*****
-
Andreas! - krzyknęła piskliwie jakaś dziewczyna z tłumu, ale
udawałem, że jej nie słyszę. Miałem już serdecznie dosyć
rozdawania autografów, wdzięczenia się do kamer i udzielania
wywiadów. Robiłem to wszystko mechanicznie, nie skupiając się i
nie starając. Byłem tak bardzo zmęczony... zarówno fizycznie, jak
i psychicznie, a ci ludzie nie zdawali sobie z tego sprawy.
-
Chcę mieć z tobą dzieci! - wydarła się, więc natychmiast
wytrzeszczyłem oczy i przyśpieszyłem kroku. Co do licha? Kiedy to
wszystko się zmieniło? Kiedy przestałem być tym małym chłopcem,
na widok którego cmokały starsze panie, szczypiąc mnie w policzki?
Kiedy zmieniłem się w obiekt takich propozycji? Dlaczego? Chciałem
ciszy i spokoju, by móc trenować i skakać jak najlepiej potrafię,
ale to było niemożliwe. Wszędzie kibice i dziennikarze, każdy
ruch dokładnie śledzony i dokumentowany. Zero prywatności. Połowa
tych dziewczyn nie kojarzyła mnie ze względu na osiągnięcia,
tylko dlatego, że podobał im się mój wygląd. To żałosne!
-
Andreas! - znów usłyszałem za plecami czyjś głos, tym razem
znajomy, ale mogło mi się tylko zdawać. Szedłem więc dalej,
złożone narty podskakiwały mi na ramieniu, a głowa wciąż
pulsowała tępym bólem. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w
łóżku - nie ważne gdzie i jak, byle w pozycji leżącej - i
zasnąć.
-
Nie udawaj, że mnie nie słyszysz!
Musiałem
raptownie się zatrzymać, bo dogoniła mnie Sabine, szarpiąc za
rękaw kurtki. Miała śnieg we włosach i rumieńce na policzkach,
więc najwyraźniej wcześniej za mną biegła. Uniosłem brwi.
-
Daruj. Myślałem, że wołasz swojego Andreasa - rzuciłem,
opierając narty o ziemię, a ona uśmiechnęła się ironicznie.
-
A ty czyj jesteś? - spytała zaczepnie. - Nie wiedziałam, że są
jakieś rezerwacje.
Poczułem
się speszony - musiała mieć mnie za skończonego drania...
Przecież jej koleżanka na pewno się jej zwierzała, czy coś
takiego. Musiała wiedzieć, że całkowicie zawaliłem sprawę.
-
Gdzie Laura? - spytałem, nie panując nad ciekawością.
Sabine
uniosła brwi, a później zmarszczyła czoło, przyglądając mi się
podejrzliwie. Jej oczy zwęziły się do wielkości małych szparek.
-
A dlaczego pytasz? Dziwię się, że znasz jej imię - oświadczyła,
lekko ironizując. - Jak to zazwyczaj na nią mówicie? Aha, szara
myszka i... poczekaj, niech no sobie przypomnę, chyba jeszcze obiło
mi się o uszy kilka innych, słodkich określeń.
Po
jej minie mogłem stwierdzić, że wcale nie miała dobrego nastroju.
Mimo tego, że była ode mnie niższa, nagle poczułem się mały i
smarkaty, pod samą tylko siłą jej wrogiego spojrzenia. Nie miałem
pojęcia co się wydarzyło, ale prawdopodobnie musiała podsłuchać
jedną z naszych rozmów, lub - co bardziej prawdopodobne - głupot
nagadał jej Wank.
-
To tylko takie żarty - broniłem się, asekuracyjnie zakładając
ręce na piersi, by pokazać jej, że wcale się nie bałem jej
zarzutów. - Nie mam zupełnie nic do Laury, naprawdę.
Uniosła
brwi i rzuciła mi spojrzenie pełne niedowierzania.
-
Mogłabym sobie rękę uciąć, że jest inaczej, ale skoro tak
twierdzisz... no cóż, błądź dalej.
Zbaraniałem
- o czym my w ogóle rozmawialiśmy? Nie miałem zielonego pojęcia o
co jej chodziło. To musiał być Wank i jego zwariowane pomysły, by
mnie wkopać w jakieś bagno. Niech no tylko dostanę go w swoje
ręce, to pożałuje, dziad jeden.
-
Nie wiem o co ci biega... - żachnąłem się, wzruszając ramionami.
