego spojrzenia. Nie miałem pojęcia co się wydarzyło, ale prawdopodobnie musiała podsłuchać jedną z naszych rozmów, lub - co bardziej prawdopodobne - głupot nagadał jej Wank.
 - To tylko takie żarty - broniłem się, asekuracyjnie zakładając ręce na piersi, by pokazać jej, że wcale się nie bałem jej zarzutów. - Nie mam zupełnie nic do Laury, naprawdę.
 Uniosła brwi i rzuciła mi spojrzenie pełne niedowierzania.
 - Mogłabym sobie rękę uciąć, że jest inaczej, ale skoro tak twierdzisz... no cóż, błądź dalej.
 Zbaraniałem - o czym my w ogóle rozmawialiśmy? Nie miałem zielonego pojęcia o co jej chodziło. To musiał być Wank i jego zwariowane pomysły, by mnie wkopać w jakieś bagno. Niech no tylko dostanę go w swoje ręce, to pożałuje, dziad jeden.
 - Nie wiem o co ci biega... - żachnąłem się, wzruszając ramionami. Wyraz jej twarzy wcale nie uległ poprawie, skrzywiła się bardziej i uniosła w górę palec wskazujący.
 - Zapamiętaj, chłopcze - zwróciła się do mnie tonem starszej, doświadczonej życiowo pani. - Wszyscy mają uczucia, niezależnie od tego czy ich buzia jest tak ładna jak twoja. Każdy ma prawo do miłości, a ty z kolei nie masz żadnego, by ją wyśmiewać! Nie powinieneś się tak zachowywać, bo wiem, że w głębi duszy jesteś inny i dobry. Nie udawaj kogoś gorszego pod wpływem swoich durnych kolegów. Gdyby chodziło o któregoś z nich - wierz mi - nie pytaliby cię o zdanie w sprawie wyboru sympatii.
 Gdy ucichła, poczułem wstyd. Wielki wstyd. Pomimo tej całej otoczki rozbieganej, beztroskiej dziewczyny, Sabine była bardzo mądrą osobą. To ja byłem niedojrzały i głupi. Miała całkowitą rację - nie powinienem pozwalać kolegom na te żarty w stosunku do Laury. Mogłem coś zrobić, ale ja wolałem milczeć, by nie narażać się na wyśmianie. Nie zrobiłem zupełnie nic.
 - Ja... ja... - chciałem coś powiedzieć, przekonać ją, że zgadzałem się z jej zdaniem, ale zwyczajnie brakło mi języka w gębie, a w mojej głowie zapanował kompletny mętlik. Wbiłem wzrok we własne buty tonące w świeżym śniegu.
 Położyła mi dłoń na ramieniu, lekko ściskając.
 - Dopuść do głosu własny mózg, a nie ten typowo męski, czyli zbiorowy, wtedy wszystko będzie dobrze - poradziła mi i odeszła.
 - Dobrze - zawołałem nagle, patrząc na jej oddalającą się sylwetkę. Uniosła rękę na znak, ze mnie słyszała, ale nie odwróciła się. Zostawiła mnie, bym spokojnie przetrawił jej słowa. Wank miał cholerne szczęście podrywając tak rozumną kobietę!
 Stałem tak jeszcze parę chwil i powoli to do mnie docierało - byłem taki głupi! Powinno się mnie trzymać w piwnicy i nie wypuszczać do ludzi, bo sprawiałem same kłopoty.

***

 Musieliśmy zaczekać aż Schuster zaśnie, by w ogóle myśleć o jakimkolwiek wyjściu z hotelu. Wciąż był na mnie zły, choć całkiem nieźle się maskował. Nasz mały konflikt wpływał na atmosferę w całej drużynie - nawet nie próbowaliśmy prosić o wychodne, woleliśmy wymknąć się po cichu.