Wyraz jej twarzy wcale nie uległ poprawie, skrzywiła się bardziej
i uniosła w górę palec wskazujący.
-
Zapamiętaj, chłopcze - zwróciła się do mnie tonem starszej,
doświadczonej życiowo pani. - Wszyscy mają uczucia, niezależnie
od tego czy ich buzia jest tak ładna jak twoja. Każdy ma prawo do
miłości, a ty z kolei nie masz żadnego, by ją wyśmiewać! Nie
powinieneś się tak zachowywać, bo wiem, że w głębi duszy jesteś
inny i dobry. Nie udawaj kogoś gorszego pod wpływem swoich durnych
kolegów. Gdyby chodziło o któregoś z nich - wierz mi - nie
pytaliby cię o zdanie w sprawie wyboru sympatii.
Gdy
ucichła, poczułem wstyd. Wielki wstyd. Pomimo tej całej otoczki
rozbieganej, beztroskiej dziewczyny, Sabine była bardzo mądrą
osobą. To ja byłem niedojrzały i głupi. Miała całkowitą rację
- nie powinienem pozwalać kolegom na te żarty w stosunku do Laury.
Mogłem coś zrobić, ale ja wolałem milczeć, by nie narażać się
na wyśmianie. Nie zrobiłem zupełnie nic.
-
Ja... ja... - chciałem coś powiedzieć, przekonać ją, że
zgadzałem się z jej zdaniem, ale zwyczajnie brakło mi języka w
gębie, a w mojej głowie zapanował kompletny mętlik. Wbiłem wzrok
we własne buty tonące w świeżym śniegu.
Położyła
mi dłoń na ramieniu, lekko ściskając.
-
Dopuść do głosu własny mózg, a nie ten typowo męski, czyli
zbiorowy, wtedy wszystko będzie dobrze - poradziła mi i odeszła.
-
Dobrze - zawołałem nagle, patrząc na jej oddalającą się
sylwetkę. Uniosła rękę na znak, ze mnie słyszała, ale nie
odwróciła się. Zostawiła mnie, bym spokojnie przetrawił jej
słowa. Wank miał cholerne szczęście podrywając tak rozumną
kobietę!
Stałem
tak jeszcze parę chwil i powoli to do mnie docierało - byłem taki
głupi! Powinno się mnie trzymać w piwnicy i nie wypuszczać do
ludzi, bo sprawiałem same kłopoty.
***
Musieliśmy zaczekać aż Schuster zaśnie, by w ogóle myśleć o jakimkolwiek wyjściu z hotelu. Wciąż był na mnie zły, choć całkiem nieźle się maskował. Nasz mały konflikt wpływał na atmosferę w całej drużynie - nawet nie próbowaliśmy prosić o wychodne, woleliśmy wymknąć się po cichu.
Ja
potrzebowałem jedynie kilkunastu minut na szybki prysznic, za to
Wank wciąż jeszcze się stroił, gdy gotowy wróciłem do pokoju.
Nie zdążyłem nawet wyśmiać tej pięciokrotnej zmiany koszulki,
gdy zaraz za mną do środka wpakowali się Severin i Richard. Widać
było, że się umyli i uczesali, a to już był duży plus.
Rozsiedli się wygodnie na moim łóżku, obserwując dramatyczną
walkę Wanka z kolejną koszulką. Nie trwało to zbyt długo, a
drzwi znów uchylono i wtedy wszystkim nam opadły kopary.
-
Jak ty się ubrałaś?!
Głos
Wanka przeszedł w pisk, gdy tylko zobaczył sukienkę Sabine. To
znaczy - kompletny brak sukienki. Dumnym, tanecznym krokiem
przeparadowała na środek pomieszczenia i mogliśmy widzieć
dokładnie... wszystko.
-
O co ci chodzi? - prychnęła, obciągając skromny kawałek
materiału opinający jej krągłe biodra. Musiałem przyznać, że
sam zawiesiłem na niej wzrok o kilka sekund zbyt długo, ale byłem
lepszy od Severina, któremu prawie wyszły na wierzch gałki oczne.
Richard wpadał w hiperwentylację, nieprzerwanie mrugając, jakby
coś ostrego utkwiło mu pod powieką.
-
To... to... - jąkał się Wank, a jego rozbiegany wzrok przeskakiwał
z Sabine na mnie. - Ubrałaś się tak, że każdy facet na tamtej
imprezie pomyśli, że włożył za ciasne gacie!