 Ja potrzebowałem jedynie kilkunastu minut na szybki prysznic, za to Wank wciąż jeszcze się stroił, gdy gotowy wróciłem do pokoju. Nie zdążyłem nawet wyśmiać tej pięciokrotnej zmiany koszulki, gdy zaraz za mną do środka wpakowali się Severin i Richard. Widać było, że się umyli i uczesali, a to już był duży plus. Rozsiedli się wygodnie na moim łóżku, obserwując dramatyczną walkę Wanka z kolejną koszulką. Nie trwało to zbyt długo, a drzwi znów uchylono i wtedy wszystkim nam opadły kopary.
 - Jak ty się ubrałaś?!
Głos Wanka przeszedł w pisk, gdy tylko zobaczył sukienkę Sabine. To znaczy - kompletny brak sukienki. Dumnym, tanecznym krokiem przeparadowała na środek pomieszczenia i mogliśmy widzieć dokładnie... wszystko.
 - O co ci chodzi? - prychnęła, obciągając skromny kawałek materiału opinający jej krągłe biodra. Musiałem przyznać, że sam zawiesiłem na niej wzrok o kilka sekund zbyt długo, ale byłem lepszy od Severina, któremu prawie wyszły na wierzch gałki oczne. Richard wpadał w hiperwentylację, nieprzerwanie mrugając, jakby coś ostrego utkwiło mu pod powieką.
 - To... to... - jąkał się Wank, a jego rozbiegany wzrok przeskakiwał z Sabine na mnie. - Ubrałaś się tak, że każdy facet na tamtej imprezie pomyśli, że włożył za ciasne gacie!
Perlisty śmiech poniósł się po pokoju, a ja pokiwałem głową, gdy Sabine podeszła do Wanka i wspinając się na palcach, zaczęła mówić powoli i wyraźnie:
 - Nie krępuj się, słoneczko - jej oddech poruszał rozczochranymi kosmykami włosów opadającymi mu na kark. - Poczekamy, aż zmienisz swoje gacie na większe.
Pozostali próbowali powstrzymać śmiech, ja także, ale gdy moje spojrzenie skrzyżowało się ze łzawym wzrokiem Richarda, nie wytrzymaliśmy. Rżałem jak głupi, gdy Wanki wybiegł z pokoju, trzaskając drzwiami.
 - Jesteś potworem - sapnąłem, ocierając załzawione oczy.
 - Muszę go sobie wychować - stwierdziła wyniośle, kiwając mi głową, bym nie zapomniał co jej obiecałem. - Przyszłam się pożegnać i życzyć wam miłego wieczoru, chłopcy. Nasz - miała na myśli siebie i Laurę - z całą pewnością taki będzie, już ja się o to postaram.
 Wyszła, kręcąc biodrami, a jedynym odgłosem słyszalnym w pokoju było powietrze powoli uchodzące z Richarda, który wyglądał jakby miał wewnątrz ciała mały pożar. 
 Natychmiast zapomniałem o zgrabnej figurze naszej fotografki, bo co innego zaprzątało moje myśli - chęć znalezienia się na tej samej imprezie, co one, i to nie ze względu na Sabine. Byłem ciekaw wyglądu Laury. Odrzuciłem tą opcję, potrząsając głową. 
 Zabrałem kurtkę i pognałem za Wankiem, który zapewne wyładowywał skutki swojego zawodu miłosnego na jakimś elemencie hotelowego wyposażenia.

***

 Do klubu musiałem jechać tylko z Wankim, bo niestety - nie miałem innego wyjścia. Severin i Richard uparli się, by jechać tam, gdzie poszły dziewczyny. 
 Ja nie chciałem, on też. Wciąż jeszcze dąsał się na Sabine za ten odważny strój, a dodatkowo wcześniej obiecał jej, że będzie mogła poświęcić uwagę swojej Laurze, bo strasznie ją zaniedbała. Chciała pomóc jej w poszukiwaniu chłopaka...
 Z jakiegoś dziwnego powodu jeszcze bardziej popsuł mi się humor. Nie dość, że moja biedna głowa pulsowała tępym bólem, to jeszcze wciąż nie mogłem pozbyć się pewnego uczucia - tęskniłem za czymś. To był taki specyficzny rodzaj poczucia straty. Nie znałem jego powodu.
 Szukała dla Laury chłopaka? A po co? Przecież Norwedzy są tacy zakręceni - poznałem Toma Hilde, więc swoje wiem! Po jaką cholerę szukać sobie faceta w kraju, z którego wyleci się w ciągu kolejnej doby?
 Prawda dotarła do mnie zbyt gwałtownie - chciała dla niej przygody. Jednorazowego wyskoku. Czegoś szalonego i niezobowiązującego. 
 Przecież to do Laury niepodobne. Była taka spokojna, cicha... Może chciała się zmienić? Tylko po co? Właśnie to wyróżniało ją z tłumu tysiąca identycznych dziewczyn w jej wieku. Musiałem przestać tyle o niej myśleć, bo to było niezdrowe. Szkoda tylko, że nie mogłem.
 - Idę się napić - stwierdziłem, zostawiając Wanka samego, wpatrzonego w wyświetlacz telefonu, jakby kryły się tam odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące ludzkości i sensu życia.
 Wróciłem do stolika z trzema kolejkami drinków, które ledwo doniosłem do celu na chybotliwej tacce. Wszystkie były dla mnie, rzecz jasna. Mój towarzysz nie kontaktował z otoczeniem, wciąż wyczekując na chociażby krótką wiadomość od swojej panienki, albo od Richarda, który obiecał śledzić ją z ukrycia.
 - Za miłość! - prychnąłem, uśmiechając się głupio, ale on nie zwrócił na mnie uwagi. Uniosłem szklankę i opróżniłem ją dwoma łykami. Palące gorąco rozlało się po moim gardle i było to najprzyjemniejsze uczucie, jakie poczułem od dawna. Nie spocząłem dotąd, aż wszystkie szklanki ukazały dno. Wspaniale.
 Zaszumiało mi w głowie, i to całkiem porządnie. Byłem szczęśliwy przez jakieś pół godziny - cieszyłem się jak głupi, od czasu do czasu kiwając się w rytm muzyki, aż przyszła faza otrzeźwienia. Wróciły dręczące mnie myśli i ta głupia tęsknota... 
 Pomyślałem sobie, że oto przyszedł czas, by wreszcie dać upust tym wszystkim emocjom, które zgromadziły się w moim ciele przez kilka ostatnich dni. Spora dawka alkoholu dodała mi odwagi. Pieprzyć to - pomyślałem. 
 Omiotłem wzrokiem roztańczony na parkiecie tłum i zacząłem poszukiwania odpowiedniego obiektu. Musiała być ładna i szczupła, tylko tyle. Nie potrzebowałem nic więcej, by pogrążyć się w zapomnieniu - wódka, panienka i ciemny zaułek w zupełności wystarczyły mi w tamtym momencie. Jestem młodym facetem - tłumaczyłem sobie - i wszystko mi wolno.
 Trafiła się taka - była nawet młodsza ode mnie. Mocny makijaż i obcisła sukienka, która wyraźnie podkreślała wszelkie braki kobiecości, a także nie zostawiała żadnego pola dla wyobraźni. Nadawała się, przynajmniej Wank i Richie nie mieli powodu, by mnie wyśmiać, gdybym się z nią pokazał. Chuda, nieletnia... w sam raz.
 - Szukasz może towarzystwa? - spytałem niskim głosem, muskając jej ucho wargami i obejmując od tyłu.
 Drgnęła lekko pod wpływem tego niespodziewanego ataku, ale się nie spięła. Dotknęła moich nadgarstków zimnymi dłońmi i rozluźniła uścisk, obracając się do mnie twarzą. Była mojego wzrostu, więc spojrzeliśmy sobie w oczy i... nie poczułem nic. Zielone tęczówki, długie rzęsy. Jej źrenice znacznie się powiększyły, co przyjąłem z zadowoleniem - ofiara połknęła przynętę.