Perlisty
śmiech poniósł się po pokoju, a ja pokiwałem głową, gdy Sabine
podeszła do Wanka i wspinając się na palcach, zaczęła mówić
powoli i wyraźnie:
-
Nie krępuj się, słoneczko - jej oddech poruszał rozczochranymi
kosmykami włosów opadającymi mu na kark. - Poczekamy, aż zmienisz
swoje gacie na większe.
Pozostali
próbowali powstrzymać śmiech, ja także, ale gdy moje spojrzenie
skrzyżowało się ze łzawym wzrokiem Richarda, nie wytrzymaliśmy.
Rżałem jak głupi, gdy Wanki wybiegł z pokoju, trzaskając
drzwiami.
-
Jesteś potworem - sapnąłem, ocierając załzawione oczy.
-
Muszę go sobie wychować - stwierdziła wyniośle, kiwając mi
głową, bym nie zapomniał co jej obiecałem. - Przyszłam się
pożegnać i życzyć wam miłego wieczoru, chłopcy. Nasz - miała
na myśli siebie i Laurę - z całą pewnością taki będzie, już
ja się o to postaram.
Wyszła,
kręcąc biodrami, a jedynym odgłosem słyszalnym w pokoju było
powietrze powoli uchodzące z Richarda, który wyglądał jakby miał
wewnątrz ciała mały pożar.
Natychmiast
zapomniałem o zgrabnej figurze naszej fotografki, bo co innego
zaprzątało moje myśli - chęć znalezienia się na tej samej
imprezie, co one, i to nie ze względu na Sabine. Byłem ciekaw
wyglądu Laury. Odrzuciłem tą opcję, potrząsając głową.
Zabrałem
kurtkę i pognałem za Wankiem, który zapewne wyładowywał skutki
swojego zawodu miłosnego na jakimś elemencie hotelowego
wyposażenia.
***
Do
klubu musiałem jechać tylko z Wankim, bo niestety - nie miałem
innego wyjścia. Severin i Richard uparli się, by jechać tam, gdzie
poszły dziewczyny.
Ja
nie chciałem, on też. Wciąż jeszcze dąsał się na Sabine za ten
odważny strój, a dodatkowo wcześniej obiecał jej, że będzie
mogła poświęcić uwagę swojej Laurze, bo strasznie ją
zaniedbała. Chciała pomóc jej w poszukiwaniu chłopaka...
Z
jakiegoś dziwnego powodu jeszcze bardziej popsuł mi się humor. Nie
dość, że moja biedna głowa pulsowała tępym bólem, to jeszcze
wciąż nie mogłem pozbyć się pewnego uczucia - tęskniłem za
czymś. To był taki specyficzny rodzaj poczucia straty. Nie znałem
jego powodu.
Szukała
dla Laury chłopaka? A po co? Przecież Norwedzy są tacy zakręceni
- poznałem Toma Hilde, więc swoje wiem! Po jaką cholerę szukać
sobie faceta w kraju, z którego wyleci się w ciągu kolejnej doby?
Prawda
dotarła do mnie zbyt gwałtownie - chciała dla niej przygody.
Jednorazowego wyskoku. Czegoś szalonego i niezobowiązującego.
Przecież
to do Laury niepodobne. Była taka spokojna, cicha... Może chciała
się zmienić? Tylko po co? Właśnie to wyróżniało ją z tłumu
tysiąca identycznych dziewczyn w jej wieku. Musiałem przestać tyle
o niej myśleć, bo to było niezdrowe. Szkoda tylko, że nie mogłem.
-
Idę się napić - stwierdziłem, zostawiając Wanka samego,
wpatrzonego w wyświetlacz telefonu, jakby kryły się tam odpowiedzi
na wszystkie pytania dotyczące ludzkości i sensu życia.
Wróciłem
do stolika z trzema kolejkami drinków, które ledwo doniosłem do
celu na chybotliwej tacce. Wszystkie były dla mnie, rzecz jasna. Mój
towarzysz nie kontaktował z otoczeniem, wciąż wyczekując na
chociażby krótką wiadomość od swojej panienki, albo od Richarda,
który obiecał śledzić ją z ukrycia.
-
Za miłość! - prychnąłem, uśmiechając się głupio, ale on nie
zwrócił na mnie uwagi. Uniosłem szklankę i opróżniłem ją
dwoma łykami. Palące gorąco rozlało się po moim gardle i było
to najprzyjemniejsze uczucie, jakie poczułem od dawna. Nie spocząłem
dotąd, aż wszystkie szklanki ukazały dno. Wspaniale.