 - Teraz już nie - odparła, kładąc mi ręce na ramionach. Przesunęła dłońmi w górę, muskając szczękę i kark. Uśmiechnęła się zmysłowo, patrząc mi prosto w oczy. - Myślę, że mam już odpowiednie towarzystwo na całą noc.
 Tańczyliśmy przez dłuższą chwilę. Pozwalała mi na wszystko to, co tylko odważyłem się zrobić. Dotykałem jej zachłannie, wbijając palce w ciało i zaciskając je mocno. Nie protestowała. Reagowała sporadycznie i niezbyt emocjonalnie, jakby... jakby to był dla niej chleb powszedni. 
 Chciałem coś poczuć, sam nie wiem co. Może jakieś niezdrowe podniecenie spowodowane tym, że poderwałem panienkę jedynie trzema słowami i zaborczym uściskiem? Zadowolenie, bo była uległa i mogłem z nią zrobić co tylko chciałem? Tak naprawdę oszukiwałem sam siebie - ja po prostu uciszałem tą część własnego mózgu, która skupiała się na jednej i jedynej osobie - na imię jej było Laura, niestety.
 To było to - to właśnie ją chciałem trzymać w ramionach i dotykać, choć może z większym szacunkiem. Jej ciało czułbym pod dłońmi, gdybym ją objął, tak jak to sobie wiele razy wyobrażałem. Wstydziłem się tych myśli, jak cholera się wstydziłem, ale nie mogłem poradzić zupełnie nic na fakt, że śniła mi się po nocach i nie dawała spokoju. 
 Zagłuszałem to... nazywając ją po prostu szarą myszą, nieatrakcyjną dziewczyną, a tak naprawdę powoli usychałem z pragnienia, by ją mieć. 
 O ironio! Co mi mówił Schuster? Wtedy się wyparłem, a on doskonale wiedział! Zawsze potrafił wyciągnąć ze mnie największe tajemnice.
 Poczułem rozdrażnienie, gdy zielonooka przypomniała mi o swojej obecności, sugestywnie ocierając się o mnie biodrami. To już nie było zabawne, skończyło się polowanie, więc i ofiara przestała mnie interesować. Wiedziałem po co było to wszystko - chciałem przecież zapomnienia, i to jak najszybciej!
 Zareagowała tak jak się spodziewałem, gdy jednym szybkim ruchem wpiłem się w jej usta. Zacisnąłem powieki i pocałowałem ją rozpaczliwie, zgniatając jej wątłą talię w mocnym uścisku. Wplotła palce w moje włosy i ciągnęła nieznacznie, co jeszcze bardziej mnie zezłościło. 
 Musiałem wyładować tą agresję na kimś... na czymś, zanim moja głowa eksplodowałby od nadmiaru uczuć. Czego mogłem się spodziewać? Fajerwerków? Gromów z jasnego nieba? Prawie wsadziłem jej język do gardła, a nie poczułem zupełnie nic oprócz... obrzydzenia. Nie do niej - nie była niczemu winna. Brzydziłem się sobą. 
 - Nie mogę - westchnąłem, odpychając ją gwałtownie, aż się zachwiała.
 Jej zdziwiona mina prawie natychmiast zmieniła się na prawdziwie wkurzoną - po wyrazie mojej twarzy musiała zrozumieć, że z małej przygody nici. Przeczesałem włosy palcami, tak jak to miałem w zwyczaju, gdy coś mnie denerwowało.
 - Skoro nie możesz już w takim wieku, to chyba powinieneś się leczyć, koleś! - krzyknęła wzburzona, mijając mnie pośpiesznie i znikając w tłumie. 
 Kilka osób spojrzało na mnie z politowaniem, dziewczyny tańczące obok zachichotały, a ja miałem ochotę bić głową w ścianę, dopóki nie zostałaby z niej tylko miazga.

***

 Wróciłem do stolika, a Wank właśnie zrywał się z fotela jak oparzony. Chwycił kurtkę i zaczął ją na siebie wciągać, nie trafiając w rękawy. Klął głośno, więc chwilowo tylko mu się przyglądałem.
 - Stary - rzuciłem - ogarnij się. Nie uczyli cię w przedszkolu jak się ubierać?
 Zauważył mnie i znieruchomiał z jedną ręką cudem wciśniętą w odpowiedni otwór, szkoda tylko, że wciągnął kurtkę na złą stronę. Wzrok miał rozbiegany, a mógłbym przysiąc, że jako kierowca nawet nie spojrzał na alkohol.
 - Richard przysłał mi wiadomość - poinformował z wyrzutem w głosie.
 - To właśnie z tego powodu znęcasz się nad tym biednym ciuchem? - spytałem, siadając na swoim miejscu. Czasami zachowywał się jak idiota i było to całkiem śmieszne, ale tym razem wcale nie polepszył mi humoru swoją głupotą.
 - Nie - odparł zdenerwowany, rzucając odzienie z powrotem na fotel. - To przez nią! Doprowadza mnie do szału ta baba!
 Ostatnie słowo zaakcentował tak, że natychmiast wiedziałem o kogo chodziło - Sabine, oczywiście. Wank oszalał na jej punkcie i nie było już takiej chwili, byśmy nie musieli wysłuchiwać jego osobistych wywodów na temat ich życia intymnego. Nie żebym przyjmował te zwierzenia z czystą przyjemnością...
 - Co tym razem? Richard dowiedział się, że jednak nie założyła majtek pod tą sukienkę? - prychnąłem znudzony, a jego oczy prawie wyszły na wierzch.
 - Jak to: nie założyła majtek?! JAK TO?
 Miałem ochotę pacnąć się w łeb, albo lepiej - walnąć jego, obojętnie w co. Ulżyłoby mi za te wszystkie czasy, które poświęciłem na użeranie się z nim.
 - Żart, baranie! Żartowałem.
 Uspokoił się trochę i powoli wciągnął na siebie kurtkę, chwytając leżące na stoliku kluczyki. Wyciągnął telefon z kieszeni i podsunął mi go pod sam nos. Wzdrygnąłem się, myśląc, że chciał mi zrobić zdjęcie - czego szczerze nienawidziłem, bo zawsze głupio na nich wychodzę - i odepchnąłem jego rękę.
 - Patrz, blondi - warknął, przewracając oczami. - Patrz i płacz!
 Chwilę mierzyliśmy się wzrokiem - on patrzył nagląco, a ja z powątpiewaniem. Spojrzałem wreszcie na wyświetlacz, treść wiadomości była chaotyczna i raził w niej kompletny brak przecinków. No tak, Richard. Pisał o Sabine, która podobno dawała czadu w klubie, do którego pojechał z Severinem. Ostatnie zdanie na dłużej skupiło moją uwagę.
 - Co miał na myśli pisząc, że właśnie ma zamiar zabrać się za Laurę, bo w swojej nowej sukience wygląda jak gorąca kocica? - spytałem zdumiony, podnosząc wzrok.
 Palant stojący nade mną wyszczerzył się szeroko, wzruszając ramionami.
 - A co mamy zazwyczaj na myśli, gdy rozważamy zabranie się za jakąś dziewczynę?
 - Nie ma mowy! - oburzyłem się, zrywając z miejsca.
 Przekrzywił głowę i chwilę patrzył, jakby widział mnie po raz pierwszy w życiu.
 - Wiedziałem! - wydarł się nagle, waląc swoją wielką pięścią w blat. - Cholernie dobrze wiedziałem.
 - Niby co? - wymamrotałem, wciąż ściskając w dłoni telefon. Pożałuje, menda jedna. Nie dożyje śniadania. Zatłukę własnymi rękami, jeśli tylko tknie ją palcem!
 - Myszka ci się podoba!