Zaszumiało
mi w głowie, i to całkiem porządnie. Byłem szczęśliwy przez
jakieś pół godziny - cieszyłem się jak głupi, od czasu do czasu
kiwając się w rytm muzyki, aż przyszła faza otrzeźwienia.
Wróciły dręczące mnie myśli i ta głupia tęsknota...
Pomyślałem
sobie, że oto przyszedł czas, by wreszcie dać upust tym wszystkim
emocjom, które zgromadziły się w moim ciele przez kilka ostatnich
dni. Spora dawka alkoholu dodała mi odwagi. Pieprzyć to -
pomyślałem.
Omiotłem
wzrokiem roztańczony na parkiecie tłum i zacząłem poszukiwania
odpowiedniego obiektu. Musiała być ładna i szczupła, tylko tyle.
Nie potrzebowałem nic więcej, by pogrążyć się w zapomnieniu -
wódka, panienka i ciemny zaułek w zupełności wystarczyły mi w
tamtym momencie. Jestem młodym facetem - tłumaczyłem sobie - i
wszystko mi wolno.
Trafiła
się taka - była nawet młodsza ode mnie. Mocny makijaż i obcisła
sukienka, która wyraźnie podkreślała wszelkie braki kobiecości,
a także nie zostawiała żadnego pola dla wyobraźni. Nadawała się,
przynajmniej Wank i Richie nie mieli powodu, by mnie wyśmiać,
gdybym się z nią pokazał. Chuda, nieletnia... w sam raz.
-
Szukasz może towarzystwa? - spytałem niskim głosem, muskając jej
ucho wargami i obejmując od tyłu.
Drgnęła
lekko pod wpływem tego niespodziewanego ataku, ale się nie spięła.
Dotknęła moich nadgarstków zimnymi dłońmi i rozluźniła uścisk,
obracając się do mnie twarzą. Była mojego wzrostu, więc
spojrzeliśmy sobie w oczy i... nie poczułem nic. Zielone tęczówki,
długie rzęsy. Jej źrenice znacznie się powiększyły, co
przyjąłem z zadowoleniem - ofiara połknęła przynętę.
-
Teraz już nie - odparła, kładąc mi ręce na ramionach. Przesunęła
dłońmi w górę, muskając szczękę i kark. Uśmiechnęła się
zmysłowo, patrząc mi prosto w oczy. - Myślę, że mam już
odpowiednie towarzystwo na całą noc.
Tańczyliśmy
przez dłuższą chwilę. Pozwalała mi na wszystko to, co tylko
odważyłem się zrobić. Dotykałem jej zachłannie, wbijając palce
w ciało i zaciskając je mocno. Nie protestowała. Reagowała
sporadycznie i niezbyt emocjonalnie, jakby... jakby to był dla niej
chleb powszedni.
Chciałem
coś poczuć, sam nie wiem co. Może jakieś niezdrowe podniecenie
spowodowane tym, że poderwałem panienkę jedynie trzema słowami i
zaborczym uściskiem? Zadowolenie, bo była uległa i mogłem z nią
zrobić co tylko chciałem? Tak naprawdę oszukiwałem sam siebie -
ja po prostu uciszałem tą część własnego mózgu, która
skupiała się na jednej i jedynej osobie - na imię jej było Laura,
niestety.
To
było to - to właśnie ją chciałem trzymać w ramionach i dotykać,
choć może z większym szacunkiem. Jej ciało czułbym pod dłońmi,
gdybym ją objął, tak jak to sobie wiele razy wyobrażałem.
Wstydziłem się tych myśli, jak cholera się wstydziłem, ale nie
mogłem poradzić zupełnie nic na fakt, że śniła mi się po
nocach i nie dawała spokoju.
Zagłuszałem
to... nazywając ją po prostu szarą myszą, nieatrakcyjną
dziewczyną, a tak naprawdę powoli usychałem z pragnienia, by ją
mieć.
O
ironio! Co mi mówił Schuster? Wtedy się wyparłem, a on doskonale
wiedział! Zawsze potrafił wyciągnąć ze mnie największe
tajemnice.
Poczułem
rozdrażnienie, gdy zielonooka przypomniała mi o swojej obecności,
sugestywnie ocierając się o mnie biodrami. To już nie było
zabawne, skończyło się polowanie, więc i ofiara przestała mnie
interesować. Wiedziałem po co było to wszystko - chciałem
przecież zapomnienia, i to jak najszybciej!