 - Wcale nie... - chciałem znów skłamać, ale widząc, że mnie przejrzał, skapitulowałem. - To aż tak widać?
 Potrząsnął głową na znak zaprzeczenia.
 - Chłopie, dopiero teraz w to uwierzyłem. Masz mordę jak ze skały, ciężko cokolwiek z niej wyczytać - oznajmił, a ja puściłem mimo uszu określenie mojej twarzy jako tępej. Wziąłem głęboki oddech, by stawić czoła nadchodzącym wydarzeniom.
 - Zaczynaj - zwróciłem się do niego, prostując się na całą swoja wysokość, byśmy byli jak równy z równym.
 - Co niby? - zdziwił się.
 - Śmiej się! No dalej, rżyj tak jak tylko potrafisz. Nabijaj się z mojego nieszczęścia - paplałem, jak potłuczony. 
 Uniósł brwi. Miał minę człowieka, który przebywa w pomieszczeniu z kimś niezrównoważonym umysłowo - z jednej strony uśmiecha się, a z drugiej już planuje ucieczkę.
 - Dlaczego mam się z ciebie śmiać? - spytał, nachylając się bliżej. Palcem trącił mnie w czoło. - Wlazła ci, skubana, do głowy, więc zrób jej to samo. Jedźmy tam teraz i niczym cholerni jaskiniowcy - za włosy babę i do jaskini!
 Nie mogłem powstrzymać się, by go nie walnąć, ale posłuchałem tej rady - pięć minut później siedzieliśmy już w samochodzie, pędząc w stronę centrum, a ja wreszcie poczułem coś na kształt nerwowego podniecenia. Musiałem ją złapać, zanim zrobiłby to Richard. Musiałem jej wszystko powiedzieć. Musiałem z nią być, czy tego chciała, czy nie.

***
 Muzyka była tak ogłuszająca, że chwilowo straciłem poczucie czasu i przestrzeni. Nie pomogły mi bynajmniej wypite wcześniej drinki, choć zazwyczaj miałem mocną głowę i rzadko się zdarzało, bym chwiał się po takiej ilości alkoholu. Przynajmniej miałem wielką odwagę i jeszcze większą ochotę, by zobaczyć Laurę. 
 Byłem gotów na tą konfrontację i wiedziałem, że jestem jej winny wyjaśnienie i przeprosiny. Zle zaczęliśmy naszą - jakby na to nie patrzeć - krótką i dosyć intensywną znajomość. Nie miałem okazji, by lepiej ją poznać, dowiedzieć się czegoś więcej o niej samej i chociażby zbliżyć się do odkrycia jednej z jej tajemnic. Jedyne słowa, które wymieniliśmy, były raczej wykrzyczane, bo rozpaczliwie starałem się ją odepchnąć, by nie mąciła mi więcej w głowie. Ona nie była niczemu winna.
 Wank zostawił mnie i pognał na poszukiwanie Sabine. Poprosiłem go, by nie wspominał jej o mojej obecności i ukryłem się w ciemnym kącie. Musiałem to sobie dobrze zaplanować - gdybym po prostu poszedł z nim i zagadnął do Laury przy Sabine, nie obyłoby się bez niewygodnych pytań. Blondynka była wrogo do mnie nastawiona i nie pozwoliłaby swojej młodszej przyjaciółce wyjść ze mną gdziekolwiek, nawet na sekundę, a tym bardziej spokojnie pogadać.
 Chciałem być z nią sam na sam. Nie miałem niczego zdrożnego na myśli, choć mój przebudzony do życia nastoletni umysł kierowany hormonami podsuwał mi różne możliwości i oczekiwania. Tłumiłem to w sobie. Rozmawiać - myślałem. - Będziemy tylko rozmawiać.
 Minęło sporo czasu, zanim odważyłem się wyjść z cienia. Przepychając się między tłumem rozgrzanych ciał, koncentrowałem wzrok na poszukiwaniu Laury - gdzieś tam musiała się przecież kręcić. Miałem nadzieję, że nagle mignie mi przed oczami jej postać, albo chociaż kątem oka złapię ten charakterystyczny warkocz, który niezmiennie nosiła.
 Niestety, przede mną przewijały się tłumy dziewcząt, a wszystkie z nich były piękne na swój sposób i wiedziałem, że większość uległaby mojemu czarowi, gdybym tylko chciał. Nie chciałem. Już nie. Żadna nie była nią - skrytą, zamkniętą w sobie, słodką dziewczyną o spojrzeniu pełnym tajemnic. 
 Poczułem się nagle jakbym mógł dla niej góry przenosić. To było takie dziwne i nowe, a ta wielka zmiana nastąpiła we mnie całkowicie niespodziewanie. Sprawiło to, że ogarnęło mnie uczucie ulgi. Musiałem ją znaleźć, i to jak najszybciej!
 Wpadła na mnie, jakby pchana zachcianką losu, który postanowił, by tym razem nasze ścieżki się przecięły. Podniosła oczy, a mój umysł obumarł odrobinę w reakcji na to, jaka była piękna. Była taka przez cały czas, a ja - głupi i ślepy dureń - nie chciałem tego widzieć. 
 Jej wzrok był... błagalny. Prosiła o coś, albo się bała, czemu wcale się nie dziwiłem, bo zapewne miała mnie za skończonego drania, który nie chciał dać jej spokoju.
 Szarpnęła się nieznacznie, jakby chciała mi się wyrwać, ale nie pozwoliłem na to. Nie było mowy o tym, bym miał ją wypuścić. Trzymałem ją mocno, a wszystkie czynniki - muzyka, przytłumione światła i jej zapach - sprawiały, że powoli traciłem rozum. Nigdy wcześniej nie czułem się tak bardzo odpowiednio w miejscu, w którym byłem.
 Nie chciałem jej wystraszyć. Mogła pomyśleć, że znów coś kombinowałem, albo, że z ukrycia przyglądali nam się Wank i spółka w ramach kolejnego, dziecinnego zakładu. Skąd miałem wiedzieć co o mnie myślała?
 Odciągnęła dłonie, które wcześniej płasko opierała na moich przedramionach i znów chciała mi się wyrwać, więc odruchowo przyciągnąłem ją bliżej, a gdy poczułem to ciepło bijące od jej skóry, miałem siłę, by pochylić się i szepnąć jedynie:
 - Szukałem cię.
 Pokręciła głową - jej włosy łaskotały mnie w policzek. Nie zwracałem uwagi na otoczenie. Muzyka wokół nas zmieniła się odrobinę, nabierając wolniejszego, bardziej sennego rytmu, jakby nawet ona chciała mi pomóc w zatrzymaniu Laury.
 Uległa, gdy pociągnąłem ją za sobą w gęsty tłum - posłusznie dała się wprowadzić między tańczących zmysłowo młodych ludzi, takich jak my dwoje. Nie spuszczałem z niej wzroku, gdy pozwoliłem sobie położyć dłonie na jej biodrach. Tak, była prawdziwie kobieca, nie tak jak panienka z poprzedniego klubu.
 Nie pokazała wszystkiego - mogłem widzieć jej nagie ramiona i rysujące się pod skórą obojczyki, które doprowadziły mnie do kompletnej gorączki - tyle pola dla wyobraźni, która pracowała w tamtym momencie na najwyższych możliwych obrotach. Chciałem... tak bardzo chciałem ich dotknąć, przejechać po nich palcem... wpić się ustami w to miejsce na jej szyi, gdzie bił puls. Ledwo nad sobą panowałem, ściskając materiał sukienki i mnąc go niecierpliwymi dłońmi. Przyciągałem ją tak blisko, że musiała wiedzieć jak na mnie działała. Pokazałem jej siebie i pragnąłem, by zrobiła to samo.