Zareagowała
tak jak się spodziewałem, gdy jednym szybkim ruchem wpiłem się w
jej usta. Zacisnąłem powieki i pocałowałem ją rozpaczliwie,
zgniatając jej wątłą talię w mocnym uścisku. Wplotła palce w
moje włosy i ciągnęła nieznacznie, co jeszcze bardziej mnie
zezłościło.
Musiałem
wyładować tą agresję na kimś... na czymś, zanim moja głowa
eksplodowałby od nadmiaru uczuć. Czego mogłem się spodziewać?
Fajerwerków? Gromów z jasnego nieba? Prawie wsadziłem jej język
do gardła, a nie poczułem zupełnie nic oprócz... obrzydzenia. Nie
do niej - nie była niczemu winna. Brzydziłem się sobą.
-
Nie mogę - westchnąłem, odpychając ją gwałtownie, aż się
zachwiała.
Jej
zdziwiona mina prawie natychmiast zmieniła się na prawdziwie
wkurzoną - po wyrazie mojej twarzy musiała zrozumieć, że z małej
przygody nici. Przeczesałem włosy palcami, tak jak to miałem w
zwyczaju, gdy coś mnie denerwowało.
-
Skoro nie możesz już w takim wieku, to chyba powinieneś się
leczyć, koleś! - krzyknęła wzburzona, mijając mnie pośpiesznie
i znikając w tłumie.
Kilka
osób spojrzało na mnie z politowaniem, dziewczyny tańczące obok
zachichotały, a ja miałem ochotę bić głową w ścianę, dopóki
nie zostałaby z niej tylko miazga.
***
Wróciłem
do stolika, a Wank właśnie zrywał się z fotela jak oparzony.
Chwycił kurtkę i zaczął ją na siebie wciągać, nie trafiając w
rękawy. Klął głośno, więc chwilowo tylko mu się przyglądałem.
-
Stary - rzuciłem - ogarnij się. Nie uczyli cię w przedszkolu jak
się ubierać?
Zauważył
mnie i znieruchomiał z jedną ręką cudem wciśniętą w odpowiedni
otwór, szkoda tylko, że wciągnął kurtkę na złą stronę. Wzrok
miał rozbiegany, a mógłbym przysiąc, że jako kierowca nawet nie
spojrzał na alkohol.
-
Richard przysłał mi wiadomość - poinformował z wyrzutem w
głosie.
-
To właśnie z tego powodu znęcasz się nad tym biednym ciuchem? -
spytałem, siadając na swoim miejscu. Czasami zachowywał się jak
idiota i było to całkiem śmieszne, ale tym razem wcale nie
polepszył mi humoru swoją głupotą.
-
Nie - odparł zdenerwowany, rzucając odzienie z powrotem na fotel. -
To przez nią! Doprowadza mnie do szału ta baba!
Ostatnie
słowo zaakcentował tak, że natychmiast wiedziałem o kogo chodziło
- Sabine, oczywiście. Wank oszalał na jej punkcie i nie było już
takiej chwili, byśmy nie musieli wysłuchiwać jego osobistych
wywodów na temat ich życia intymnego. Nie żebym przyjmował te
zwierzenia z czystą przyjemnością...
-
Co tym razem? Richard dowiedział się, że jednak nie założyła
majtek pod tą sukienkę? - prychnąłem znudzony, a jego oczy prawie
wyszły na wierzch.
-
Jak to: nie założyła majtek?! JAK TO?
Miałem
ochotę pacnąć się w łeb, albo lepiej - walnąć jego, obojętnie
w co. Ulżyłoby mi za te wszystkie czasy, które poświęciłem na
użeranie się z nim.
-
Żart, baranie! Żartowałem.
Uspokoił
się trochę i powoli wciągnął na siebie kurtkę, chwytając
leżące na stoliku kluczyki. Wyciągnął telefon z kieszeni i
podsunął mi go pod sam nos. Wzdrygnąłem się, myśląc, że
chciał mi zrobić zdjęcie - czego szczerze nienawidziłem, bo
zawsze głupio na nich wychodzę - i odepchnąłem jego rękę.
-
Patrz, blondi - warknął, przewracając oczami. - Patrz i płacz!
Chwilę
mierzyliśmy się wzrokiem - on patrzył nagląco, a ja z
powątpiewaniem. Spojrzałem wreszcie na wyświetlacz, treść
wiadomości była chaotyczna i raził w niej kompletny brak
przecinków. No tak, Richard. Pisał o Sabine, która podobno dawała
czadu w klubie, do którego pojechał z Severinem. Ostatnie zdanie na
dłużej skupiło moją uwagę.