 Znów na mnie spojrzała - rozpraszałem ją. Patrzyłem, jakbym chciał wywiercić jej dziurę w głowie. Zacisnęła palce, odciągając moją dłoń od zmaltretowanej sukienki, ale znów ją ubiegłem. Żelazny uścisk moich palców na jej delikatnym nadgarstku był stanowczo zbyt mocny, ale chciałem jej pokazać, żeby nawet nie próbowała się bronić. Nie pozwoliłbym jej odejść.
 Po raz kolejny zaczęła się wyrywać, więc uniosłem nasze złączone ręce wyżej, co znów sprawiło, że przylgnęła do mnie całym ciałem. Zacisnęła powieki i potrząsnęła głową, odwracając twarz w bok.
 - Powiedz, że mam przestać, to przestanę - rzuciłem zaczepnie.
 Była taka niska i wydawała się tak mała w moich ramionach, że miałem ochotę ukryć ją tam i nigdy nie wypuszczać. To było dziwne - w jednej chwili przenikało mnie tyle emocji i uczuć. Dlaczego wcześniej byłem taki ślepy?
 Gdy nagle dotknęła dłonią mojego rozgrzanego czoła i przesunęła palcami po ledwo wyczuwalnych guzach, których sama była powodem, moje ciało przeszedł dreszcz. Musiałem mocno zacisnąć powieki, gdy musnąwszy policzek i szczękę, powróciła, by obrysować kontur moich ust. To był impuls - pod wpływem tego nieśmiałego dotyku, pochyliłem głowę i chciałem ją pocałować. Nie tak, jak tamtą dziewczynę. Wtedy było inaczej, potrzebowałem zapomnienia i odwrotu uwagi od Laury, choć całkowicie niepotrzebnie. 
 Czułem jej ciepły, szybki oddech i automatycznie rozwarłem wargi. Oddychaliśmy tym samym powietrzem i czułem to połączenie, więź - jakbym znał ją od zawsze. Musiała być moja. Musiała!
 Zsunąłem dłonie jeszcze niżej, nie mogąc się powstrzymać. Tak bardzo chciałem ją całować, a jednak wydawało mi się, że byłoby to złe, gdybym zrobił to w takim miejscu. Powinienem być z nią i tylko z nią. Sam na sam.
 - Chodź ze mną - poprosiłem, zbliżając twarz do jej szyi i muskając ustami to upragnione miejsce, które tak bardzo mnie kręciło.
 - Nie - jęknęła, odpychając mnie, na co zareagowałem gwałtowniej, niż mógłbym się spodziewać.
 - Proszę!
 Desperacja w moim głosie była bardzo wyraźna, tak samo, jak w sposobie w jaki ją trzymałem. Miałem to gdzieś - otworzyłem się wreszcie i byłem całkowicie zależny od jej decyzji. Musiałem ją mieć na osobności, i to natychmiast.
 Gdybym był bardziej przytomny w tamtym momencie, może powstrzymałbym się od wyciągania jej z sali przymusem. Nie byłem, więc użyłem siły, a ona się poddała. Szliśmy, trzymając się za ręce, gdy torowałem drogę między ludźmi. 
 Widziałem wszystko jak przez mgłę, a mój mózg dosłownie skwierczał od nadmiaru myśli - o tym, co będzie, gdy już znajdziemy się sami. Nie byłem pewien co do ograniczenia naszych kontaktów jedynie do rozmowy. Rozsądnie byłoby porozmawiać i lepiej się poznać, ale zdałem sobie sprawę, że to by mnie nie zadowoliło - w tamtym momencie nie chciałem jej mówić o swoich uczuciach. Chciałem je okazać.
 Dosłownie ściągnąłem ją po schodach w dół, gdzie było prawie całkiem ciemno i o wiele ciszej. Popchnąłem na ścianę i zdążyła jedynie westchnąć zaskoczona, gdy moje ręce znów owinęły się ciasno wokół jej talii. Wygięła plecy w łuk, a ja z całą mocą i pożądaniem jakie czułem, zmiażdżyłem jej wargi swoimi.