-
Co miał na myśli pisząc, że właśnie ma zamiar zabrać się za
Laurę, bo w swojej nowej sukience wygląda jak gorąca kocica? -
spytałem zdumiony, podnosząc wzrok.
Palant
stojący nade mną wyszczerzył się szeroko, wzruszając ramionami.
-
A co mamy zazwyczaj na myśli, gdy rozważamy zabranie się za jakąś
dziewczynę?
-
Nie ma mowy! - oburzyłem się, zrywając z miejsca.
Przekrzywił
głowę i chwilę patrzył, jakby widział mnie po raz pierwszy w
życiu.
-
Wiedziałem! - wydarł się nagle, waląc swoją wielką pięścią w
blat. - Cholernie dobrze wiedziałem.
-
Niby co? - wymamrotałem, wciąż ściskając w dłoni telefon.
Pożałuje, menda jedna. Nie dożyje śniadania. Zatłukę własnymi
rękami, jeśli tylko tknie ją palcem!
-
Myszka ci się podoba!
-
Wcale nie... - chciałem znów skłamać, ale widząc, że mnie
przejrzał, skapitulowałem. - To aż tak widać?
Potrząsnął
głową na znak zaprzeczenia.
-
Chłopie, dopiero teraz w to uwierzyłem. Masz mordę jak ze skały,
ciężko cokolwiek z niej wyczytać - oznajmił, a ja puściłem mimo
uszu określenie mojej twarzy jako tępej. Wziąłem głęboki
oddech, by stawić czoła nadchodzącym wydarzeniom.
-
Zaczynaj - zwróciłem się do niego, prostując się na całą swoja
wysokość, byśmy byli jak równy z równym.
-
Co niby? - zdziwił się.
-
Śmiej się! No dalej, rżyj tak jak tylko potrafisz. Nabijaj się z
mojego nieszczęścia - paplałem, jak potłuczony.
Uniósł
brwi. Miał minę człowieka, który przebywa w pomieszczeniu z kimś
niezrównoważonym umysłowo - z jednej strony uśmiecha się, a z
drugiej już planuje ucieczkę.
-
Dlaczego mam się z ciebie śmiać? - spytał, nachylając się
bliżej. Palcem trącił mnie w czoło. - Wlazła ci, skubana, do
głowy, więc zrób jej to samo. Jedźmy tam teraz i niczym cholerni
jaskiniowcy - za włosy babę i do jaskini!
Nie
mogłem powstrzymać się, by go nie walnąć, ale posłuchałem tej
rady - pięć minut później siedzieliśmy już w samochodzie,
pędząc w stronę centrum, a ja wreszcie poczułem coś na kształt
nerwowego podniecenia. Musiałem ją złapać, zanim zrobiłby to
Richard. Musiałem jej wszystko powiedzieć. Musiałem z nią być,
czy tego chciała, czy nie.
***
Muzyka
była tak ogłuszająca, że chwilowo straciłem poczucie czasu i
przestrzeni. Nie pomogły mi bynajmniej wypite wcześniej drinki,
choć zazwyczaj miałem mocną głowę i rzadko się zdarzało, bym
chwiał się po takiej ilości alkoholu. Przynajmniej miałem wielką
odwagę i jeszcze większą ochotę, by zobaczyć Laurę.
Byłem
gotów na tą konfrontację i wiedziałem, że jestem jej winny
wyjaśnienie i przeprosiny. Zle zaczęliśmy naszą - jakby na to nie
patrzeć - krótką i dosyć intensywną znajomość. Nie miałem
okazji, by lepiej ją poznać, dowiedzieć się czegoś więcej o
niej samej i chociażby zbliżyć się do odkrycia jednej z jej
tajemnic. Jedyne słowa, które wymieniliśmy, były raczej
wykrzyczane, bo rozpaczliwie starałem się ją odepchnąć, by nie
mąciła mi więcej w głowie. Ona nie była niczemu winna.
Wank
zostawił mnie i pognał na poszukiwanie Sabine. Poprosiłem go, by
nie wspominał jej o mojej obecności i ukryłem się w ciemnym
kącie. Musiałem to sobie dobrze zaplanować - gdybym po prostu
poszedł z nim i zagadnął do Laury przy Sabine, nie obyłoby się
bez niewygodnych pytań. Blondynka była wrogo do mnie nastawiona i
nie pozwoliłaby swojej młodszej przyjaciółce wyjść ze mną
gdziekolwiek, nawet na sekundę, a tym bardziej spokojnie pogadać.
Chciałem
być z nią sam na sam. Nie miałem niczego zdrożnego na myśli,
choć mój przebudzony do życia nastoletni umysł kierowany
hormonami podsuwał mi różne możliwości i oczekiwania. Tłumiłem
to w sobie. Rozmawiać - myślałem. - Będziemy tylko rozmawiać.
Minęło
sporo czasu, zanim odważyłem się wyjść z cienia. Przepychając
się między tłumem rozgrzanych ciał, koncentrowałem wzrok na
poszukiwaniu Laury - gdzieś tam musiała się przecież kręcić.
Miałem nadzieję, że nagle mignie mi przed oczami jej postać, albo
chociaż kątem oka złapię ten charakterystyczny warkocz, który
niezmiennie nosiła.
Niestety,
przede mną przewijały się tłumy dziewcząt, a wszystkie z nich
były piękne na swój sposób i wiedziałem, że większość
uległaby mojemu czarowi, gdybym tylko chciał. Nie chciałem. Już
nie. Żadna nie była nią - skrytą, zamkniętą w sobie, słodką
dziewczyną o spojrzeniu pełnym tajemnic.
Poczułem
się nagle jakbym mógł dla niej góry przenosić. To było takie
dziwne i nowe, a ta wielka zmiana nastąpiła we mnie całkowicie
niespodziewanie. Sprawiło to, że ogarnęło mnie uczucie ulgi.
Musiałem ją znaleźć, i to jak najszybciej!
Wpadła
na mnie, jakby pchana zachcianką losu, który postanowił, by tym
razem nasze ścieżki się przecięły. Podniosła oczy, a mój umysł
obumarł odrobinę w reakcji na to, jaka była piękna. Była taka
przez cały czas, a ja - głupi i ślepy dureń - nie chciałem tego
widzieć.
Jej
wzrok był... błagalny. Prosiła o coś, albo się bała, czemu
wcale się nie dziwiłem, bo zapewne miała mnie za skończonego
drania, który nie chciał dać jej spokoju.
Szarpnęła
się nieznacznie, jakby chciała mi się wyrwać, ale nie pozwoliłem
na to. Nie było mowy o tym, bym miał ją wypuścić. Trzymałem ją
mocno, a wszystkie czynniki - muzyka, przytłumione światła i jej
zapach - sprawiały, że powoli traciłem rozum. Nigdy wcześniej nie
czułem się tak bardzo odpowiednio w miejscu, w którym byłem.
Nie
chciałem jej wystraszyć. Mogła pomyśleć, że znów coś
kombinowałem, albo, że z ukrycia przyglądali nam się Wank i
spółka w ramach kolejnego, dziecinnego zakładu. Skąd miałem
wiedzieć co o mnie myślała?
Odciągnęła
dłonie, które wcześniej płasko opierała na moich przedramionach
i znów chciała mi się wyrwać, więc odruchowo przyciągnąłem ją
bliżej, a gdy poczułem to ciepło bijące od jej skóry, miałem
siłę, by pochylić się i szepnąć jedynie:
-
Szukałem cię.
Pokręciła
głową - jej włosy łaskotały mnie w policzek. Nie zwracałem
uwagi na otoczenie. Muzyka wokół nas zmieniła się odrobinę,
nabierając wolniejszego, bardziej sennego rytmu, jakby nawet ona
chciała mi pomóc w zatrzymaniu Laury.
Uległa,
gdy pociągnąłem ją za sobą w gęsty tłum - posłusznie dała
się wprowadzić między tańczących zmysłowo młodych ludzi,
takich jak my dwoje. Nie spuszczałem z niej wzroku, gdy pozwoliłem
sobie położyć dłonie na jej biodrach. Tak, była prawdziwie
kobieca, nie tak jak panienka z poprzedniego klubu.
Nie
pokazała wszystkiego - mogłem widzieć jej nagie ramiona i rysujące
się pod skórą obojczyki, które doprowadziły mnie do kompletnej
gorączki - tyle pola dla wyobraźni, która pracowała w tamtym
momencie na najwyższych możliwych obrotach. Chciałem... tak bardzo
chciałem ich dotknąć, przejechać po nich palcem... wpić się
ustami w to miejsce na jej szyi, gdzie bił puls. Ledwo nad sobą
panowałem, ściskając materiał sukienki i mnąc go niecierpliwymi
dłońmi. Przyciągałem ją tak blisko, że musiała wiedzieć jak
na mnie działała. Pokazałem jej siebie i pragnąłem, by zrobiła
to samo.
Znów
na mnie spojrzała - rozpraszałem ją. Patrzyłem, jakbym chciał
wywiercić jej dziurę w głowie. Zacisnęła palce, odciągając
moją dłoń od zmaltretowanej sukienki, ale znów ją ubiegłem.
Żelazny uścisk moich palców na jej delikatnym nadgarstku był
stanowczo zbyt mocny, ale chciałem jej pokazać, żeby nawet nie
próbowała się bronić. Nie pozwoliłbym jej odejść.
Po
raz kolejny zaczęła się wyrywać, więc uniosłem nasze złączone
ręce wyżej, co znów sprawiło, że przylgnęła do mnie całym
ciałem. Zacisnęła powieki i potrząsnęła głową, odwracając
twarz w bok.
-
Powiedz, że mam przestać, to przestanę - rzuciłem zaczepnie.
Była
taka niska i wydawała się tak mała w moich ramionach, że miałem
ochotę ukryć ją tam i nigdy nie wypuszczać. To było dziwne - w
jednej chwili przenikało mnie tyle emocji i uczuć. Dlaczego
wcześniej byłem taki ślepy?
Gdy
nagle dotknęła dłonią mojego rozgrzanego czoła i przesunęła
palcami po ledwo wyczuwalnych guzach, których sama była powodem,
moje ciało przeszedł dreszcz. Musiałem mocno zacisnąć powieki,
gdy musnąwszy policzek i szczękę, powróciła, by obrysować
kontur moich ust. To był impuls - pod wpływem tego nieśmiałego
dotyku, pochyliłem głowę i chciałem ją pocałować. Nie tak, jak
tamtą dziewczynę. Wtedy było inaczej, potrzebowałem zapomnienia i
odwrotu uwagi od Laury, choć całkowicie niepotrzebnie.
Czułem
jej ciepły, szybki oddech i automatycznie rozwarłem wargi.
Oddychaliśmy tym samym powietrzem i czułem to połączenie, więź
- jakbym znał ją od zawsze. Musiała być moja. Musiała!
Zsunąłem
dłonie jeszcze niżej, nie mogąc się powstrzymać. Tak bardzo
chciałem ją całować, a jednak wydawało mi się, że byłoby to
złe, gdybym zrobił to w takim miejscu. Powinienem być z nią i
tylko z nią. Sam na sam.
-
Chodź ze mną - poprosiłem, zbliżając twarz do jej szyi i
muskając ustami to upragnione miejsce, które tak bardzo mnie
kręciło.
-
Nie - jęknęła, odpychając mnie, na co zareagowałem gwałtowniej,
niż mógłbym się spodziewać.
-
Proszę!
Desperacja
w moim głosie była bardzo wyraźna, tak samo, jak w sposobie w jaki
ją trzymałem. Miałem to gdzieś - otworzyłem się wreszcie i
byłem całkowicie zależny od jej decyzji. Musiałem ją mieć na
osobności, i to natychmiast.
Gdybym
był bardziej przytomny w tamtym momencie, może powstrzymałbym się
od wyciągania jej z sali przymusem. Nie byłem, więc użyłem siły,
a ona się poddała. Szliśmy, trzymając się za ręce, gdy
torowałem drogę między ludźmi.
Widziałem
wszystko jak przez mgłę, a mój mózg dosłownie skwierczał od
nadmiaru myśli - o tym, co będzie, gdy już znajdziemy się sami.
Nie byłem pewien co do ograniczenia naszych kontaktów jedynie do
rozmowy. Rozsądnie byłoby porozmawiać i lepiej się poznać, ale
zdałem sobie sprawę, że to by mnie nie zadowoliło - w tamtym
momencie nie chciałem jej mówić o swoich uczuciach. Chciałem je
okazać.
Dosłownie
ściągnąłem ją po schodach w dół, gdzie było prawie całkiem
ciemno i o wiele ciszej. Popchnąłem na ścianę i zdążyła
jedynie westchnąć zaskoczona, gdy moje ręce znów owinęły się
ciasno wokół jej talii. Wygięła plecy w łuk, a ja z całą mocą
i pożądaniem jakie czułem, zmiażdżyłem jej wargi swoimi.